Cavatina Group - Tworzymy inwestycje, które zmieniają miasta

Pierwszy dzień wojny ujawniłby słabość Polski. Nie chodzi o czołgi

czołgi i samochód na ulicy jadą, pokazując bezpieczeństwo Polski

Nowe deklaracje państw NATO i kolejne miliardy przeznaczane na zbrojenia nie oznaczają, że Polska rozwiązała swoje najważniejsze problemy związane z bezpieczeństwem. Największe zagrożenia kryją się w obszarach, o których rzadko się mówi – od obrony cywilnej po ochronę infrastruktury krytycznej. Wojciech Kozioł, politolog i analityk, w rozmowie z Patrycją Krzeszowską wskazuje, dlaczego na najważniejsze pytania o bezpieczeństwo Polski nadal nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Polska poza koalicją antybalistyczną. Co tracimy? 

Patrycja Krzeszowska: W ostatnim czasie odbył się szczyt Koalicji Chętnych we Francji oraz szczyt NATO w Ankarze. W Europie formuje się koalicja państw antybalistycznych, do której dołączają europejskie firmy zbrojeniowe. Czy brak firm z Polski w tym projekcie jest istotny dla naszego bezpieczeństwa? 

Wojciech Kozioł*: Zacznijmy może od samej koalicji antybalistycznej. Rzeczywiście tutaj Polska się nie pojawia, choć mamy zapowiedzi premiera, że będziemy w tym projekcie partycypować.

Natomiast trzeba poczekać na szczegóły. Wiele inicjatyw, które były zapowiadane z dużym rozmachem, ostatecznie nie zostało zrealizowanych albo z czasem wygasło. Mieliśmy inicjatywę amunicyjną, która dziś praktycznie straciła rację bytu.

Mamy także Koalicję Chętnych, która od kilku lat się formuje i na przestrzeni tego czasu zmieniała swoją koncepcję. Dalej też nie wiemy, jakie miałaby ona umocowanie prawne w swojej misji. To jest jedna kwestia. Warto dodać też drugą kwestię. Rozmowy o koalicji antybalistycznej ujawniają nasze wieloletnie zaniedbania w przemyśle zbrojeniowym. Przez lata nie inwestowaliśmy w ten segment i dziś odczuwamy tego konsekwencje.

Przy wszelkich tego typu formatach wiemy też, że polska dyplomacja popełniała błędy i nie uniknęła pewnych ,,niedociągnięć”. Można rozpatrywać brak obecności Polski przy tym stole jako czynnik, który może negatywnie wpływać na sposób, w jaki jesteśmy postrzegani oraz jakie mamy moce sprawcze.

A efekty ostatniego szczytu NATO?

Przechodząc do Ankary, pojawiło się kilka inicjatyw, które realnie działają na korzyść Polski oraz całej wschodniej flanki NATO.

Bardzo istotna informacja została przedstawiona przez Marka Ruttego. Chodzi o natowskie rurociągi paliwowe, które w czasach zimnej wojny wspierały logistykę NATO w Europie Zachodniej i Środkowej. Teraz infrastruktura ta ma zostać rozbudowana i przesunięta w kierunku wschodniej flanki NATO oraz Europy Środkowo-Wschodniej.

Inwestycja może w perspektywie kilku lat znacząco usprawnić logistykę Sojuszu na wypadek zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej.

Drugim istotnym sygnałem są deklaracje zarówno ze strony USA, jak i polskiej administracji, że rozmowy oraz działania o charakterze prawnym dotyczące stałego stacjonowania amerykańskich żołnierzy w Polsce mają zostać sfinalizowane w ciągu najbliższych kilku lub kilkunastu miesięcy.

półzbliżenie na twarz Wojciecha Kozioła specjalisty od bezpieczeństwa Polski
Na zdjęciu Bartosz Kozioł, dziennikarz, politolog i analityk. Rozmowa o bezpieczeństwie Polski, Koalicji Chętnych i ustaleniach szczytu NATO w Ankarze./ Fot. Defence24

Bezpieczeństwo Polski wymaga silniejszych sąsiadów 

Wspomniał pan o tym, że prezydent USA, Donald Trump, zapowiedział wsparcie dla Polski w zakresie bezpieczeństwa. Wiemy też, że podczas szczytu NATO udało się przeforsować w kluczowych dokumentach zapisy dotyczące formatu E5, które bezpośrednio zabezpieczają interesy Polski i całej wschodniej flanki. Czy te decyzje realnie przyczynią się do wzmocnienia bezpieczeństwa naszego kraju?

Na razie są to polityczne deklaracje. Jednocześnie mają one pewne oparcie w praktyce, ponieważ deklaracje składane podczas poprzednich szczytów były później stopniowo realizowane. 

Pamiętamy ogromny sprzeciw wobec propozycji przeznaczania 3,5 proc. PKB na siły zbrojne oraz dodatkowych 1,5 proc. na pozostałe kwestie związane z bezpieczeństwem. Dziś większość państw akceptuje ten kierunek. Podobnie było z europejskim przemysłem zbrojeniowym. Na początku wojny na Ukrainie znajdował się w bardzo trudnej sytuacji. 

Teraz widzimy, że dzięki programom takim jak Rearm Europe czy SAFE przemysł zbrojeniowy – zarówno europejski, jak i polski – stopniowo się odbudowuje. 

Nie zapominajmy też o tym, że Polska, w ramach wzmacniania swojego bezpieczeństwa powinna też konsekwentnie prowadzić własną politykę regionalną. Mam tu na myśli przede wszystkim rozwój współpracy w ramach Inicjatywy Trójmorza, Bukareszteńskiej Dziewiątki oraz państw Nordycko-Bałtyckiej Ósemki.

Dlaczego to jest takie ważne?

Każdy z tych formatów wypełnia inną lukę. Inicjatywa Trójmorza odpowiada przede wszystkim za rozwój infrastruktury, ale coraz częściej także za współpracę polityczną, energetyczną oraz projekty związane z przestrzenią kosmiczną. B9 wzmacnia bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO i stanowi jeden z filarów bezpieczeństwa Unii Europejskiej na wschodzie.

Z kolei współpraca państw nordycko-bałtyckich koncentruje się na bezpieczeństwie Morza Bałtyckiego, ochronie infrastruktury morskiej i infrastruktury krytycznej. Widać przy tym wyraźnie, że relacje polsko-szwedzkie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy przeszły bardzo pozytywną zmianę i z pewnością ożywienie polityki północnej nie jest tutaj przypadkiem.

Drony odsłoniły nową lukę w obronie 

A co z naszymi własnymi zdolnościami obronnymi?

W przypadku Polski i całej wschodniej flanki NATO można wskazać kilka potencjalnych punktów zapalnych.

Pierwszym jest obrona powietrzna. Polska realizuje obecnie programy Wisła, Narew oraz Pilica+, które rozwijają system obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego, krótkiego zasięgu i takiego do 100 km. Nadal jednak bardzo dużym wyzwaniem pozostaje obrona antydronowa.

Problem ten dotyczy całej wschodniej flanki NATO. Współczesne pole walki jest nasycone bezzałogowcami w stopniu, którego jeszcze kilka lat temu mało kto przewidywał. Decyzje dotyczące budowy takich zdolności powinny były zostać podjęte znacznie wcześniej, aby dziś przynosiły efekty.

Kolejnym zagrożeniem jest wykorzystywanie przez Rosję, a także przez Białoruś, mniejszości rosyjskojęzycznych oraz innych osób pochodzących z obszaru byłego Związku Radzieckiego do działań dywersyjnych i sabotażowych.

W ostatnich latach obserwowaliśmy przypadki podpaleń hal magazynowych, uszkadzania infrastruktury kolejowej czy pojawiania się niezidentyfikowanych dronów prowadzących rozpoznanie infrastruktury krytycznej, portów, elektrowni, baz wojskowych i lotnisk.

Równocześnie w rosyjskiej narracji coraz częściej pojawiają się argumenty przypominające te, które były wykorzystywane wcześniej wobec Gruzji czy Ukrainy. Mowa o rzekomej konieczności ochrony mniejszości rosyjskojęzycznej przed prześladowaniami. Widać, że Rosja testuje grunt również w odniesieniu do państw bałtyckich.

Prowokacje będą się pojawiać. Przykładem mogą być rosyjskie samoloty prowadzące działania rozpoznawcze nad Bałtykiem, które są przechwytywane przez polskie myśliwce. Tego rodzaju napięcie będzie nam towarzyszyć jeszcze przez długi czas. Natomiast prawdopodobieństwo wybuchu pełnoskalowej wojny nadal oceniam jako minimalne. 

mapa Europy z morzem Bałtyckim pinezka trzymana na wprost w dwóch palcach
Fot. SmitBruins / Evanto

Rosja sprawdza nasze słabe punkty 

Jak ocenia pan gotowość Polski i NATO na ewentualne incydenty – zarówno hybrydowe, jak i ograniczone prowokacje ze strony Rosji. Czy jesteśmy dziś przygotowani na takie działania?

Jeżeli chodzi o prowokacje na granicach Polski, Litwy, Łotwy, Estonii czy Finlandii, ich skala prawdopodobnie będzie ograniczona. Granice są obecnie wzmacniane – przykładem jest program Tarcza Wschód, budowana Bałtycka Linia Obrony czy działania prowadzone przez Finlandię na własnej granicy. Znacznie bardziej obawiałbym się dwóch innych obszarów.

Pierwszym jest, o czym już wspominałem, nadal niewystarczająca obrona przed dronami. Drugim zagrożeniem pozostaje infrastruktura krytyczna na Morzu Bałtyckim. Mam tutaj na myśli przede wszystkim działalność tzw. floty cieni oraz wykorzystywanie statków do omijania sankcji i transportu rosyjskich surowców.

Widzieliśmy również przypadki uszkadzania podmorskiej infrastruktury. Pokazało to, jak łatwo można doprowadzić do zniszczenia kabli czy innych elementów infrastruktury krytycznej. Dlatego zarówno Polska, jak i państwa skandynawskie powinny poświęcić szczególną uwagę zabezpieczeniu właśnie tego obszaru.

Na mapie schron, w praktyce piwnica. Bezpieczeństwo Polski w pigułce 

Jeżeli natomiast doszłoby do pełnoskalowego konfliktu pomiędzy NATO a Federacją Rosyjską, największym problemem Polski byłaby obrona cywilna. Do dziś wiele miast nie posiada odpowiednio przygotowanych planów ewakuacji na wypadek zagrożenia. W praktyce mieszkańcy dużych miast często byliby pozostawieni sami sobie, ponieważ nie istnieje spójny system koordynacji takich działań przez służby. Palącą kwestią są schrony.

W aplikacjach można znaleźć wiele miejsc oznaczonych jako schrony, jednak w praktyce często są to zwykłe piwnice lub pomieszczenia w budynkach mieszkalnych. Brakuje właściwej wentylacji, systemów uzdatniania wody czy zapasów umożliwiających przebywanie tam ludności przez kilka lub kilkanaście dni. Nie mówiąc już o wyposażeniu na wypadek skażenia.

Kolejnym problemem pozostaje funkcjonowanie ustawy o obronie cywilnej. Choć została przyjęta, wiele przepisów wykonawczych okazało się nieprecyzyjnych lub wzajemnie sprzecznych. W efekcie samorządy często nie wiedzą, jakie zakupy mogą finansować i jakie działania rzeczywiście mieszczą się w obowiązujących przepisach.

W Polsce od wielu lat nie przeprowadzono kompleksowego sprawdzenia gotowości państwa do funkcjonowania w warunkach poważnego kryzysu. Nie było nawet pełnoskalowej próby mobilizacji w wymiarze organizacyjnym czy administracyjnym. Dotyczy to również wojska.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że dane wielu potencjalnych rezerwistów są nieaktualne. Adresy i numery telefonów podawane podczas kwalifikacji wojskowej często od dawna się zmieniły. W praktyce oznacza to, że część wezwań mogłaby w ogóle nie dotrzeć do adresatów.

Wróćmy jeszcze do scenariusza, w którym w Ukrainie udałoby się doprowadzić do zawieszenia broni. Czy obecność wojsk europejskich na terytorium Ukrainy zwiększyłaby bezpieczeństwo Polski, czy raczej mogłaby sprawić, że Rosja uznałaby to za prowokację i nasiliła działania wobec wschodniej flanki NATO?

Rosja zawsze czuje się sprowokowana. Konsekwentnie buduje wizerunek państwa, które jedynie reaguje na zagrożenia. Dlatego argument, że to NATO prowokuje Rosję, jest moim zdaniem nietrafiony. Państwa takie jak Finlandia czy Szwecja nie zdecydowały się przecież na członkostwo w NATO dlatego, że Sojusz jest agresywny. Wręcz przeciwnie – zrobiły to z obawy przed agresywną polityką Rosji.

Jeżeli doszłoby do jakiejkolwiek obecności wojsk państw NATO na Ukrainie, co osobiście uważam za mało prawdopodobne, to widzę jedynie kilka możliwych wariantów. Pierwszy to misja międzynarodowa pod egidą ONZ. Choć Organizacja Narodów Zjednoczonych w ostatnich latach wyraźnie utraciła skuteczność, taki format miałby największe szanse na uzyskanie szerokiej akceptacji międzynarodowej.

Drugi wariant zakłada udział państw spoza świata zachodniego. W tym kontekście wymienia się Turcję, która od dawna stara się odgrywać coraz większą rolę w Europie Środkowo-Wschodniej. Pojawiały się także spekulacje dotyczące Indii czy Chin.

Bartosz Kozioł, dziennikarz, politolog i analityk, będzie także gościem Strefy Autorów podczas październikowej konferencji Holistic Talk w Bielsku-Białej.
Bartosz Kozioł, dziennikarz, politolog i analityk, będzie także gościem Strefy Autorów podczas październikowej konferencji Holistic Talk w Bielsku-Białej. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ukraina może pójść drogą Gruzji 

Jeżeli natomiast spojrzymy szerzej na przyszłość Ukrainy, widzę dwa najbardziej realne scenariusze. Pierwszy – przypominający zakończenie wojny zimowej pomiędzy Finlandią a Związkiem Radzieckim.

Byłby to pokój, który nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Ukraina zachowałaby niepodległość i podstawową suwerenność, ale przez wiele lat pozostawałaby zależna od wsparcia państw zachodnich – zarówno finansowego, jak i wojskowego. Rosja natomiast utrzymałaby część zdobytych terytoriów, ale nie osiągnęłaby swojego strategicznego celu, jakim było podporządkowanie całej Ukrainy i przekształcenie jej w państwo całkowicie zależne od Moskwy. Drugi realny scenariusz określam roboczo mianem „gruzinizacji Ukrainy”.

Przed jak i po wojnie z Rosją Gruzja miała duże nadzieje na integrację z Zachodem. Rozmowy z Unią Europejską i NATO były zaawansowane, a społeczeństwo wyraźnie opowiadało się za takim kierunkiem.

Z czasem jednak proces ten zaczął wyhamowywać. Integracja z Zachodem przestała być oczywista, a Rosja rozpoczęła długofalową kampanię przekonywania Gruzinów, że zostali wykorzystani przez Zachód. Narracja była prosta: Zachód miał doprowadzić Gruzję do konfliktu z Rosją, pozostawić ją bez realnego wsparcia i narazić na utratę części terytorium. W zamian Moskwa oferowała stabilizację, bezpieczeństwo oraz współpracę gospodarczą.

Po latach taka narracja zaczęła przynosić efekty. W ostatnich wyborach znaczące poparcie uzyskały środowiska opowiadające się za poprawą relacji z Rosją. 

Przy dyskusjach wokół wejścia Ukrainy do UE czy NATO wraca jak bumerang kwestia oligarchów i olbrzymiej korupcji.

Kwestia korupcji nadal będzie odstraszała potencjalnych inwestorów. Średnio wierzę również w zapowiedzi dotyczące uruchomienia na Ukrainie produkcji rakiet do systemów Patriot czy innych elementów tego systemu. Moim zdaniem nie ma na to realnych szans ani w czasie wojny, ani bezpośrednio po jej zakończeniu.

Kolejnym problemem jest postępująca radykalizacja części życia politycznego. Może ona doprowadzić do sytuacji, w której Rosja ponownie wykorzysta swoją dobrze znaną narrację. Powie: „Chcieliście czcić swoich bohaterów narodowych, Zachód się na to nie zgadza. My również mamy własnych kontrowersyjnych bohaterów, więc rozumiemy waszą perspektywę”.

To może stworzyć władzom w Kijowie kolejny dylemat. Być może nie w tym pokoleniu, ale w następnym wrogość wobec Rosji zacznie słabnąć, a Ukraina ponownie znajdzie się pomiędzy Wschodem a Zachodem, podobnie jak w czasach prezydentury Wiktora Janukowycza.

Jednocześnie warto zadać sobie pytanie: co Polska zrobiła przez ostatnich dwadzieścia lat – od wejścia do NATO i Unii Europejskiej – aby długofalowo budować relacje z Ukrainą? Niestety niewiele.

Zawodowa armia nie wystarczy 

Jak, pana zdaniem, powinna się w przyszłości kształtować strategia bezpieczeństwa naszego kraju?

Jeżeli chodzi o siły zbrojne, uważam, że w pewnym momencie powrót do obowiązkowej służby wojskowej – choć być może w zmienionej formule – stanie się nieunikniony. To wynika przede wszystkim z demografii. Nie jesteśmy w stanie zbudować tak licznej armii, jaką zapowiadają MON i Sztab Generalny, wyłącznie w oparciu o system zawodowy i obecny model dobrowolnej służby.

Drugą sprawą jest obrona cywilna. Uważam, że rząd powinien zobowiązać wszystkie samorządy do przeprowadzenia kompleksowego audytu przygotowania w zakresie obrony cywilnej. Taki raport powinien być jawny. Trzecia kwestia ma charakter bardziej geopolityczny.

Będzie ona zależała od przyszłych decyzji NATO wobec Ukrainy, od polityki Stanów Zjednoczonych oraz od kierunku zmian zachodzących w UE. Niezależnie od tego Polska powinna konsekwentnie rozwijać współpracę z państwami nordyckimi i skandynawskimi – przede wszystkim z Finlandią, Szwecją i Norwegią.

Finlandia jest dziś jednym z najlepszych wzorców w zakresie obrony cywilnej i odporności państwa. Z kolei Szwecja dysponuje bardzo cennymi doświadczeniami w przemyśle zbrojeniowym. Jednocześnie należy wzmacniać współpracę w ramach B9 oraz Trójmorza.

Coraz większą rolę odgrywają także partnerzy spoza tych formatów, między innymi Turcja. W wielu obszarach nasze interesy bezpieczeństwa są zbieżne. 

Bardzo często w dyskusjach o bezpieczeństwie Europy pomijamy Arktykę, a tymczasem to właśnie tam w najbliższych dekadach mogą przebiegać nowe szlaki transportowe i handlowe. Rosja od wielu lat intensywnie rozwija swoją obecność wojskową w Arktyce, inwestując tam ogromne środki. To będzie miało coraz większy wpływ również na bezpieczeństwo Europy.

Polska dostała rzadką szansę 

Dlatego Polska nie może już postrzegać siebie wyłącznie jako odbiorcy bezpieczeństwa zapewnianego przez sojuszników. Jeśli chcemy odgrywać jedną z wiodących ról, to musimy być też jego dawcą.

Ta polityka regionalna, również w kontekście Arktyki, pokazuje, jak wiele potencjalnych kierunków rozwoju stoi dziś przed Polską. To właśnie teraz powinniśmy je wykorzystywać – w sytuacji, gdy Rosja jest osłabiona, gdy istnieje duże społeczne przyzwolenie na inwestowanie w bezpieczeństwo, a jednocześnie wciąż dysponujemy znaczącym potencjałem gospodarczym i demograficznym. Takie geopolityczne okna możliwości otwierają się niezwykle rzadko – czasem raz na sto lat, a czasem nawet raz na tysiąc. 

Wojciech Kozioł* – dziennikarz, politolog i analityk. Współtwórca książek Wojna, której nie chcemy oraz Między Bugiem a prawdą. Na co dzień pracuje jako redaktor portalu Defence24. Jest specjalistą w tematyce Europy Środkowej i Wschodniej oraz historii i stosunków międzynarodowych. Będzie też gościem konferencji Holistic Talk w Bielsku- Białej.

Warto przeczytać: Autor „Eurokalifatu”: Europa obudziła się za późno


Na scenie zobaczysz między innymi:

Spotkasz w strefie książek:

***

Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.