Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Chiny uderzyły w niemiecki przemysł. Polska też to odczuje

Fabryka Volkswagena i transport nowych samochodów, symbol kryzysu niemieckiej gospodarki wywołanego przez chiński szok 2.0 i rosnącą chińską konkurencję w Europie.

Konkurencja z Chin przestała być problemem związanym z zalewem tanich produktów. Dziś ekspansywna polityka eksportowa Chin uderza w fundamenty europejskiej gospodarki. Najmocniej widać to w Niemczech, czyli w gospodarce, której model opierał się na eksporcie. Obecnie według tego modelu funkcjonują Chiny, a świat jest za mały, by pomieścić dwóch eksportowych czempionów; jeden z nich będzie musiał ustąpić pola.

Chiny zmieniły reguły gry

Jak zauważają ZPP i OSW, czyli autorzy raportu Polska – Europa – Chiny: współpraca czy pułapka uzależnienia?, gdy na początku XXI wieku Chiny przystąpiły do Światowej Organizacji Handlu (WTO), świat zachodni zyskał dostęp do ogromnego rynku taniej siły roboczej. W Europie i Stanach Zjednoczonych zaczęto mówić o pierwszym „chińskim szoku”. Dotyczył on przede wszystkim prostych gałęzi przemysłu, takich jak tekstylia, zabawki czy podstawowa elektronika.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a Chiny nie są już tylko „fabryką świata” produkującą na zlecenie zachodnich koncernów. Państwo Środka stało się ich najgroźniejszym konkurentem. Autorzy raportu dosadnie stwierdzają, że chiński szok 2.0 uderza w sam przemysłowy rdzeń Europy, czyli motoryzację, przemysł maszynowy i chemiczny oraz technologie związane z transformacją energetyczną. Oznacza to, że Europa traci w branżach, które miały stanowić podstawę jej rozwoju i przyszłego wzrostu.

Chiński szok 2.0. Jest znacznie groźniejszy

Zagraniczne, w tym zachodnie, firmy, z radością licząc zyski, dostarczały wiedzy, kapitału i technologii, które następnie wzmacniały krajowe zdolności produkcyjne, dostarczając Chińczykom przysłowiowy leninowski sznur, na którym powieszą swoich rywali. Konsekwencje tej strategii najlepiej widać w liczbach. Nadwyżka handlowa Chin przekroczyła już bilion dolarów rocznie, a według autorów raportu z europejskiej gospodarki tylko w 2025 r. „uciekło” do Chin około 87 mld euro wartości dodanej, w tym 11 mld euro z Polski.

Warto wspomnieć, że coraz większym problemem staje się uzależnienie Europy od chińskich komponentów, baterii, metali ziem rzadkich czy farmaceutyków. W tym ostatnim przypadku uzależnienie od produktów z Chin potrafi wynosić ponad 90 proc.

Chińska konkurencja w Europie. Niemcy tracą przewagę

Żadne państwo europejskie nie zbudowało swojej pozycji gospodarczej na przemyśle i eksporcie w takim stopniu jak Niemcy. Przez wiele lat model ten wydawał się idealny. Niemieckie firmy produkowały wysokiej jakości towary, sprzedawały je na całym świecie, a szczególnie na szybko rozwijającym się rynku chińskim. Dzisiaj najważniejszy klient stał się jednocześnie ich najgroźniejszym konkurentem. 

Jednakże, jak zauważa były redaktor naczelny Financial Times Deutschland Wolfgang Münchau w głośnej książce Kaput. Koniec niemieckiego cudu gospodarczego, kryzys Niemiec nie jest skutkiem wojny w Ukrainie, pandemii czy wysokich cen energii, lecz konsekwencją błędów strategicznych popełnianych przez kilkadziesiąt lat. 

Münchau największy problem niemieckiej gospodarki widzi w kadrach zarządczych zblatowanych ze światem polityki, które nie potrafią systemowo odpowiedzieć na nowe wyzwania współczesności, takie jak wspomniany drugi chiński szok. 

Co więcej, problem jest pogłębiany przez fakt, że Niemcy to państwo zamożne, przez wiele lat ograniczające wydatki i dążące do zbilansowanego budżetu. Oznacza to, że nasi zachodni sąsiedzi mają wystarczająco dużo zasobów, żeby takie błędy popełniać. Należy jednak zapytać, jak długo Niemcy, będące pod presją drugiego chińskiego szoku, będą w stanie znosić skutki swoich własnych błędów?

Niemcy i Chiny przedstawione jako rywale na szachownicy, symbolizujący kryzys niemieckiej gospodarki, chiński szok 2.0 i chińską konkurencję w Europie.
Fot. Depositphotos

Volkswagen pokazuje skalę kryzysu

Najbardziej spektakularnym symbolem zmian zachodzących w niemieckiej gospodarce jest dziś Volkswagen. Jeszcze dekadę temu koncern uchodził za wzór skuteczności i przemysłowej potęgi. Dziś zmaga się jednocześnie ze spadającą sprzedażą w Chinach, rosnącą konkurencją producentów takich jak BYD czy Geely, wysokimi kosztami produkcji w Niemczech oraz koniecznością kosztownej transformacji w kierunku elektromobilności. 

Oczywiście firma nadal pozostaje jednym z największych producentów samochodów na świecie, ale sprzedaż samochodów ze stajni VW spadła w ciągu ostatnich kilku lat z prawie 12 mln do niecałych 9 mln samochodów rocznie. Nie bez znaczenia jest tutaj wątek chiński. Jeszcze kilka lat temu rynek ten odpowiadał za znaczną część zysków VW. Dziś chińskie marki nie tylko zaczęły dominować na rynku krajowym, lecz coraz śmielej zdobywają Europę. Szczególnie widoczne jest to w segmencie samochodów elektrycznych.

9.07.2026 r. odbyło się posiedzenie rady nadzorczej VW, która zapowiedziała restrukturyzację oraz zmniejszenie liczby modeli i dostępnych wariantów. Wcześniej niemieckie media informowały o planie redukcji aż 100 000 miejsc pracy. Jak zauważył niemiecki związek zawodowy IG Metall, to prawie dwa razy więcej niż w upadłej stolicy amerykańskiej motoryzacji, Detroit. 

Przed siedzibą VW w Wolfsburgu pracownicy zorganizowali duży protest. Na razie rada nie podjęła wiążących decyzji dotyczących redukcji zatrudnienia. Zarząd VW wie, że koncern czeka bolesne zderzenie z nowymi realiami, ale ponieważ w radzie zasiadają zarówno przedstawiciele landu Dolnej Saksonii, jak i przedstawiciele pracowników, firma nie jest zdolna do gwałtownych cięć. Odraczanie nieuniknionych zmian strukturalnych spowoduje, że w przyszłości będą one jeszcze bardziej bolesne.

Kryzys niemieckiej gospodarki: problem nie kończy się na autach

Biorąc pod uwagę fakt, że nawet najbardziej prestiżowe miejsca pracy dotyczące R&D (badania i rozwój) „uciekają” z Niemiec do chińskiego Hefei, ale też z Hanoweru do poznańskich zakładów VW, bardziej cyniczni komentatorzy mówią, że niedługo w VW w Niemczech nie zostanie nikt poza związkami zawodowymi. 

Ten exodus specjalistycznych miejsc pracy jest również dobrym przykładem tego, o czym pisał Münchau. Sama struktura w Niemczech nie jest w stanie wygenerować dostatecznych innowacji, więc firma musi posiłkować się innym środowiskiem, inną, bardziej żyzną glebą, na której innowacje mogą wyrosnąć.

Warto nadmienić, że kryzys Volkswagena pokazuje, jak w soczewce, szerszy problem niemieckiej gospodarki, który nie dotyczy tylko tej marki. Spadają także zyski samochodowych marek premium, takich jak Porsche, Mercedes czy, w mniejszym stopniu, BMW. Jeszcze większym wyzwaniem jest sytuacja w przemyśle maszynowym, w którym od dwóch lat zamówienia spadają. 

O ile niemiecka motoryzacja składa się z około 3 tys. przedsiębiorstw zatrudniających 900 000 osób, o tyle w przemyśle maszynowym działa aż 15 000 firm zatrudniających 1,3 mln osób.

Oczywiście kolejne niemieckie rządy mają świadomość rozmiaru wyzwań, przed jakimi stoją Niemcy. Jeszcze za czasów rządów Olafa Scholza minister gospodarki Robert Habeck, z partii Zielonych, ograniczył wsparcie państwa dla niemieckich firm inwestujących w Chinach. Działanie rządu nie ograniczyło jednak aktywności niemieckich firm na chińskim rynku. Przykładowo chemiczny gigant BASF prowadzi w Chinach rekordowe inwestycje o wartości 10 mld euro, jednocześnie redukując zatrudnienie w Niemczech.

Brama Brandenburska w Berlinie wśród turystów, symbol Niemiec w artykule o kryzysie niemieckiej gospodarki, chińskim szoku 2.0 i rosnącej chińskiej konkurencji w Europie.
Fot. Depositphotos

Polska też dostanie rachunek

Wyzwania niemieckiego przemysłu i eksportu mogą rodzić uczucie Schadenfreude po drugiej stronie Odry. Zwłaszcza że cykle koniunkturalne Polski i Niemiec już od dawna się rozjechały. Wieloletnia stagnacja niemieckiej gospodarki nie przekłada się na analogiczną stagnację w Polsce, a niemiecki sąsiad może z zazdrością patrzeć na tempo polskiego wzrostu gospodarczego. 

Niemniej jednak Niemcy ciągle pozostają największym partnerem handlowym naszego kraju i odbiorcą blisko jednej trzeciej polskiego eksportu, choć w ostatnim czasie zanotowano spadek z 28 do 26,8 proc. Polskie przedsiębiorstwa są głęboko włączone w niemieckie łańcuchy dostaw, szczególnie w branży motoryzacyjnej, maszynowej, chemicznej i AGD. 

Nie można przejść do porządku dziennego nad faktem, że jeżeli niemieckie fabryki ograniczają produkcję, mniej zamówień trafia również do polskich poddostawców. Spowolnienie w Niemczech oznacza zatem mniejszy eksport, niższe inwestycje oraz słabszy wzrost gospodarczy w Polsce. Nie dostrzegamy tego jedynie dzięki dużemu zróżnicowaniu polskiego eksportu i dużej elastyczności polskich przedsiębiorstw, które już teraz starają się dywersyfikować kierunki swojego eksportu. Być może właśnie stąd wziął się niedawny spadek udziału Niemiec w polskim eksporcie.

Presja chińskiej konkurencji

Jednocześnie byłoby błędem uznanie, że problem dotyczy wyłącznie Berlina. Również polskie firmy coraz wyraźniej odczuwają presję chińskiej konkurencji. Aż 71 proc. przedsiębiorców ocenia jej wpływ na polską gospodarkę jako negatywny. Szczególnie zagrożone są branże związane z motoryzacją, produkcją baterii, sprzętu AGD czy stali, a zagrożonych może być 45 000 miejsc pracy w polskim przemyśle. To ciągle o kilka rzędów wielkości mniej niż w Niemczech, w których w ostatnich latach zniknęło 300 000 miejsc pracy w przemyśle, ale trend jest jednoznacznie ten sam.

Oczywiście wyzwania te w jeszcze większym stopniu dotykają innych państw regionu: Czech, Słowacji i Węgier. Szczególnie Czesi mogą mieć powody do obaw przed kanibalizacją marki Škoda przez koncern VW oraz przed przenoszeniem kosztów transformacji dostosowawczej na Škodę. 

Kryzys Niemiec, szansa dla Polski?

Istnieje jednak drugie oblicze niemieckich problemów, które dla Polski i państw regionu jest szansą. Tak jak w przypadku wspomnianych przenosin z Hanoweru do Poznania, można liczyć na to, że część niemieckich przedsiębiorstw starających się utrzymać swoją konkurencyjność będzie rozważać przeprowadzkę do jednego z państw naszego regionu. 

W tym przypadku nasi partnerzy z Grupy Wyszehradzkiej stają się konkurentami, co w szczególności dotyczy najbardziej prestiżowych i najlepiej płatnych miejsc pracy z dziedziny R&D. Jest to inne i w pewnym sensie paradoksalne oblicze chińskiego szoku 2.0, na którym Polska może skorzystać. 

Należy mieć nadzieję, że w tym przypadku polska gospodarka i polscy przedsiębiorcy wykażą się większą kreatywnością i elastycznością niż ich niemieccy konkurenci, a Polska wykorzysta szanse, jakie niosą ze sobą gospodarcze problemy zachodniego sąsiada.

Przeczytaj również: Pierwszy dzień wojny ujawniłby słabość Polski. Nie chodzi o czołgi


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Piotr Andrzejewski

dr


Analizuje kondycję gospodarczą RFN oraz politykę Austrii. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Polsce, Austrii, Niemczech i Belgii, pracując w sektorze akademickim oraz instytucjach europejskich. Adiunkt w Zakładzie Studiów nad Niemcami ISP PAN. Kierownik zespołu Niemcy: Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo w IZ.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.