Nauka
Atomy niemal przestają się ruszać. NASA zajrzała do świata kwantów
16 lipca 2026

Najłatwiej usunąć przeszkodę, podać rękę i zrobić coś za dziecko. Trudniej wytrzymać chwilę niepewności i pozwolić mu samemu ocenić, czy da radę. Tymczasem nowe badanie sugeruje, że właśnie takie sytuacje mogą pomagać dzieciom szybciej rozpoznawać zagrożenie, własne możliwości i granicę między odwagą a brawurą.
Ochrona za wszelką cenę może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Czasem, żeby dziecko było naprawdę bezpieczne… trzeba pozwolić mu zaryzykować.
Wyobraź sobie małego chłopca na placu zabaw. Stoi na najwyższej belce, ręce ma szeroko rozłożone jak linoskoczek i jest gotów skoczyć. Nieco niżej stoi mama, zaciska pięści w kieszeniach kurtki i walczy z instynktem, żeby krzyknąć „zejdź!”.
Właśnie w takich momentach rodzi się pytanie, które od lat dręczy rodziców i naukowców: czy my, dorośli, chronimy dzieci, czy przypadkiem ich nie krzywdzimy nadmierną ostrożnością? Żeby znaleźć odpowiedź, naukowcy z Norwegii i Kanady wpadli na ciekawy pomysł. Zaprosili do laboratorium 424 dzieci w wieku 7–11 lat, założyli im gogle VR i… puścili je na wirtualny plac zabaw, na którym naprawdę można było spaść.
Badacze obserwowali, które dzieci były odważniejsze: wchodziły wyżej, poruszały się szybciej i testowały swoje granice. Potem te same dzieci musiały zdecydować, kiedy bezpiecznie przejść przez ruchliwą, wirtualną ulicę.
Okazało się, że dzieci, które w zabawie były bardziej odważne, w sytuacji na ulicy decydowały znacznie szybciej i robiły to w sposób równie bezpieczny, jak dzieci, które wcześniej były ostrożne. Dlaczego? Po prostu sprawniej odczytywały sytuację, nie ryzykowały bardziej, ale też nie marnowały czasu na niepotrzebne wahanie.
Zdaniem naukowców może to oznaczać, że doświadczenia z placu zabaw mogły pomóc rozwinąć umiejętność szybkiej oceny własnych możliwości i aktualnej sytuacji. Warto jednak podkreślić, że jest to jedynie interpretacja specjalistów.
Ryzykowna zabawa dla jednego dziecka będzie wyglądać zupełnie inaczej niż dla drugiego. Wszystkie dzieci muszą być w stanie przekraczać własne granice i wszystkie tego chcieć.
– mówiła prof. Helen Dodd, ekspertka zajmująca się zabawami dziecięcymi oraz zdrowiem psychicznym najmłodszych, w jednym z wywiadów dla Wyborcza.pl.
Eksperci od kilku lat przekonują, że nieco bardziej ryzykowna zabawa dzieci to nie lekkomyślność, tylko naturalny trening ważnych umiejętności. Mowa tu o aktywnościach wiążących się z kontrolowanym wyzwaniem. Należą do nich skoki z niewielkich wysokości, wspinanie się na drzewa i szybkie zjeżdżanie, ale też samodzielne pokonywanie przeszkód.
Krystyna Ziemkowska, psycholog dziecięcy i pedagog w rozmowie z Holistic News przekonuje, że warto wprowadzać kontrolowane ryzyko od najmłodszych lat dziecka. Już w drugim roku życia dziecko chce samo się ubrać, nalać sobie wody, czy posprzątać zabawki. Mimo że rodzice zgadzając się na to, zwykle muszą uzbroić się w cierpliwość, warto to zrobić. Dlaczego?
W takich codziennych sytuacjach dziecko uczy się sprawstwa, wytrwałości i wiary we własne możliwości. Kontrolowane ryzyko to również pozwolenie dziecku na podejmowanie wyzwań adekwatnych do jego wieku i umiejętności.
– wyjaśnia Ziemkowska.
„Jak chronić dziecko?” – pyta wielu rodziców. To badanie z udziałem dzieci daje konkretną odpowiedź: nie usuwać z miejsca zabawy każdej przeszkody, a zamiast tego lepiej uczynić je „tak bezpiecznym, jak to konieczne”, a nie „jak tylko możliwe”.Dzięki temu dajemy dzieciom czas, przestrzeń i odrobinę wolności.
Niestety, jak przekonuje Krystyna Ziemkowska, obecni rodzice coraz bardziej roztaczają „parasol ochronny” nad dzieckiem, niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Wyręczają je w obowiązkach i usuwają przeszkody, z którymi najmłodsi mogliby poradzić sobie samodzielnie. A to ma swoją cenę:
Chcemy chronić dzieci przed niebezpieczeństwem, ale robiąc to, narażamy je na pogorszenie kondycji psychicznej. Dzieci są z natury tak zaprojektowane, aby uczyć się odporności emocjonalnej poprzez ryzykowną zabawę. Pozbawiając je takich doświadczeń, na dłuższą metę narażamy je na znacznie większe niebezpieczeństwo, niż pozwalając na nią.
– tłumaczy prof. Peter Gray, amerykański psycholog i badacz rozwoju dzieci, z Boston College, cytowany przez portal Wyborcza.pl.
Nie oznacza to, że należy lekceważyć zasady bezpieczeństwa na placach zabaw. Chodzi o umożliwienie dzieciom podejmowania ryzyka odpowiedniego do ich możliwości i wieku. Dziecko, które nigdy nie doświadczy wyzwań, będzie gorzej przygotowane na bardziej ryzykowne sytuacje w przyszłości.
Te dzieci, które na początku decydowały się na bardziej ryzykowne zabawy, częściej upadały. Badacze interpretują to jako ważny proces uczenia się. Przez doświadczenie dziecko poznaje swoje możliwości i konsekwencje własnych działań:
Dorosły powinien reagować wtedy, gdy ryzyko przekracza możliwości dziecka lub może prowadzić do poważnego zagrożenia zdrowia i życia. Nie chodzi o to, by dziecko było pozostawione samo sobie, ale by miało przestrzeń do zdobywania doświadczeń przy obecności uważnego dorosłego.
– kończy Krystyna Ziemkowska odpowiadając na pytania dziennikarki Holistic News.
Wyniki analiz opisane w czasopiśmie naukowym Journal of Environmental Psychology nie dowodzą, że większa swoboda dzieci na placu zabaw pozwoli im bezpieczniej zachować się w miejscu dla nich potencjalnie ryzykownym niebezpiecznym. Pokazują jednak wyraźny związek między doświadczeniem ryzyka a sprawniejszą oceną sytuacji wymagającej szybkiej decyzji.
Dla rodziców płynie z tego ważna lekcja: nie chronić dzieci przed każdym, nawet najmniejszym ryzykiem. Dzięki stopniowemu oswajaniu z wyzwaniami budujemy w nich pewność siebie, samodzielność i umiejętność oceny zagrożeń.
Warto przeczytać: Państwo przegrywa z algorytmami. Dzieci płacą za to wysoką cenę
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: