Kult przedmiotów się kończy. Polacy coraz chętniej kupują rzeczy używane i… zaopatrują się w żywność na śmietnikach

Polska jest już jednym z najbogatszych państw świata, czego dowodzi… rosnące zainteresowanie przedmiotami z drugiej ręki. Zachwyt nad tym co nowe, nieużywane, błyszczące i nieskazitelnie – charakterystyczny dla społeczeństw na dorobku – zawsze będzie obecny. Ale posiadanie wyłącznie nowych przedmiotów przestaje już być istotnym wskaźnikiem życiowego sukcesu.

Kto pamięta Polskę sprzed 1989 roku, doświadczył zapewne, charakterystycznego dla gospodarki niedoboru, kultu przedmiotów. Awaria pralki czy dziura w dywanie urastały do rangi domowej tragedii. Nowych rzeczy nie dało się łatwo kupić, więc dobra użytkowe musiały służyć latami. Uwielbienie dla przedmiotów zza żelaznej kurtyny przybierało wręcz groteskowe formy. Na regałach nastolatków stały kolekcje pustych puszek po napojach gazowanych. Często nawet przywożono je dzieciom z zagranicy jako coś cennego! Po zmianie ustroju niemal z miesiąca na miesiąc okazało się, że wszystko jest w zasięgu ręki.

Procesy charakterystyczne dla społeczeństw na dorobku przechodzą dziś kraje Azji i Afryki, których obywatele wreszcie mogą sobie pozwolić na więcej niż minimum i chcą z tego korzystać. Z kolei stara Europa walczy z przesytem i stawia na coraz bardziej wyrafinowaną, spersonalizowaną konsumpcję. – Nawet ładowarka do akumulatorków, czyli sprzęt, którym naprawdę trudno się chwalić, może kosztować niewiele albo całkiem sporo – zdradza sprzedawca z sieci z elektroniką. Różnice nie dotyczą sposobu ich działania czy trwałości. Wartością dodaną jest to, że wydający więcej może cieszyć się świadomością, że stać go na to, by nie oszczędzać.

Zapraszamy na konferencję Holistic Talk! Już 17-18 lutego w Cavatina Hall w Bielsku-Białej! Bilety możesz zarezerwować tutaj

Jedna z redaktorek prasy kobiecej wspomina, że w Polsce po upadku socjalizmu długo był problem z wypromowaniem naprawdę ekskluzywnych pism o wnętrzach:

We francuskich magazynach z najwyższej półki widzieliśmy sesje zdjęciowe robione na przykład w 200-letnich chałupach. Z zewnątrz – chata pod strzechą, w środku oczywiście wysmakowany luksus, meble ze śladami dziesiątek lat używania, dyskretnie połączone z najdroższym AGD i sprzętem audio. W trakcie badań czytelnictwa potencjalni odbiorcy gazety łapali się za głowy. „Mamy kupować to drogie pismo, żeby oglądać stare graty?” – pytali z niedowierzaniem.

Zobacz też: Kluczowe cechy introwertyków. Ich siła może zaskoczyć

Z drugiej ręki – modne

W naszych domach przez historyczne zawieruchy przetrwało niewiele elementów wyposażenia, o których moglibyśmy powiedzieć, że mają duszę. Stare meble kojarzyły się zatem z paździerzową meblościanką. Ale dzisiaj także polscy wielbiciele designu polują na fotele z okresu PRL. Po odnowieniu drewnianych elementów i dodaniu nowej tapicerki taki fotel z lat 60. jest kosztownym krzykiem mody.

Podobnie z rowerami. Nowoczesne modele mają rzeszę fanów. Jednak całkiem sporo cyklistów wyszukuje kilkudziesięcioletnie ramy o dobrej geometrii, dodaje do nich współczesny osprzęt i cieszy się jazdą na niepowtarzalnym, spersonalizowanym egzemplarzu, który ostatecznie wcale nie musi być tani.

To nowe podejście pojawiło się ewolucyjnie. Pokolenie młodych Polaków, dorastając w dobrobycie, zauważyło, że rzeczy mają cenę nie tylko materialną. Wartością jest też czas, zaangażowanie, które trzeba włożyć, aby je zdobyć. Dziś młodzi ludzie nie chcą już pracować do upadłego tak jak ich rodzice. Wolą mieć więcej czasu dla siebie, dla rodziny, na rozwijanie pasji. Nie znaczy to, że staliśmy się społeczeństwem ascetów.

Polecamy: Szczęścia nie dadzą? Psychologia pieniądza a kredyt na życie

Nauczyliśmy się jednak, że nowa rzecz tuż po odpakowaniu i pierwszym użyciu w sposób niemal magiczny traci połowę swojej wartości. Wiemy też to, że wszystkich towarów i dóbr jest wokół tyle, że można je kupić taniej, a nawet dostać za darmo. Przy użyciu mediów społecznościowych mieszkańcy z niemal wszystkich zakątków Polski wymieniają się rzeczami. Można w ten sposób zdobyć ubrania, meble, książki, sprzęt AGD, zastawę stołową czy zabawki. Czasem nawet za darmo.

W przestrzeni realnej powstają lokalne punkty naprawy i wymiany rzeczy używanych. W modnej i drogiej galerii Elektrownia na warszawskim Powiślu swój sklep otworzyła firma sprzedająca odnowione markowe telefony komórkowe. Używane smartfony można tam oglądać i testować zupełnie tak samo, jak w salonie z ich nowymi odpowiednikami.

Kontenerowcy w SUV-ach

Całkiem spora grupa zamożnych Polaków z odzysku zdobywa nawet jedzenie. Na tyłach sklepów największych sieci spożywczych są zwykle łatwo dostępne kontenery na odpadki, do których kilka razy na dobę trafiają zdjęte z półek towary. Na to czekają freeganie. Bardzo mylą się ci, którzy uważają, że w śmietnikach jedzenia szukają wyłącznie alternatywna młodzież i bezdomni. Pod sklepowe kontenery podjeżdżają też ludzie w drogich autach, którzy swoje śmieciowe zdobycze wiozą wprost do domów na przedmieściu. 

Konsekwentnie odmawiam udzielania wywiadów na temat freeganizmu pod nazwiskiem. Moje dziecko chodzi do szkoły w bogatej okolicy, taki rodzinny „coming out” mógłby być szokiem dla jego kolegów

– mówi nam mieszkanka podwarszawskiego Zalesia.

Nasza rozmówczyni od lat zabiera jedzenie wystawiane w śmietnikach, jeździ też na tak zwane odbiory dań i produktów z warszawskich restauracji, piekarni. Określa siebie mianem hurtowniczki.

Gdy emerytka wyjmie ze sklepowego śmietnika dwa jabłka, jogurt, kilka marchewek, ja zabieram wszystko, co nadaje się do spożycia. To może być kilkadziesiąt kilo mango, kilkaset  jajek

– wylicza.

Przyznaje, że zbieractwo stało się już jej stylem życia. Na zdobytych w ten sposób produktach jej rodzina oszczędza kilka tysięcy złotych miesięcznie. Swoje zdobycze regularnie rozdaje znajomym, a ci – dalszym znajomym. Jeśli cokolwiek mimo wszystko zostanie, zanosi to do jadłodzielni.

Regularnie korzysta z tych produktów kilkanaście do kilkudziesięciu osób. Jedni mogliby kupić jedzenie bez problemu, ale tak jak my w ten sposób oszczędzają. Dla innych jest to ratunek i pomoc w dopięciu miesięcznego budżetu

– mówi freeganka, która ukończyła nawet specjalne szkolenia na temat terminów przydatności do spożycia i bezpieczeństwa obrotu żywnością
Fot.: SHVETS production / Pexels

Jedna z ogólnopolskich fejsbukowych grup freegańskich ma ponad 40 tys. członków, istnieje też wiele lokalnych społeczności tego typu. Skiperzy (to inna nazwa tych ludzi) dzielą się informacjami, doświadczeniami, radami, adresami. A także opowieściami z życia.

„Przy śmietniku Biedronki natknęliśmy się na przypadkowe dziewczęta, z których finalnie jedna została moją żoną. Gdybym więc nie dał się namówić na żarcie ze śmietnika, nie miałbym żony ani dzieci ! :)”

– napisał jeden z trójmiejskich freegan.

W pułapce nadmiaru

Dlaczego jednak zdatna do spożycia żywność jest w ogóle wyrzucana do śmietników? Mimo ustawy o zakazie marnowania żywności w Polsce aż pięć milionów ton jedzenia trafia co roku do kontenerów. W Niemczech markety oddają żywność za darmo organizacjom charytatywnym. Są też punkty, gdzie wszyscy, którzy mają nadmiar żywności, mogą ją zostawić do odbioru.

U nas to się nie przyjęło. To ciemna strona konsumpcjonizmu, który jest jednym z głównych fundamentów naszego życia gospodarczego. Tu jeszcze nie dołączyliśmy do gospodarczych liderów.

Zobacz też: Przyjaźnie rozpadają się z powodu pieniędzy. Niepokojący raport

Stany Zjednoczone, Kanadę, Japonię oraz kraje Europy Zachodniej zamieszkuje około miliard ludzi. To stanowi niecałe 15 proc. ludności naszej planety. I na razie tylko w tych krajach – po nasyceniu się owocami nowoczesnego rozwoju – zaczęto wprowadzać na niewielką skalę plany zaradcze, mające na celu zniwelowanie skutków społecznych, ekologicznych i gospodarczych nadmiernej konsumpcji. 

We współczesnych społeczeństwach konsumpcja stała się sposobem spędzania wolnego czasu, metodą na poprawę humoru, formą nagrody, sposobem na nudę. Szacuje się, że do 2050 roku liczba mieszkańców naszej planety przekroczy dziewięć miliardów. Populacja ta będzie musiała dostosować się do warunków, jakie wówczas będą panowały na naszej planecie. Czy będą to czasy bardziej zrównoważonej konsumpcji? Trudno być optymistą, ale na pewno można spróbować samemu konsumować mniej. Zrównoważona konsumpcja zakłada optymalne i świadome wykorzystanie dostępnych zasobów do uzyskania rozwoju, przy jednoczesnym zminimalizowaniu szkodliwego wpływu na środowisko. Czy nasz świat jest do niej zdolny?

Dowiedz się więcej:

Zobacz też:

Opublikowano przez

Agnieszka Lesiak

Autor


Dziennikarka, redaktorka, teatrolog. Wieloletnia współpracowniczka czołowych tytułów polskiej prasy opiniotwórczej.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.