Nauka
Chatbot zamiast terapeuty? Co potrafi AI, a gdzie leżą jego granice
20 sierpnia 2026

Czym jest dom? Miejscem, do którego wracamy, relacją, w której czujemy się bezpieczni, czy może wspomnieniem świata, który już nie istnieje? Czy po tysiącach lat nadal jesteśmy Odyseuszami, którzy próbują odnaleźć drogę do własnej Itaki? W rzeczywistości naznaczonej wojnami, migracjami, samotnością i nieustannym przyspieszeniem potrafimy jeszcze powiedzieć: „jestem u siebie”? I co, jeśli największą odyseją współczesnego człowieka nie jest podróż do domu, lecz próba odpowiedzi na pytanie, jakiego domu właściwie szukamy?
Najnowsze dzieło Christophera Nolana zgodnie z oczekiwaniami i przewidywaniami przyciąga tłumy widzów do kin i jednocześnie budzi skraje emocje. Wydaje się jednak, że to nie kolor skóry Heleny Trojańskiej, rodzaj uzbrojenia czy inne nieścisłości historyczne i odstępstwa od eposu Homera, były najważniejsze dla reżysera przy kręceniu tego dzieła.
Nolan nie postawił sobie za cel stworzenie kolejnej ekranizacji mitologicznego eposu ani rekonstrukcji świata sprzed 3 tysięcy lat. Amerykański reżyser, jak to zwykle miało miejsce w jego poprzednich filmach, sięga po znaną opowieść żeby ukazać pewną głębie jej przesłania i odnieść ją do współcześnie dyskutowanych problemów.
Gdyby chcieć spojrzeć na Odyseusza jako przedstawienie człowieka współczesnego, to przede wszystkim widzimy człowieka zagubionego, który próbuje znaleźć drogę powrotną … do siebie. Współczesny człowiek żyje w permanentnej „odysei”: zmienia miejsca, role, związki, zawody, światopoglądy. Jest bombardowany informacjami i możliwościami, ale jednocześnie coraz trudniej odpowiada sobie na pytanie: kim właściwie jestem i dokąd zmierzam? Mityczna Itaka staje się więc symbolem nie tyle konkretnego miejsca, ile utraconego centrum własnego życia.
O takim rozumieniu kondycji człowieka pisali m.in. Dante, który ukazał człowieka jako wędrowca przemierzającego zaświaty w poszukiwaniu prawdy w Boskiej komedii czy na naszej rodzimej ziemi Juliusz Słowacki, który tytułowego Kordiana widział jako podróżnika szukającego celu życia i idei, która da mu sens w walce narodowowyzwoleńczej.
Wreszcie w XX wieku francuski filozof Gabriel Marcel upowszechnił figurę człowieka jako homo viator, czyli podróżnego, pielgrzyma. To symbol ludzkiej niedoli, człowieka poszukującego swojej drogi życiowej. Wiecznie zmagającego się z przeciwnościami losu, ale w poczuciu nadziei na znalezienie sensu tułaczki.
Gdyby pozostać przy tym toposie, to morze, z którym walczy przez większość opowieści Odyseusz, można odczytać jako metaforę współczesnego chaosu. U Homera morze jest przestrzenią niepewności. U Nolana można odczytać je jeszcze szerzej – jako metaforę świata, w którym człowiek utracił stabilne punkty orientacyjne.
Co dzisiaj mogłoby być takim morzem? Czyż wojny i kryzysy geopolityczne, migracje, kryzys klimatyczny, kryzysy ekonomiczne, media społecznościowe, sztuczna inteligencja, nadmiar informacji, polaryzacja społeczna, nie tworzą niebezpiecznego kombo, które na wzór morza wciąga podróżników i zmusza ich do wiecznego określania siebie?
Choćby w te wymienione powyżej tematy człowiek jest uwikłany, próbując określić wśród nich swoje miejsce i znaleźć interpretację zgodną z własnymi przekonaniami. Widzimy bowiem, że człowiek ma dostęp do ogromnej ilości wiedzy, a jednocześnie coraz trudniej odróżnia prawdę od manipulacji. Odyseusz musi nieustannie rozpoznawać, co jest rzeczywistością, a co pokusą, iluzją lub pułapką.
Nowy numer już jest!
Szczególnie interesująca w tym kontekście wydaje się scena zmagań Odysa ze śpiewem syren, a właściwie zmagań z własną pokusą i ciekawością. Odyseusz każe swoim towarzyszom przywiązać się do masztu, ale uszu nie zalepia woskiem gdyż chce usłyszeć co syreny mu przekażą. A one obiecują Odyseuszowi coś, czego pragnie. Ich głos jest tak atrakcyjny, że człowiek traci zdolność racjonalnego działania.
W perspektywie współczesnej ekonomii uwagi odpowiednikiem tego śpiewu mogą być algorytmy mediów społecznościowych, reklama i kultura nieustannego pobudzenia. Smartfon jest w pewnym sensie współczesną wyspą syren. Nie mówi: „Nie wracaj do Itaki”, tylko raczej: „Zostań jeszcze chwilę. Jeszcze jeden film. Jeszcze jedna wiadomość. I jeszcze jeden post”. W tym sensie Odyseja jawi się jako opowieść o walce człowieka z własną podatnością na uzależnienie od bodźców.
Wydaje się jednak, że najważniejszym motywem filmu, który stara się zobrazować Nolan, jest kwestia rozumienia domu, a więc także własnej tożsamości. To w jej świetle nakreślona jest osoba Odyseusza, jego żony Penelopy czy syna Telemacha. Nie bez znaczenia pozostaje tu także postać Kalypso.
Odyseusz jest właściwie człowiekiem zawieszonym między światami. Widzimy go jako tułacza uwięzionego między przeszłością, a więc wspomnieniami, zobowiązaniami i obietnicami, które złożył a teraźniejszością, która po doświadczeniu wojny i tułaczce, naznaczona jest traumą, wyrzutami sumienia i poczuciem winy.
Jaka więc przyszłość miałaby czekać Odyseusza po powrocie do domu? Czy może być dumny w poczuciu śmierci swoich poddanych, których wysyłał na śmierć? Albo z fortelu z koniem trojańskim, który w niezbyt godny wojownika sposób, przyniósł mu zwycięstwo? Czym miałby się pochwalić przed żoną i synem po powrocie do domu?
Nolan zgrabnie przemyca tutaj współczesne wyzwanie jakim jest rozumienie wzoru mężczyzny i samej męskości dzisiaj. Odys jest bohaterem, który wygrywa dzięki sile, sprytowi i zdolności do dominacji. Ale czy rzeczywiście, z perspektywy czasu, jest z tego dumny? Czy po tylu latach bycia wojownikiem, będzie umiał przestać nim być i wrócić do spokojnego życia u boku czekającej żony i syna, który ledwie pamięta ojca?
To bardzo współczesne pytanie o rolę, miejsce i zadania stawiane przed mężczyznami w XXI wieku. Czyż cały czas kultura europejska nie jest zanurzona w modelu mężczyzny, który musi walczyć, rywalizować, osiągać sukcesy i zwyciężać, ale równocześnie ma trudności z budowaniem bliskości, bezbronnością i spokojnym życiem….? Czy demony, które tkwią w głowie Odysa, nie są w dużej mierze demonami wielu współczesnych mężczyzn?
W tej perspektywie właśnie nimfa Kalypso odgrywa ważną rolę. I to u niej – na jakiś czas – Odys znajduje przystanek a nawet wytchnienie od swoich trosk i zmartwień.
Kalypso oferuje Odysowi coś bardzo atrakcyjnego: możliwość pozostania w świecie przyjemności, miłości i wiecznej młodości zamiast powrotu do domu. Co więcej: karmi go kwiatem lotosu, który wprowadza bohatera w stan odrętwienia, zapomnienia, niczym transu, który daje ukojenie.
To pokusa żeby zrezygnować z powrotu, ale w filmie to także próba, na jaką jest wystawiony człowiek. Czy nie łatwiej byłoby przestać pamiętać kim się było, co się po drodze straciło i dokąd trzeba wrócić, bo się obiecało… Nie będzie chyba nadużyciem przeniesienie tego wątku do współczesnych czasów i postawienie pytania: w jaki sposób współczesny człowiek próbuje uciec od samego siebie, zapomnieć o tym co trudne i bolesne, uwolnić się od wewnętrznych demonów?
Żeby choć na chwilę zatracić się w tym, co przynosi ulgę i odrywa od trudnej rzeczywistości, człowiek w XXI wieku sięga po różnego rodzaju używki i narkotyzuje się rozrywką, sztuczną rzeczywistością i pragnieniem życia bez bólu pamięci. Dla jednych kwiatem lotosu są media społecznościowe, dla innych gry komputerowe, a jeszcze dla innych alkohol czy narkotyki. Wszystkie one dają chwilowe wytchnienie.
Dlatego Kalypso można symbolicznie zinterpretować jako pokusę rezygnacji z własnej historii: ona nie mówi wprost do Odysa „zapomnij o Itace”. Kalipso oferuje życie, w którym Itaka przestaje mu być potrzebna. Wielu z nas chciałoby ulec takiej pokusie albo właśnie to czyni na różne sposoby także dzisiaj.
Właśnie dlatego Odyseja Nolana to w jakiś sposób historia o każdym z nas, ponieważ Odyseusz jest w jakiś sposób migrantem. A więc człowiekiem który w pełni nie należy do żadnego miejsca.
To doświadczenie współczesnego człowieka, który ciągle siebie szuka. Wędruje przez kolejne wyspy i przystanki w swoim życiu, walcząc po drodze z różnymi pokusami, albo ulegając im. Nolan stawia nam pytania ponadczasowe: czy powrót do siebie sprzed lat (albo do ludzi, których gdzieś po drodze zostawiliśmy z przyczyn losowych) jest możliwy jeśli człowiek, który wraca, nie jest już tym samym, którym był przed laty?
Gdzie jest to miejsce, za którym całe życie tęsknimy i którego szukamy? Czy w świecie permanentnej zmiany, przemieszczania się, wojny, rozwoju technologii i rozpadu dawnych wspólnot, człowiek ma jeszcze swoją Itakę – a więc miejsce, osobę, wspólnotę czy system wartości i zasad, do których chce i może powrócić?
A jeśli nie ma, to może największym problemem współczesnego Odyseusza nie jest to jak wrócić do utraconego domu, lecz jak odnaleźć dom, do którego chce się wracać?
Przeczytaj także: Umysł w labiryncie. Borges o cenie nadmiaru wiedzy




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Prawda i Dobro
19 sierpnia 2026


Zmień tryb na ciemny