Nauka
Klonowanie wzbudzało skrajne emocje. Dziś jest narzędziem
16 lipca 2026

Każdy, choć raz w życiu, przechodzi kryzys. Sposobów na wyjście z niego jest wiele – rozmowa, terapia, podróż, książka. Filmoterapia w domowych warunkach to jeden z nich. I bywa zaskakująco skuteczny.
Projekcja pierwszego filmu braci Lumiere w 1895 roku była dla widzów takim szokiem, że podnosili się z krzeseł myśląc, że lokomotywa na ekranie, jadąca w ich stronę, naprawdę rozjedzie widownię. Wówczas kino jawiło się jako nowa rozrywka, możliwość oderwania się od fabrycznej rzeczywistości, od życia, które teraz nazwalibyśmy dolą świstaka, który jak w reklamie czekolady, siedzi i zawija w sreberka.
Stopniowo jednak film zaczął być opowieścią coraz bardziej rozbudowaną, przyciągającą do kin tłumy w poszukiwaniu nie tylko oderwania od codzienności, ale także inspiracji i przeżycia swoistego katharsis. Gdy szliśmy do kina na film Woody’ego Allena czy Ingmara Bergmana, było to wyjście podwójnie ekscytujące.
Nie dość, że spodziewaliśmy się dobrego kina, to jeszcze byliśmy ciekawi, co też wymyśliły te dwie niesamowite osobowości. Allen, kpiarz i neurotyk, który przez lata chodził na terapię w nurcie psychoanalizy (zresztą, otwarcie o tym mówił), aby mieć materiał do swojej twórczości i Bergman, który przekroczył granice czasu i przestrzeni, dając nam kino, które wymyka się interpretacjom, a za to penetruje najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy.
O tym, jak nadzwyczajnymi postaciami byli ci dwaj mistrzowie kina świadczyć może pewna anegdota. Kiedyś Ingmar Bergman poprosił Liv Ullmann, wtedy już swoją byłą żonę, mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, ale wciąż muzę jego filmów, aby poznała go z Woody’m Allenem. Liv zaprosiła ich obu na kolację.
Bergman był tak przejęty, że gdy zobaczył Allena, powiedział tylko jedno słowo: „witam”. Allen jedynie skinął głową. Przez godzinę jedli razem w skupieniu i ciszy. Po spotkaniu obaj zachowali się podobnie: „Och, Liv, dziękuję! To było niezwykłe przeżycie” – powiedział Allen, gdy odprowadzał ją do domu. Później zadzwonił Bergman, wyrażając swoją wdzięczność: „Liv, muszę ci podziękować. To było naprawdę ogromne przeżycie”.
Nowy numer już jest!
Kto z nas nie chciałby poznać kogoś, przy kim właśnie tak mógłby się poczuć? Kogoś, przy kim doniosłość chwili, radość ze spotkania i tajemnica przenikają się do głębi. W czasie, gdy wszystko wydaje się nam dane na tacy, a nadmiar wrażeń, bodźców i przedmiotów nie pozwala odetchnąć, obcowanie z zagadką, której wcale nie mamy ochoty rozszyfrowywać, staje się dotknięciem sacrum, do którego każdy z nas w głębi duszy tęskni.
Tak właśnie spotykają się Sophia Loren i Marcello Mastroianni w filmie Szczególny dzień Ettorego Scoli z 1977 roku. Żona faszysty, matka sześciorga dzieci, prosta kobieta. I sąsiad, prześladowany przez reżim Mussoliniego, spędzają ze sobą przedpołudnie. To spotkanie wyniesie ją kilka poziomów wyżej w ludzkiej świadomości. Nic już i nigdy nie będzie w jej życiu takie samo, bo w jednej chwili doświadczyła przebudzenia. Bólu i rozkoszy zarazem. Dojrzała przez spotkanie z „Innym”.
Wartość inicjującą w dojrzałość ma także film Rękopis znaleziony w Saragossie Wojciecha Jerzego Hasa z 1964 roku. To opowieść o losach młodego oficera armii hiszpańskiej Alfonsa van Wordena (w tej roli Zbigniew Cybulski), który podróżuje przez góry Sierra Morena. Trafia do tajemniczego świata pełnego intryg i niesamowitości, a jego doświadczenia wytrącają go z kajdan dotychczasowego myślenia. Unikalny, szkatułkowy styl i sposób opowiadania historii w filmie wpłynęły na wielu reżyserów, jak choćby na Luisa Buñuela czy Davida Lyncha.
Zresztą giganci kina najczęściej inspirują się awangardą, aby tworzyć filmy przyciągające olbrzymią widownię. Młodym coraz trudniej odczytać filmy mistrzów Nowej Fali czy Kina Moralnego Niepokoju bez kodów kulturowych, których nie zdołali przyswoić, ale dojrzali reżyserzy potrafią twórczo przerabiać swoich awangardowych mistrzów na język współczesnego kina, które zachwyca, a nawet potrafi tchnąć w widza nowe życie.
I tu dochodzimy do filmu Wielkie piękno Paolo Sorrentino z 2013 roku. Bez wątpienia można nazwać go filmem wszechczasów. Sam Sorrentino nie ukrywa, że wzoruje się na dziełach Federico Felliniego, zwłaszcza konstruując traktaty o przemijaniu i oszałamiające wizualne widowiska. W Wielkim pięknie główny bohater Jep Garbandella, to starzejący się pisarz i dziennikarz, którego nudzi już nawet zabawa ze znakomitościami tego świata.
Niczym Odys, próbuje dopłynąć do swojej Itaki, którą zdaje się być kres życia. Nie poddaje się jednak panice przemijania. Dba o siebie w najdrobniejszym szczególe i celebruje przyjaźnie, choć, nie mając już nic do stracenia, jest boleśnie szczery w ocenie rzeczywistości. Zachowuje się tak, jakby wciąż szukał, choć jednocześnie niczego nie szuka. Wciąż pyta, lecz nie ma złudzeń, że znajdzie odpowiedź.
W Jepie Garbandelli odbija się jak w zwierciadle prawda o ludzkiej kondycji. Człowiek jest paradoksem. Nieodgadnioną tajemnicą. Dopóki żyje, piłka w grze. Wszyscy stoimy na skraju przepaści. I zamiast oceniać jeden drugiego, porównywać się, wywyższać i obrażać, jedyne, co możemy jeszcze sensownie zrobić, to obdarzyć się nawzajem uczuciem. Siebie samego powinniśmy obdarzyć uczuciem jeszcze czulszym. Bo to ze sobą musimy wytrzymać całe życie.
Wielkie piękno to traktat najwyższej próby. Prowadzi nas do krainy piękna człowieka, który jest nieustającym stawaniem się. Aby się stawać, nie musi podejmować specjalnych decyzji. Wystarczy, że będzie obserwował, jak Jep Garbandella. Życie i tak zrobi wiele za niego, jeśli uświadomi sobie, że nie potrzebuje podróżować daleko, aby przeżyć coś wspaniałego. Może się to wydarzyć w drodze z kuchni do pokoju we własnym mieszkaniu.
Kino od zawsze było ucieczką. Ale bywa też czymś więcej – narzędziem do przepracowania trudnych emocji, odnalezienia nadziei i dostrzeżenia własnej historii w historii bohatera. Filmoterapia w domowych warunkach nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani wiedzy. Wystarczy świadomy wybór i otwartość na to, co film ma do powiedzenia. W czasach, gdy łatwiej sięgnąć po kolejny serial do przewinięcia, warto zatrzymać się przy dziele, które zostało stworzone z myślą o głębszym przeżyciu.
Przeczytaj także: Wewnętrzne stany Ameryki. Pustynia, sztuka i ludzka bieda
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: