Nauka
Kreml zrobił z nich bohaterów. Rosjanie nie chca z nimi pracować
04 września 2026

Jak często zdarza się nam podczas kłótni całkowicie zamknąć się w sobie i przestać odpowiadać, choć naszą intencją nie jest zranienie drugiej osoby? Czy cisza zawsze oznacza obojętność, czy może być reakcją na emocjonalne przeciążenie? Jak rozpoznać moment, w którym potrzebujemy przerwy, zanim wycofanie zamieni się w stonewalling? I przede wszystkim – jak zrobić krok w tył, nie sprawiając, że druga osoba poczuje się odrzucona? Milczenie w związku nie zawsze oznacza to samo.
John Gottman (ur. 1942), amerykański psycholog, przewodził zespołowi badawczemu, który od 1986 roku, na Uniwersytecie w Seattle, prowadził badania nad zachowaniem par podczas konfliktów. Próbował ustalić, jakie wzorce komunikacji wpływają na pogorszenie jakości związku, a finalnie – do rozwodu.
Na potrzeby badań wybudowano swoistego rodzaju laboratorium (Love Lab, czyli Laboratorium Miłości). Naukowcy obserwowali w nim pary podczas swobodnych rozmów i w trakcie rozwiązywania konfliktów. Monitorowano zarówno słowa i język używany przez uczestników badania, jak również mimikę twarzy, gesty i reakcje fizjologiczne (tętno, potliwość itp.).
Efektem tych badań było opracowanie teorii tzw. „czterech jeźdźców Apokalipsy” (Four Horsemen of the Apocalypse), a więc wyróżnienie 4 wyjątkowo destrukcyjnych wzorców zachowania w trakcie konfliktu, które z ponad 90% trafnością potrafiły przewidzieć rozpad związku. Były to:
Szczególnie interesujący wydaje się ostatni z wymienionych „jeźdźców”, który w dzisiejszych czasach znajduje niestety coraz szersze zastosowanie w komunikacji między ludźmi.
Gdyby zapytać, czym jest stonewalling, to można go wytłumaczyć jako zachowanie, a właściwie konkretną postawę wobec drugiego człowieka, która polega na odcinaniu się od rozmowy i emocjonalnym „zamykaniu drzwi”, szczególnie podczas konfliktu. Po polsku można to przetłumaczyć jako „mur milczenia”, „zamykanie się” albo „odgradzanie się”.
Najczęściej pojawiające się przykłady takiej postawy w codziennym funkcjonowaniu z innymi to:
Jeszcze bardziej konkretne przykłady takiego zachowania, które pojawiają się w trakcie rozmowy, a najczęściej kłótni, to patrzenie w telefon albo w ścianę, kiedy partner mówi coś ważnego i udawanie, że niczego się nie słyszy. Albo odpowiadanie na pytanie: „co się dzieje” – zdawkowym „nic”, a następnie wychodzenie z pokoju bez żadnego słowa. Gottman i jego zespół wskazali także na charakterystyczne dla stonewallingu gesty, takie jak skrzyżowane ręce, brak kontaktu dotykowego, twarz „bez wyrazu”, ostentacyjne odwracanie się od rozmówcy.
To są zachowania, z którymi nieraz w życiu każdy z nas się zetknął i doskonale wiemy z własnego doświadczenia, jak bardzo destrukcyjne potrafią one być dla kontaktów międzyludzkich. Dlatego warto zwrócić uwagę na kluczowe rozróżnienie: stonewalling nie zawsze oznacza celowe karanie ciszą.
Czasem ktoś jest tak przeciążony emocjami, że naprawdę nie jest w stanie dalej rozmawiać i sygnały, które wysyła, niekoniecznie mają na celu poniżenie czy „uderzenie” w drugą osobę, tylko ochronę samego siebie. Jednakże zdrowe i dojrzałe wycofanie się z interakcji z drugim powinno być zakomunikowane w taki sposób: „Jestem teraz zbyt zdenerwowany, żeby rozmawiać. Potrzebuję godziny i wrócę do tej rozmowy wieczorem”, a więc w taki sposób, żeby druga osoba dostała jasny komunikat i nie poczuła się zignorowana.
Właśnie dlatego warto zwrócić uwagę na rozróżnienie stonewalling od silent treatment (cichego traktowania), gdyż na pierwszy rzut oka wydają się one bardzo podobne. Kluczowe są jednak zachodzące między nimi różnice. O ile pierwsze z nich może nie być świadomym działaniem, tylko właśnie próbą wycofania się, wyciszenia, uspokojenia, tylko niezręcznie przeprowadzoną i w efekcie destrukcyjną dla drugiego, o tyle silent treatment jest o wiele bardziej perfidne w swoim wyrazie.
To, na co szczególnie zwracają uwagę psychologowie, to fakt, że sama cisza nie oznacza jeszcze stonewallingu ani silent treatment.Liczy się kontekst.
Wyobraźmy sobie dwie osoby:
Osoba A: „Jestem wściekły i boję się, że powiem coś krzywdzącego. Potrzebuję przerwy. Porozmawiajmy o tym wieczorem.”
To może być zdrowe wycofanie się czy po prostu regulowanie emocji, a nie stonewalling.
Osoba B: „Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać”. Następnie ignoruje drugą osobę przez dwa dni, żeby ją ukarać.
To zdecydowanie bardziej wygląda na silent treatment.
W skrócie można więc powiedzieć, że jeśli stonewalling zinterpretujemy jako mur komunikacyjny, to silent treatment oznacza ciszę używaną jako narzędzie świadomej i celowej manipulacji drugą osobą. Silent treatment jest więc zazwyczaj bardziej intencjonalne i karzące.
W przypadku silent treatment intencją jest ukaranie drugiej strony poprzez celowe odmawianie kontaktu, milczenie zamiast odpowiedzi. Chodzi o wywarcie presji lub manifestację własnej złości, z celowym pominięciem uczuć drugiej osoby. Nie ma też jasnego komunikatu, tylko raczej niewypowiedziane, ale obecne w myślach: „Nie będę z tobą rozmawiać, żebyś poczuł konsekwencję”. Towarzyszy temu brak informacji, kiedy cisza się skończy i będziemy mogli wrócić do rozmowy.
Gottman w swoich badaniach wyraźnie podkreślał, że stonewalling niekoniecznie zaczyna się od braku miłości czy zainteresowania. Czasem zaczyna się od przeciążenia i próby ochrony siebie. Zwracał równocześnie uwagę, że jeśli staje się to stałym sposobem radzenia sobie z konfliktem – „odcinam się i nigdy do tego nie wracamy” – zaczyna być bardzo destrukcyjny dla relacji. Gottman wyjaśniał, że właśnie taki mechanizm wycofania może początkowo przynosić ulgę, ale w dłuższej perspektywie pogarszać dynamikę związku.
Jeśli widzimy, że partner posługuje się stonewallingiem, to można temu zaradzić w sposób bardzo konstruktywny. Wymagający jednak konkretnej wiedzy i kroków w odpowiedniej kolejności. Najgorsze, co może być w takiej sytuacji, to naciskanie na drugiego, co tylko może pogorszyć sytuację.
Jeśli widzimy, że druga osoba jest kompletnie zamknięta, lepiej przerwać prowadzenie dyskusji/kłótni. Lepiej poczekać, aż emocje opadną i wysłać jasny komunikat w stylu: „Chciałabym do tego wrócić, więc porozmawiajmy za godzinę”. Realne udzielenie przestrzeni tej osobie na wyznaczony czas zazwyczaj przynosi uspokojenie nerwów obu stronom konfliktu. Nie oznacza to jednak, że musimy akceptować permanentne ignorowanie: przerwa jest zdrowa; odmowa jakiegokolwiek powrotu do problemu już nie.
Drogę, jaką zaproponował Gottman, można by przedstawić w postaci modelu:
zauważam → komunikuję → robię przerwę → uspokajam się → wracam.
Czyli zamiast:
konflikt → przeciążenie → cisza → odcięcie
wybranie drogi:
konflikt → przeciążenie → „potrzebuję przerwy” → samouspokojenie → rozmowa.
Można więc zauważyć, że to jest najbardziej wartościowa część koncepcji Gottmana. I zdecydowanie przydatna także w dzisiejszym prowadzeniu sporów z innymi ludźmi. Celem nie jest to, żeby nigdy nie potrzebować wycofania się. Celem jest nauczyć się wycofywać w sposób, który nie porzuca drugiej osoby.
Przeczytaj także: Ona zarabia więcej. Czy to naprawdę szkodzi związkowi?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: