Prawda i Dobro
Areszt za brzydkie słowa. Czy tu na pewno chodzi o kulturę?
06 lipca 2026

Neuronauka udowadnia, że zachwyt poprawia samopoczucie i jakość życia. Wiele osób zastanawia się jednak skąd brać ten stan i jak osiągnąć szczęście, gdy wokół tak dużo brzydoty? I jak się zachwycać, aby się samemu nie oszukiwać? Kluczem jest odnalezienie w sobie przestrzeni na naturalny podziw.
Zachwyt to nic innego jak podziw lub uznanie wobec czegoś, co nas oszałamia, podnosi i angażuje niemal wszystkie zmysły. Możemy zachwycić się czymś (dziełem sztuki, nowym autem) lub kimś, postawą, pięknem, smakiem. A także inteligencją, mądrością albo jakimś znakomitym rozwiązaniem problemu. Aby jednak zachwyt działał skutecznie na nasz mózg, przynosząc mu ukojenie, wzmocnienie i coraz lepsze funkcjonowanie, nie może być udawany.
Słowem – nie da rady zachwycać się sztucznie, mając z tyłu głowy przekonanie, że tak należy. Wprawdzie na balu u Belzebuba w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa, Małgorzata witała gości słowami: „Jestem panią, panem zachwycona”, ale tak nakazał jej sam diabeł, aby sprawiedliwości dziejowej stało się zadość. Ci, którzy zostali upokorzeni, poniżeni, boleśnie doświadczeni, teraz, jako wskrzeszeni z grobów, mieli swoje pięć minut, aby poczuć się szczęśliwi. I byli.
W tańcu, w wyjątkowej chwili, która przekraczała czas i miejsce. I choć kłamstwo powtarzane tysiąc razy, staje się prawdą, stan zachwytu powinien być naturalny. Zawsze bowiem przecież znajdzie się coś, co nas poruszy do tego stopnia, że poczujemy świeżą bryzę uniesienia.
Jak to jednak zrobić, gdy wokół wybuchają wojny, ludzie niszczą planetę, dzieci hejtują dzieci, a jedzenie nie ma już smaku, jaki pamiętamy z dzieciństwa? Czym tu się zachwycać, oprócz wrażeń podczas wycieczki w dzikie przyrodniczo miejsca?
Jonathan Haidt z Uniwersytetu Wirginii wraz z grupą naukowców opisywał złożoność powiązań emocji uniwersalnych, które miały ścisły związek z reakcjami wrodzonymi. Chodzi o reakcje przystosowawcze, wpływające na działalność społeczną człowieka. Podkreślał natomiast, że nie są one tak pierwotne jak strach czy złość i nazwał je „emocjami związanymi z wychwalaniem innych”. Nie są one uszczegółowionymi postaciami afektów, takich jak radość, ciekawość albo przyjemność z rozrywki. Są swoistą i niezbywalną rodziną ludzkich emocji.
Na ten zbiór emocji, jak pisze Denis Dutton w książce Instynkt sztuki. Piękno, zachwyt i ewolucja człowieka, składa się: wdzięczność za działania innych, podziw dla doskonałości drugiej osoby, szczególnie w odniesieniu do pokazu umiejętności oraz podziw dla dużej wrażliwości, którą możemy nazwać „wyniesieniem”.
Nowy numer już jest!
Wyobraźmy więc sobie sytuację, że zamiast zazdrości wobec sąsiada, który kupił sobie nowe porsche, zaczniemy podziwiać jego auto. A także zdolność kolegi zza płotu to zarobienia dużych pieniędzy.
Zamiast narzekać na kraj, w którym dwa zwaśnione obozy wciąż ze sobą walczą, spróbujemy podziwiać tych, dzięki którym nasz kraj funkcjonuje (o dziwo!) coraz lepiej. To cała armia kompetentnych, odpowiedzialnych urzędników, których nikt nie wymienia, nawet po przegranych wyborach.
Zamiast ubolewać, że nasze dorosłe dziecko nie dzwoni do nas zbyt często, będziemy podziwiać je za to, że jest zaradne życiowo. I za to, że nie siedzi w naszym portfelu.
Ciekawe, że potrafimy podziwiać mistrzynie tenisa, skoczków narciarskich, gdy osiągają sukcesy. Jednak, kiedy po jakimś czasie powinie im się noga, zaczynamy narzekać na ich zmanierowanie, wodę sodową, która uderzyła im do głowy, a także wypominamy im miliony, które zarobili.
A może by tak w momencie zapadki mistrza sportowego zacząć podziwiać go w dwójnasób? Bo tyle wytrzymał, gdy żył latami pod presją i nadal wytrzymuje. Zwłaszcza to publiczne piętnowanie, kiedy pęka od czasu do czasu i pokazuje ludzkie oblicze.
Psychologowie badali emocje związane z krytyką innych, takie jak pogarda czy obrzydzenie oraz emocje związane z samouwielbieniem (duma, samozadowolenie) lub samokrytycyzmem (zakłopotanie, wstyd). Jednak dopiero od niedawna mówi się o badaniach poświęconym emocjom związanym z wychwalaniem innych.
Darwin zdefiniował zachwyt jako uczucie zaskoczenia powiązane z pewnego rodzaju przyjemnością i poczuciem akceptacji. Wspomnianym wyżej Haidt nazywa to „dającą przyjemność reakcją na niezwiązane z moralnością doskonałości”.
Uczucia podziwu motywują ludzi do chęci poprawy lub zachwytu. Zachwyt bowiem, to także odrębne uczucie przyjemności, które jest zakorzenione w nas jako funkcja przystosowawcza na drodze socjalizacji. W ten sposób lepiej funkcjonujemy w społeczeństwie, z którym potrafimy się dogadać. A ono odwzajemnia się nam choćby w taki sposób, że mamy z czego żyć, co robić i z kim się spotykać. A co najważniejsze – stajemy się bardziej kreatywni.
Jestem przekonana, że bez podziwu wobec zdolności ludzkiej jednostki do przetrwania, nie powstałby film reżysera Roberto Benigni Życie jest piękne z 1997 roku. To historia młodego ojca, Żyda, który wraz synkiem trafia do obozu koncentracyjnego. Tam próbuje przekonać chłopca, że razem biorą udział w grze dla dorosłych. Jest ona wprawdzie okrutną rzeczywistością, ale postawa ojca ratuje dziecku życie. Cokolwiek myślisz, odwróć to – staje się maksymą ludzi, którzy wygrywają i do końca zachowują godność.
Podziw więc, podobnie do zachwytu jest metodą nadającą lekkości, której tak bardzo na co dzień nam brakuje, aby żyć śmielej, pełniej i wybaczając sobie błędy wynikające z ludzkiej kondycji. A przecież jest w człowieku pewien przymus błądzenia. Robienia tego samego. Mimo że jest to coraz tragiczniejsze i coraz śmieszniejsze zarazem – zauważał prof. Zbigniew Mikołejko.
Zamiast narzekać na męża, który od trzech godzin nie może ruszyć się z kanapy, bo jest przykuty do telewizora i fascynującego meczu Anglia – Chorwacja, możemy głośno podziwiać jego kręgosłup, który wytrzymuje tak długo w pozycji siedzącej.
Nie musimy krytykować dziecka za bałagan w pokoju. Możemy wyrazić podziw dla jego zdolności akceptacji brudu, kurzu i chaosu, który nam nie pozwoliłby się skupić i niczego nie osiągnąć. Nasze dziecko zaś świetnie sobie radzi.
Odwracając sytuację, odbieramy ciężar sprawie, która nas przytłacza. Obniżamy jej znaczenie. A stąd już krok do zmiany tego, czego nie potrafiliśmy zmienić gderaniem, zazdrością i umniejszaniem ludzi, na których nam zależy. Są wystarczająco inteligentni, żeby dostrzec własne błędy. I wziąć się samemu nie tylko w garść, ale też w ramiona.
Przeczytaj także: Polak na kozetce. Tak się sprzedaje fałszywe nadzieje
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: