Poprzedni
Następny

Jak ukraińscy kibice próbują odzyskać futbol

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Kibice klubu Metalist Charków (GENYA SAVILOV / GETTY IMAGES)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut

W przeddzień rewolucji godności świat ukraińskiego futbolu był podzielony między oligarchów. Jej triumf oznaczał kłopoty dla klubów kojarzonych z poprzednim reżimem. Jednym z nich był Metalist Charków. Kibice powołali więc zupełnie nowy klub, którym współrządzą. Nie wiadomo jednak, czy ta historia wkrótce się nie skończy.

Przed rewolucją w 2013 r. Dynamo Kijów należało do Surkisów, Szachtar Donieck do Achmetowa, Dnipro Dniepropietrowsk do Ihora Kołomojskiego, Metalist Charków do Serhija Kurczenki, Karpaty Lwów do Petra Dymińskiego i tak dalej.

Nie chodziło o to, żeby w pierwszej kolejności zarabiać na samych klubach. Drużyny były przede wszystkim rozrywką, kosztowną wizytówką. Mówiło się, że oligarcha powinien mieć dwie rzeczy: dobry garnitur i dobry klub. Posiadanie klubu umożliwiało np. spotkania na trybunach z najbogatszym oligarchą, Rinatem Achmetowem, zakochanym w swoim Szachtarze. Niejeden interes po 1991 r. został ubity przy sędziowskim gwizdku.

Walka klubów była walką oligarchów, a futbol był jednym z poziomów czytania rywalizacji miejscowych „elit”. I to dla wielu ukraińskich drużyn miało już wkrótce okazać się przekleństwem.

Bitwa na Majdanie

W 2013 r. na Majdanie ultrasi zjawili się wkrótce po jego zwołaniu. Najszybciej ci z Dynama. Nie zainteresowali się losami umowy stowarzyszeniowej, jaką Ukraina miała podpisać z Unią Europejską, ale obudzili się pod koniec listopada, gdy milicja pobiła manifestujących studentów. Herszt zamieścił w sieci wpis: „Tam milicja bije naszych sąsiadów, naszych przyjaciół, naszych krewnych. Kto ich obroni, jeśli nie my?”.

Potem na Majdan dojechali inni ultrasi, najwięcej z Dnipra Dniepropietrowsk, Czernomorca Odessa, Karpat Lwów i z Metalista Charków. Niemal wszyscy ukraińscy ultrasi poparli rewolucję; wyłamało się niewielu, głównie z Donbasu i Krymu.

Ultrasi okazali się wyjątkowo sprawnymi wojownikami. Majdan leży w niecce, to piekielnie trudne miejsce do obrony. Tymczasem ultrasi są świetnymi partyzantami miejskimi – wiedzą, jak tłuc się z milicją, jak odrzucać granat łzawiący, przygotować koktajl Mołotowa.

Czym się kierowali? Wypytywałem Ukraińców, otrzymałem różne odpowiedzi. Część szukała zadymy. Część traktowała Wiktora Janukowycza wraz z berkutową świtą jak kogoś, kto odbiera im monopol na przemoc na ich terenie. Część była patriotami, a część przeniosła uczucia, którymi darzyła klub, na państwo. Wciąż bili się z milicją. Zamiast „Je*** Dynamo” zaczęli krzyczeć „Sława Ukrainie!” i już przestano nazywać ich oprychami, a zaczęto bohaterami.

Gdy skończył się Majdan, wielu ultrasów nie wróciło do domów, wstąpili do oddziałów ochotniczych i przystąpili do walki o Donbas – m.in. w szeregach skrajnie nacjonalistycznego pułku Azow. W wojnie udział wzięły tysiące z nich.

Stadion Metalista Charków przed rewolucją godności (EAST NEWS)

Porewolucyjny chaos w lidze

Po Majdanie w ukraińskiej lidze zapanował chaos. Niektóre zespoły uciekały ze wschodu kraju – jak Zoria Ługańsk czy Szachtar Donieck. Musiały grać swoje mecze w bezpiecznych regionach, pozbawione kibiców lub wręcz otoczone rywalami – jak Szachtar we Lwowie (choć napięcia kibicowskie w dobie wojny też początkowo radykalnie się osłabiły). Zespoły z Krymu znikały z ukraińskich rozgrywek. Próbowały dołączyć do ligi rosyjskiej, ale wobec protestów UEFA i części rosyjskich drużyn powstał niezależny Krymski Związek Piłki Nożnej.

Kłopot miały niektóre pozostałe w Ukrainie kluby, szczególnie należące do oligarchów związanych z ancien regime’em – gdy patron klubu spadał z piedestału, klub spadał wraz z nim.

Tak było z Metalistem Charków. Był to jeden z najlepszych klubów w kraju. W latach 2007–2012 rokrocznie zajmował trzecie miejsce w lidze, ustępując tylko wielkiej dwójce: Szachtarowi Donieck i Dynamu Kijów. Ich monopol złamał jednak w roku 2013, gdy przebojem zakończył sezon na drugiej lokacie i trafił do eliminacji Ligi Mistrzów. A pamiętajmy, że mówimy o nie byle jakiej lidze – ukraińska Premier Liha to dziesiąte najlepsze rozgrywki w UEFA (dla porównania: liga polska plasuje się na 29. miejscu w Europie, za Azerbejdżanem czy Kazachstanem).

Triumf rewolucji godności był początkiem końca Metalista. Potęgę klubu przez kilkanaście lat budował charkowski miliarder Ołeksandr Jarosławski. On sam twierdzi, że niedługo przed rewolucją został zmuszony do odsprzedania drużyny uchodzącemu za bankiera grupy Wiktora Janukowycza, 28-letniemu Serhijowi Kurczence. Jak było naprawdę – trudno powiedzieć. Być może sam stworzył legendę o wrogim przejęciu. Jarosławski dostał od Kurczenki za klub kilkaset milionów euro, znacznie więcej, niż był wart. W tym czasie biznesy przejmowano w mniej szczodry sposób. Wiemy jednak, że na krótki moment klan Janukowyczów dołączył do wielkich posiadaczy klubów piłkarskich w Ukrainie.

Nie minęło wiele czasu, rewolucja triumfowała, Janukowycz opuścił kraj, uciekło również wielu jego bliskich współpracowników – w tym Kurczenko, za którym prokurator generalny wysłał list gończy. Metalist pozostawiono niemal samemu sobie.

Problemy narastały już od kilku miesięcy. Parę dni po ucieczce Janukowycza do dymisji podał się wieloletni trener Metalista, Miron Markiewicz. „Dziś sytuacja w naszym klubie jest poza kontrolą, uwierzcie mi, nie wyolbrzymiam. Nie ma prezesa, jego zastępcy nie wiedzą, co robić. Mało tego, nam już od trzech miesięcy nie płacą pensji i dlatego, na pewno, będzie jeszcze gorzej” – powiedział portalowi Ukrfootball.ua.

„Przez dwa lata po rewolucji były problemy z pensjami, wciąż rosły długi, aż w końcu doszły do astronomicznych 40 mln dolarów (dla porównania: aktualny mistrz Polski Piast Gliwice zdobył mistrzostwo z budżetem ok. 6 mln dolarów). Zawodnicy odchodzili, zastępowali ich młodzi z akademii. Wszyscy liczyli, że odzyskają dług. Kurczenko był poszukiwany, ale zarządzali dyrektorzy na miejscu. Metalist grał jeszcze dwa sezony jako średniak ukraińskiej ekstraklasy” – tłumaczy mi Kyryło Łukasz, charkowski dziennikarz sportowy.

Media donosiły o toczących się rozmowach w sprawie odsprzedania klubu przez Kurczenkę – miał negocjować z Ołeksandrem Jarosławskim. Cały ukraiński świat piłkarski przypatrywał się tej sytuacji. Właściciel Dynama Ihor Surkis w rozmowie z kanałem Futbol 1 apelował do Kurczenki: „Jeśli człowiek ma problemy, jeśli z jakiegoś powodu nie ma go w kraju… Po co ci to? Oddaj klub! Oddaj odpowiedzialność, oddaj Jarosławskiemu. Po prostu daj mu drużynę w prezencie, ale nie męcz ani siebie, ani ludzi”.

W końcu zausznik Janukowycza wydał oświadczenie, w którym czuć było, że stracił kontakt z rzeczywistością: „Nikomu nie oddam klubu, dołożę wszelkich starań, na złość złośliwcom, Metalist w następnym sezonie wystąpi w ekstraklasie”.

Ukraińska federacja piłkarska odebrała mimo wszystko Metalistowi licencję na grę w Premier Lidze. Przestano wierzyć, że Kurczenko jest wypłacalny, zespół się rozleciał, nie miał kto wyjść na murawę. O skali problemów ukraińskiego futbolu świadczy fakt, że tylko sposród zespołów ekstraklasy oprócz Metalista licencji nie otrzymały wówczas również drużyny z Użhorodu i Wołynia, a pod znakiem zapytania stała przyszłość czterech kolejnych.

Metalist Charków upadł.

Metalist wymyślony na nowo

„Trzeba było szybko podejmować decyzję. Sezon 2015/2016 dobiegł końca, trwała krótka przerwa. Poprzedni Metalist upadł sportowo, ale Kurczenko wciąż był jego właścicielem. Należało coś wymyślić. Jeśli nie zdążono by zarejestrować nowego zespołu, Charków zostałby bez Metalista. Kibice doszli do wniosku, że należy powołać zupełnie nowy Metalist, który przejdzie przez wszystkie szczeble, zaczynając od poziomu amatorskiego” – tłumaczy Kyryło Łukasz.

Nazwano go Metalist 1925 Charków. Stworzyli go głównie kibice: ludzie różnych profesji, w różnym wieku, o różnych wpływach, ale nie opierał się on – jak to bywało wcześniej – na jednym bogatym człowieku. „Nie chcemy prezesa oligarchy!” – pisali charkowianie.

„Nowy Metalist zaczął od ligi amatorskiej, która dzieli się na grupę wschodnią i zachodnią. Wygrał we wschodniej, ale w finale ze zwycięzcą drugiej grupy, Ahrobiznesem Wołoczysk, doszło do skandalu. Nasi ultrasi nagle nie wytrzymali i rzucili się na ultrasów Ahrobiznesu. Ale okazało się, że Ahrobiznes nie ma żadnych ultrasów: Wołoczysk to małe miasteczko, a w klubie grają sami rolnicy. Była straszna draka” – opowiada Łukasz.

Kibice – czy to zwykli, czy ultrasi – nie opuścili klubu, a wręcz przeciwnie. W ubiegłym sezonie Metalist zanotował drugą najlepszą średnią frekwencję na trybunach w całym kraju, wyprzedziło go tylko kijowskie Dynamo (statystyka za portalem Footboom.com).

Kibice Metalista w czasie meczu z drużyną KSC Lokeren w Lidze Europy w październiku 2014 r. Mecz, 1:0, wygrał klub z Belgii (LUC CLASSEN / GETTY IMAGES)

Metalist rokrocznie piął się w górę, awansując do kolejnych klas rozgrywkowych. „Gdzie indziej pieniądze dają Achmetow, Surkis czy Dymiński, a tutaj istotne środki wpłacają kibice – każda dziewiąta hrywna w budżecie to oni. Dziś to niecałe tysiąc osób. Spodziewaliśmy się co prawda, że więcej kibiców się zaangażuje i będziemy sami finansować klub. Pozostałe osiem hrywien pochodzi z innych źródeł. Stroje całe już zajęte sponsorami – poza pośladkami. Ale nie ma wśród sponsorów czy właścicieli ani jednego oligarchy” – zaznacza dziennikarz.

Sprzeciwu wobec zawłaszczania futbolu

Metalist gra obecnie w przedsionku Premier Lihi, o klasę niżej (Persza Liha). Jest jednym z faworytów do awansu.

„Gdyby to się udało, Metalist byłby jedynym klubem, który współfinansują i którym współrządzą kibice” – mówi mi Kyryło Łukasz.

W jaki sposób odbywa się to współrządzenie? „Przy klubie powołano np. wiele komisji, w których zasiadają kibice. Nie zdecydują, jaki skład wypuścić na murawę, ale w wielu sprawach mają decydujący głos. Nigdzie nie ma czegoś takiego” – tłumaczy Łukasz.

Metalist ma przeciętny budżet jak na Perszą Lihę, ale w ekstraklasie będzie on niski. Metalist, jako oddolna inicjatywa, zapewne nie zostanie mistrzem Ukrainy. To dylemat wielu kibiców wielu drużyn – klub można oddać dużemu inwestorowi (w Ukrainie na ogół oligarsze) i walczyć o mistrzostwo lub zaakceptować granice wzrostu. Jeśli dzielić kibiców na „aborygenów” i „konsumentów”, to każda z grup udzieli innej odpowiedzi.

Metalist to dziś jednak przede wszystkim symbol sprzeciwu wobec zawłaszczania futbolu w Ukrainie. To również przejaw szerszego ruchu zwanego Against modern football. Kibicowanie staje się coraz bardziej transnarodowe, a kibice miejscowych drużyn, gdy te odnoszą sukcesy, są często coraz bardziej izolowani od własnych drużyn przez właścicieli. Trybuny komercjalizują się, ceny rosną, kibice są wypychani ze stadionów.

Autorzy wydanej w 2015 r. książki Aborygeni i konsumenci podliczyli, że ceny biletów w angielskiej Premier League podrożały od 1989 r. o 718 proc. Dzieje się tak m.in. dlatego, że bogate kluby oczekują, że ich kibic również będzie zamożny. Trybuny stają się klasistowskie. Przykład z powyższej książki: „Real Madryt zapłacił za portugalskiego piłkarza Cristiano Ronaldo 94 mln euro. Ta horrendalna kwota zwróciła się klubowi już po roku i to tylko za sprawą sprzedaży klubowych koszulek z jego nazwiskiem”.

Na Ukrainie proces zawłaszczania futbolu ma dziś oblicze przede wszystkim polityczne, ale istota pozostaje podobna – kibic może czuć się poniżony. Na przykład, gdy janukowyczowski oligarcha kupuje jego drużynę jako „kwiatek do kożucha”, po czym porzuca ją, jakby nigdy nic.

Futbol powstał jako dyscyplina wyższych klas. Następnie pod koniec XIX w. przejęli go robotnicy na Wyspach Brytyjskich, a potem na całym świecie. Później wraz z postępującą komercjalizacją w siłę urośli najbogatsi, a dziś szersze masy ponownie upominają się o „swoją” ukochaną piłkę. W Charkowie widać to wyraźnie. Choć ten plan wcale nie musi się ostatecznie powieść.

„Poprzedni właściciel, Ołeksandr Jarosławski, odrzucił pomysł Metalista 1925, nazywa go »surogatem«. Kibice nie zabraniają mu pomagać drużynie, ale jasno stawiają sprawę: nigdy tu nie będzie rządził jeden człowiek. Wiesz, gdy wszystko opiera się na jednym człowieku i klub mu się znudzi, zabiera swoje zabawki, a klub upada. Tak było z Metalistem i innymi drużynami” – mówi Łukasz.

Jarosławski to w Charkowie potężny człowiek. Wołodymyr Zełeński zebrał niedawno najważniejszych biznesmenów oraz oligarchów i – jak informuje źródło wpływowego portalu Ukraińska Prawda – poprosił ich, by w czasie pandemii zaopiekowali się regionami, w których posiadają największe aktywa. De facto podzielił kraj na strefy wpływów, księstwa udzielne, a obwód charkowski – jeden z najludniejszych i najistotniejszych – powierzył Ołeksandrowi Jarosławskiemu.

„Jarosławski się aktywizuje – politycznie i sportowo. Deklaruje, że jest gotów wrócić do ukraińskiego futbolu i wesprzeć stary Metalist, który formalnie wciąż istnieje” – opowiada Łukasz. „Ale jeśli Jarosławski zajmie się starym Metalistem, to co z nowym? Wyobraź sobie: Metalist 1925 awansuje do ekstraklasy, wtedy Jarosławski w jakiś sposób odzyskuje Metalista Kurczenki. Długi klubu spłaca państwo, a Jarosławski mówi: zjednoczmy oba Metalisty. Ktoś zadecyduje, że prawo na to zezwala. W ukraińskim futbolu wszystko jest możliwe. I wtedy upadnie nasz Metalist 1925, cała ta romantyczna historia się zakończy i znowu futbol będzie pod oligarchami” – dodaje.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES