Nauka
Hubble odkrył coś niezwykłego poza Drogą Mleczną. Pierwszy taki ślad
25 sierpnia 2026

Doktor filozofii, biolog i dziennikarz naukowy nie ustawia się po żadnej ze stron sporu o naukę. W podcaście „Rozmowy Holistic News" Łukasz Lamża tłumaczy, dlaczego wątpienie wymaga kompetencji, a przymus posiadania zdania na każdy temat jest dziś nie do udźwignięcia.
Lamża jest autorem Światów równoległych – książki, która powstała ze spotkań z radiestetami, zwolennikami teorii o chemtrailach i osobami nieufnymi wobec szczepień. W Rozmowach Holistic News filozof od pierwszej minuty podkreśla, że nie spotyka się z reprezentantami pseudonauk, tylko z ludźmi.
Nie myślę o tym w taki sposób, że oto teraz spotykam się z przedstawicielem jakiejś koncepcji, z przedstawicielem jakiejś pseudonauki (…), tylko po prostu z człowiekiem, który ma całą masę rozmaitych poglądów i jednym z nich jest na przykład przekonanie, że smugi chemiczne są niebezpieczne.
Lamża zauważa, że w mediach dominuje obraz przeciwnika nauki jako osobowości zbudowanej wokół jednego poglądu.
To nie jest sytuacja, w której jest jakiś antyszczepionkowiec, który ma wypalone wielkie „A” na czole, jest anty i to jest cała osobowość tego człowieka, tylko po prostu ludzie mają różny poziom akceptacji wobec programu szczepień albo różny poziom wiary w bezpieczeństwo szczepionek i są ludzie w różnych punktach tej skali.
Zapytany o wspólny mianownik takich przekonań, wskazuje jedno: bardzo niski poziom zaufania wobec autorytetów i wobec tak zwanych porządnych źródeł. Reszta to już mechanizm psychologiczny, który nie ma wiele wspólnego z wiedzą.
To jest mechanizm przekory wynikający z tego, że ja chcę być po stronie tej mądrzejszej mniejszości, czyli większość ludzi to są bezmyślne owce, które idą za stadem. Tymczasem ja jestem wilkiem, ja jestem alfa, który nie daje się nabrać na te wszystkie sztuczki, na propagandę.
Lamża nie stawia się przy tym po stronie bezkrytycznych. Przeciwnie – uważa, że jego zawód wymaga dokładnie tej samej podejrzliwości: „ja jako dziennikarz naukowy mam obowiązek nie ufać ślepo naukowcom”. Standardowe podejście – rozmowa z ekspertem i powtórzenie tego, co powiedział – jest jego zdaniem porzuceniem roli dziennikarza.
Najmocniejszy wątek rozmowy dotyczy czegoś, co dziś rzadko pada głośno – prawa do niewiedzy.
Zwróć uwagę, o czym wszyscy teraz mówią, o tym, że jesteśmy przebodźcowani, że jest za dużo informacji (…) i w dodatku jesteśmy zachęcani do tego, żeby mieć zdanie na każdy z tych tematów. A my możemy w naszym pracowitym dniu scrollowania poświęcić może dwadzieścia sekund na tego newsa, może czterdzieści, ale nie dość, że mamy go pochłonąć, to jeszcze mamy sobie na ten temat wyrobić zdanie.
Tymczasem – jak mówi Lamża – rzetelne wyrobienie sobie zdania czasami by wymagało kilku godzin ciężkiej pracy, a czasami kilku miesięcy dokształcania się. Stąd jego wniosek, który po latach stał się postawą: przestać ustawiać się na osi między ślepym zaufaniem a ślepą przekorą i zapytać, czy ja w ogóle powinienem się tym interesować i się wypowiadać na ten temat.
Wątpienie według naszego gościa jest umiejętnością, a nie odruchem. „Trzeba olbrzymich kompetencji, żeby mądrze wątpić” – mówi.
Skąd bierze się swoboda kogoś, kto zawodowo zajmuje się największymi pytaniami, a nie potrzebuje na nie odpowiedzi?
Świetnie mi się żyje, nie będąc pewnym odnośnie większości rzeczy, które mnie otaczają.
Lamża tłumaczy to nie filozofią, lecz zwykłą codziennością.
Większość tego, co mnie tak naprawdę interesuje w życiu, to są rzeczy praktyczne, związane z ludźmi, którzy mnie otaczają, z moją rodziną, z moim domem, z moim ogródkiem (…). To jest dla mnie szalenie ważne i uważam, że tutaj się dzieje tak naprawdę moja rzeczywistość.
Jak mówi, duży zapas zaangażowania zużywają w jego życiu sprawy, które łatwo zlekceważyć: „jak przyprawić sos, żeby był smaczny, czy trzeba kupić psu większy kojec, czy jeszcze nie, kto odwiedzi w tym tygodniu rodziców”. To tu, nie w kosmologii, Lamża chce mieć pewność.
Reszta pozostaje zabawą, także pisana właśnie przez dziennikarza książka Metafizyka: „Ja się tym wszystkim bawię i zapraszam do tej zabawy czytelników”. Filozofia, dodaje, „świetnie się sprawdza, jeżeli to robię po coś. Na przykład, żeby lepiej żyć, żeby zrozumieć wszechświat, żeby zrozumieć świadomość”.
Ostatnia część rozmowy schodzi na temat dzieci. Tu Lamża nie ma wątpliwości: „Dzieci są świetnymi filozofami”. Jego własne „na pewnym etapie odkryły np. śmierć jako pojęcie i jako koncept i nieistnienie w ogóle” – i wracają do tego tematu, bo naprawdę je to zajmuje.
W liceum tej ciekawości jest już znacznie mniej. Powodem nie jest dojrzewanie.
Szkoła uczy odtwarzania, ślepej wiary w autorytet, autorytet nauczyciela i autorytet podręcznika i grzecznego powtórzenia tego, co ten autorytet powiedział.
Lamża sam prowadzi dwie godziny filozofii tygodniowo w IV LO im. Staszica w Sosnowcu, gdzie przedmiot jest obowiązkowy w pierwszej klasie na każdym profilu. Pierwsze, o co zapytał dyrektora, to czy może nie stawiać ocen – „bo moim zdaniem to jest absurdalne oceniać rozmowę”. Oceny niestety stawiać musi, ale jak sam przyznaje, oficjalny program tego przedmiotu jest dla niego czysto umowny. Liczy się co innego.
Ja tam nie jestem po to, żeby im powiedzieć jak jest, tylko żeby im zarysować, jak wygląda poletko nierozwiązanych problemów i oni sobie zaczynają galopować po tym poletku.
Obawia się jednak własnego marzenia. Obowiązkowa filozofia w polskiej szkole skończyłaby się prawdopodobnie kursem historii filozofii – wyliczanką nazwisk i dzieł. „To byłoby równie bez sensu, jak gdyby uczyć biologii, ucząc historii biologii”.
Warto przeczytać: Fake newsy a krytyczne myślenie. Czy Kartezjusz może ocalić współczesnego człowieka od zguby informacyjnej?




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: