Humanizm
Holistic Talk 2026. Idee, autorzy i rozmowy, które zostają
26 czerwca 2026

Młodzi twórcy kina grozy pokazują, jak przez konwencje gatunkowe portretować autentyczne lęki współczesnego człowieka. Efekt? Coraz częściej najstraszniejsze demony nie czają się w mroku nocy, ale w zakamarkach naszej własnej, zagubionej codzienności. Najbardziej przerażające okazuje się to, co nosimy w sobie.
Horror od zawsze kojarzył się z nieczystymi siłami pozaziemskimi: wampirami, upiorami, duchami czy żywymi trupami. W wersji bardziej przyziemnej – seryjnymi mordercami dokonującymi makabrycznych zbrodni. W klasycznym kinie gatunkowym filmowa groza służyła głównie rozrywce i odreagowaniu, ale podświadomie zawsze oddawała niepokoje konkretnej epoki, ewoluując wraz z nią.
Arystokratyczne wampiry – jak hrabia Dracula – odwoływały się do lęku przed śmiercią, zakazanego pożądania i destrukcyjnych pragnień wiecznego życia. Z czasem zastąpiły je bardziej demokratyczne zombie, czyli bezmyślne tłumy żywych nieboszczyków. Już w przełomowych filmach George’a Romero (Noc żywych trupów, 1968) były one interpretowane jako przejaw niepokojów społecznych, ślepego konsumpcjonizmu i narastających nierówności.
Z kolei potwór Frankensteina, będący nowoczesną wersją starożytnego golema, inkarnował się w postaciach rozmaitych konsekwencji ludzkiej pychy w przekraczaniu granic nauki.
Potwory z kosmosu i istoty z innych wymiarów oddawały lęk przed nieznanym aspektem rzeczywistości, nieosiągalnej dla ludzkiego poznania. Klątwy, zaklęcia i opętania „przerabiały” lęki o podłożu religijnym lub moralnym. Często też – choćby w niedawnej Mumii Lee Cronina – były metaforą skomplikowanych i toksycznych relacji rodzinnych.
Wszystkie te klasyczne ujęcia łączyło jedno: zagrożenie miało wymiar zewnętrzny. Bohaterowie stawali do konfrontacji z siłami zza grobu, z kosmosu lub z czyjejś ewidentnej psychozy. Konflikt był łatwo rozpoznawalny: rozgrywał się między spokojnym, dobrym, bezpiecznym życiem a czyhającym na nie cieniem.
Horror egzystencjalny, czyli taki, w którym pierwotnym źródłem metafizycznego przerażenia jest samo istnienie, funkcjonował dotąd raczej na obrzeżach głównego nurtu. W literaturze dawali mu wyraz autorzy tacy jak Thomas Ligotti czy Brian Evenson. W filmie pojawiał się na pograniczu autorskiego dramatu i thrillera – w dziełach Romana Polańskiego, Stanleya Kubricka czy Davida Lyncha.
Dziś, za sprawą takich filmów jak Weapons Zacha Creggera, Obsesja (Obsession) Curry’ego Barkera czy Backrooms. Bez wyjścia Kane’a Parsonsa – do głównego nurtu kina grozy przebija się coraz wyraźniej jej wariant właśnie egzystencjalny.
Zagrożeniem nie są już w tym nurcie diabły, klątwy, wampiry czy zamaskowani psychopaci. Nawet jeśli te motywy się pojawiają, mają charakter umowny, wręcz pastiszowy – w odróżnieniu od mainstreamowych franczyz, które wciąż z powodzeniem eksploatują klasyczne schematy.
W nowym kinie grozy rolę złych sił przejęły relacje międzyludzkie, prozaiczna codzienność i fundamentalny problem uporania się z własnym wnętrzem.
W głośnej Obsesji widzowie mogą oglądać historię strukturalnie właściwą raczej komediom romantycznym, ale ukazaną w wydaniu, w którym romantyczna relacja młodych ludzi staje się koszmarem. Film jest obrazem lęku przed zaangażowaniem, konsekwencji fałszywych wyobrażeń o związkach i paraliżu zrodzonego z intensywnych emocji.
Film Barkera, który wcześniej współtworzył niezależny kanał na YouTube, stał się jednym z najbardziej dochodowych horrorów ostatnich miesięcy. Po wyjściu z seansu można było usłyszeć komentarze w rodzaju: „zawsze będę singielką”, „ludzie nie powinni się wiązać w pary”.
Film Together Michaela Shanksa porusza podobny motyw – najbliższych relacji – nadając mu formę grozy wynikającej z dosłownego, fizycznego połączenia się dwóch ciał w jeden organizm. To makabryczna metafora zatracenia siebie w związku i całkowitego zaniku własnej tożsamości.
Z kolei Weapons. Zniknięcia skrywa w sobie dramat szkolnej przemocy i braku systemowego poczucia bezpieczeństwa u dzieci. Natomiast hitowe Mów do mnie! oraz najnowsze Oddaj ją braci Philippou – australijskich twórców, którzy z internetowego undergroundu trafili do pierwszej ligi reżyserskiej – to wyczerpujące emocjonalnie zmagania ze stratą, traumą i żałobą. To opowieści o uczuciach, które, zamieniają ludzkie życie w piekło na ziemi.
Backrooms. Bez wyjścia to z jednej strony twórcze rozwinięcie internetowej creepypasty – fenomenu zrodzonego na platformie YouTube za sprawą Kane’a Parsonsa. Jako nastolatek zaczął on tworzyć amatorskie filmy found-footage osadzone w surrealistycznej przestrzeni „pomieszczeń za ścianą rzeczywistości”.
Parsons został najmłodszym reżyserem w historii kultowego studia A24. Kinowa wersja nadała tego cyfrowej koncepcji głęboki, egzystencjalny wymiar. Puste, nieskończone labirynty o żółtawym odcieniu, oświetlone bzyczącymi jarzeniówkami, stają się w filmie Parsonsa przestrzenią psychiczną.
Film opowiada o właścicielu sklepu meblowego i jego terapeutce, którzy odkrywają portal do równoległego wymiaru w piwnicy budynku. Nieprzepracowane traumy, problemy osobiste, brzemię związane ze sprostaniem wymaganiom ekonomicznym i społecznym codziennego życia – wszystko to tworzy platformę koszmaru, która materializuje się w nieprzeniknionych, powtarzalnych korytarzach. Ludzie stają się więźniami własnych problemów, a największym wyzwaniem staje się dla nich samo dźwiganie ciężaru własnego istnienia.
Wszystkie te obrazy wskazują z jednej strony na coraz większą dojrzałość twórców i tematów poruszanych w kinie gatunkowym, które jeszcze niedawno było rezerwowane dla czysto eskapistycznej, odstresowującej rozrywki. Z drugiej – pokazują, gdzie przesunęły się społeczne lęki. To już nie obawy o zagrożenie z zewnątrz dla codziennego komfortu i bezpieczeństwa. Ta perspektywa jest właściwie nieobecna. Koszmarem staje się samo życie, jego codzienne wyzwania i sytuacje, które dotąd uznawane było za normalne.
Dlaczego współczesna codzienność generuje taki niepokój? Odpowiedź tkwi być może w realiach dorastania obecnych dwudziesto- i trzydziesto-latków, uformowanych przez internetową samotność, presję algorytmów społecznościowych i permanentną niepewność ekonomiczną.
Kiedy tradycyjne, instytucjonalne punkty oparcia i autorytety zaczęły się chwiać, jedynym ratunkiem miały być relacje z drugim człowiekiem. Jednak i one – jak pokazuje młode kino – często przynoszą strach: przed odrzuceniem, nieszczerością czy ostateczną utratą własnej podmiotowości.
Puste korytarze w Backrooms to coś więcej niż sprytna, internetowa scenografia – to wizualny zapis zagubienia w świecie, który wymaga ciągłej, produktywnej gotowości, w zamian dając niewiele. Z tego kina grozy nie bije obawa o utratę bezpiecznego życia, lecz o to, że samo życie od samego początku jest pułapką.
Czy we współczesnym horrorze wyraża się autentyczny głos młodego pokolenia i lęki współczesnego człowieka? A może raczej jeden z jego głosów, wybrzmiewający szczególnie donośnie w kontekście kryzysu zdrowia psychicznego? Jeśli tak, to może właśnie ten fakt – a nie same makabryczne sceny na ekranie – powinien budzić niepokój po wyjściu z kina.
Przeczytaj także: Dlaczego czytamy fantasy? Psychologowie zajrzeli do głów czytelników




***
Ostatni moment na bilety w cenie 49 zł.
Od 1 lipca cena rośnie!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: