Prawda i Dobro
Chronisz dziecko przed ryzykiem? Odbierasz mu coś cennego
01 lipca 2026

Bombardują nas powiadomienia, newsy i cyfrowy szum. Choć wiedza jest na wyciągnięcie ręki, nadmiar bodźców paraliżuje nasze myślenie i odbiera zdolność koncentracji. Jak nie utonąć w tym toksycznym natłoku? To pytanie o to, jak dbać o mózg w czasach permanentnego przebodźcowania i jak odzyskać kontrolę nad tym, czym karmimy swój umysł.
Współczesny niemiecki filozof koreańskiego pochodzenia Byung-Chul Han w swojej książce Kryzys narracji i inne eseje diagnozuje u współczesnego człowieka nie tylko przebodźcowanie nadmiarem informacji, ale także wynikające z tego zaburzenia neuronalne i rozkład samego procesu myślenia. Pisze on:
„Niefiltrowana masa informacji prowadzi to całkowitego otępienia percepcji. Odpowiada też za niektóre zaburzenia psychiczne. IFS (information fatigue system), syndrom zmęczenia informacją, jest chorobą psychiczną, którą wywołuje nadmiar informacji. Chorzy uskarżają się na postępujący paraliż zdolności analitycznych, zaburzenia uwagi, ogólny niepokój czy niezdolność wzięcia na siebie odpowiedzialności”.
Żyjemy w świecie, w którym każdego dnia jesteśmy odbiorcami wręcz nieograniczonej ilości informacji. Ludzki mózg i system nerwowy jest bombardowany przez różnego rodzaju bodźce dochodzące do nas zarówno ze świata wirtualnego, jak i tego realnego. Trudno nadążyć z przetwarzaniem takiej ilości danych a co dopiero z ich przyswajaniem czy świadomym namysłem.
Byung-Chul Han diagnozuje:
„Nadmiar informacji prowadzi do rozkładu myślenia. Zdolność analityczna polega na selekcji i usuwaniu materiału percepcyjnego, który nie przynależy istotowo do analizowanego problemu. Konsekwentnie zatem jest to umiejętność oddzielenia tego, co istotne od tego, co nieistotne”.
Jednym słowem: zatracamy zdolność myślenia pod naporem powodzi informacji. Może więc warto, przynajmniej od czasu do czasu, zatrzymać się i zastosować….dietę informacyjną? Żeby lepiej się poczuć, trochę „uwolnić” przepracowane neurony i dać sobie samemu przestrzeń do wyboru informacji, które naprawdę mi służą.
Określenie dieta informacyjna (ang. information diet) oznacza w praktyce świadome ograniczanie i selekcjonowanie informacji, które do siebie dopuszczamy.
Podobnie jak w diecie żywieniowej ograniczamy niektóre produkty a inne w ogóle eliminujemy aby nasz organizm funkcjonował w zdrowy i zrównoważony sposób, tak samo powinniśmy uczyć się tego, jak dbać o mózg i psychiczną odporność. To wielka sztuka i cenna umiejętność: odrzucanie tych wiadomości, które nie są nam potrzebne i jedynie zaśmieją naszą głowę.
Ale jak to robić w sposób udany? Kontrola ilości i jakości informacji wymaga od odbiorcy dużej samoświadomości i dojrzałości wewnętrznej. Taki rodzaj diety pozwala człowiekowi uniknąć przeciążenia poznawczego (kiedy nasz mózg nie nadąża z przetwarzaniem danych), niweluje stres i rozproszenie związane z przebodźcowaniem a także pomaga utrzymać równowagę informacyjną, która chroni przed popadnięciem w uzależnienie od informacji (np. ciągłego scrollowania).
Warto skupić się na kilku bardzo konkretnych wskazówkach, które mogą pomóc w kontrolowaniu i selekcjonowaniu informacji, z którymi na co dzień się mierzymy.
Przede wszystkim warto ograniczyć liczbę źródeł, do których sięgamy szukając wiadomości. Zamiast śledzić 20 portali informacyjnych, może lepiej wybrać kilka najbardziej wartościowych. Podobnie z kanałami na YouTube, podcastami czy newsletterami.
Żeby dobrze wybrać trzeba najpierw zadać sobie pytanie: Czy to źródło rzeczywiście poszerza moją wiedzę, czy tylko zajmuje mój czas? Po co oglądam kolejne filmiki: szukam czegoś konkretnego czy ze zwykłej nudy lub już ze zmęczenia bezrefleksyjnie przerzucam kolejne filmiki żyjąc w iluzji, że właśnie odpoczywam?
Racjonalne okazuje się także wyznaczenie sobie konkretnej pory na informacje. Nie musimy sprawdzać wiadomości przez cały dzień i nie musimy ulegać presji „bądź na bieżąco non stop”. Można np.:
Dzięki temu odzyskujemy kontrolę nad własną uwagą.
Byung Chul Han radzi także zastosowanie zasady jakości zamiast ilości. Oznacza to w praktyce, że lepiej przeczytać jeden wartościowy esej niż sto krótkich wpisów w mediach społecznościowych. W tym sensie można powiedzieć, że dieta informacyjna polega na przechodzeniu od „skrolowania” do „czytania”.
Filozof pisze o tym:
„Więcej informacji wcale nie musi prowadzić do lepszych decyzji. Właśnie na skutek rosnącej ilości informacji marnieje dziś wyższa władza sądzenia. Często mniej informacji może zdziałać więcej”.
Pomocne może się okazać także stworzenie strefy całkowicie wolnej od informacji. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni (a może już nawet uzależnieni?) od informacji, że na pierwszy rzut oka trudno to sobie niektórym nawet wyobrazić. Ale może jednak warto spróbować.
Przykładowo:
Niezwykle pomocne, choć wymagające dużej koncentracji i samoświadomości, jest zadanie sobie pytanie o cel wchodzenia na kolejną stronę internetową lub śledzenie kolejnych social mediów. Przed otwarciem aplikacji warto zapytać: Po co tam wchodzę? Jeżeli odpowiedź brzmi: „sam nie wiem”, istnieje duża szansa, że działamy automatycznie. I właśnie dlatego kluczową rolę pełni tutaj uważność, obserwacja samego siebie, tych procesów, motywów, które rozgrywają się we mnie i kierują moimi poczynaniami.
Psychologowie wskazują, że można nad tym pracować, czyli w pewien sposób trenować umiejętność uważności i skupienia, poprzez czytanie książek, dłuższych artykułów czy trudniejszych w pierwszym odbiorze tekstów, ponieważ wtedy nasz mózg ćwiczy zdolność koncentracji, którą kultura cyfrowa stopniowo osłabia.
Warto także uświadomić sobie jakie korzyści może przynieść zastosowanie takiej diety informacyjnej. Można zauważyć, że dieta informacyjna nie jest przede wszystkim techniką zarządzania czasem. Jest ćwiczeniem duchowym i intelektualnym: próbą odzyskania uwagi, bez której niemożliwe stają się zarówno głębokie myślenie, jak i autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem. Nie chodzi o to, by wiedzieć mniej, ale by wiedzieć mniej rzeczy naraz i bardziej świadomie.
Można powiedzieć, że dieta informacyjna nie „odchudza” wiedzy, lecz odciąża uwagę. Gdy zmniejszamy liczbę bodźców i przestajemy stale przełączać się między komunikatami, mózg może pracować w trybie bardziej ciągłym, a nie alarmowym.
Mózg przechodzący przez taki detoks zaczyna lepiej zapamiętywać, ponieważ informacje mają czas trafić z pamięci krótkotrwałej do trwalszych śladów pamięciowych. Mniejsze zmęczenie poznawcze wynika też z tego, że mózg zużywa teraz mniej energii na filtrowanie nieistotnych bodźców. A to pozwala mu łatwiej łączyć fakty, dostrzegać zależności i formułować własne wnioski.
Niepodważalne korzyści z diety informacyjnej odczuwa także nasza psychika. O ile ciągłe „sprawdzanie” utrzymywało organizm w stanie gotowości, o tyle ograniczenie dopływu newsów obniża poczucie presji i pilności. Efektem tego jest mniejsze napięcie i niższy poziom lęku.
Im mniej emocjonalnych skoków wywołanych nagłówkami, komentarzami i konfliktami online, tym więcej poczucia stabilności i spokojniejszy nastrój.
Szczególnie widoczne efekty detoksu informacyjnego widać kiedy wieczorne odcięcie od ekranu i wiadomości zmniejsza pobudzenie przed snem. Lepsza jakość snu a co za tym idzie lepsza kondycja po przebudzeniu rano są warte zdecydowanego odcięcia się od szklanego ekranu przed snem.
I na koniec być może coś najważniejszego: większe poczucie sprawczości. Uświadomienie sobie, że to ja wybieram jakie informacje, w jakich dawkach i o jakich porach dnia potrzebuję, daje mi poczucie kontroli nad własnym życiem.
Bo warto pamiętać: to Ty decydujesz, kiedy i co czytasz i oglądasz – nie algorytm.
Przeczytaj także: Rozmowa, która łączy. Jak przestać ranić słowami
Nowy numer już jest!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: