Edukacja
Wygląda jak zabawka z przeszłości. Pomaga ćwiczyć nie tylko liczenie
24 września 2026

Wojna nuklearna, pandemia, wielka erupcja albo globalny blackout. W takim scenariuszu o przetrwaniu decydowałoby znacznie więcej niż odległość od miejsc, w których zaczyna się katastrofa. Naukowcy sprawdzili, czy da się wskazać najbezpieczniejszy kraj na świecie.
Globalna katastrofa rzadko jest jednym, odosobnionym wydarzeniem. Jej skutki mogą szybko zaburzyć produkcję żywności, handel, transport i działanie kluczowej infrastruktury. O tym, jak państwo poradzi sobie z takim kryzysem, decydują nie tylko zasoby, lecz także jego położenie, stopień zależności od importu oraz sprawność instytucji.
Te zależności przeanalizował międzynarodowy zespół badaczy w artykule opublikowanym w czasopiśmie Global Challenges pod znamiennym tytułem „No Place to Hide?” („Nie ma gdzie się ukryć?”). Autorzy zajęli się globalnymi katastrofami, które mogłyby zabić znaczną część ludzkości albo radykalnie pogorszyć warunki życia na całym świecie.
Badacze nie stworzyli jednak nowego, punktowego rankingu państw. Zamiast tego przejrzeli 152 publikacje naukowe dotyczące skutków wojen nuklearnych, wielkich erupcji wulkanicznych, pandemii i załamań infrastruktury. Na tej podstawie wskazali czynniki, które w różnych scenariuszach zwiększają odporność kraju – od położenia geograficznego i produkcji żywności po możliwości przemysłowe, zależność od handlu oraz sprawność instytucji.
Naukowcy skupili się na trzech rodzajach zagrożeń. Pierwszy obejmował nagłe ograniczenie światła słonecznego, możliwe po wojnie nuklearnej, potężnej erupcji wulkanu lub uderzeniu dużego obiektu kosmicznego. Drugi dotyczył utraty kluczowej infrastruktury, na przykład po wielkim blackoucie, burzy geomagnetycznej albo cyberataku. Trzeci obejmował globalne ryzyka biologiczne, takie jak pandemia, przypadkowe uwolnienie groźnego patogenu lub użycie broni biologicznej.
Nie oceniano przy tym wyłącznie prawdopodobieństwa samego wybuchu, erupcji czy epidemii. Najważniejsze było to, czy państwo potrafiłoby działać mimo kryzysu, reagować na jego skutki i przystosować się do nowych warunków.
Analiza pokazuje, że w obliczu globalnego kryzysu samo bogactwo ani geograficzne oddalenie nie wystarczą. Liczy się połączenie zdolności do wyżywienia ludności, dostępu do energii i surowców, sprawnych instytucji oraz infrastruktury pozwalającej utrzymać podstawowe usługi i porządek. Ważne są też mniejsza zależność od importu i położenie, które może ograniczać bezpośrednie skutki części katastrof. Dlatego najlepiej przygotowane nie muszą być państwa największe ani najbogatsze.
Na mapie państw najlepiej przygotowanych na globalny kryzys wyraźnie wybija się Australia. W analizowanej przez badaczy literaturze najczęściej pojawia się jako przykład miejsca odpornego na różne scenariusze katastrofy. Decyduje o tym rzadkie połączenie geograficznego oddalenia, dostępu do zasobów, możliwości produkcyjnych i stabilnych instytucji.
Żadne pojedyncze miejsce na Ziemi nie jest odporne na wszystkie globalne ryzyka katastroficzne, ale Australia jest krajem najczęściej wskazywanym jako odporny
– podkreślają autorzy analizy.
Australia jest dużym, odizolowanym lądem na półkuli południowej. Otaczające ją oceany łagodzą wahania temperatur, a położenie ułatwia kontrolę granic w czasie pandemii. W razie wojny nuklearnej kraj byłby też relatywnie mniej narażony na bezpośrednie uderzenia oraz na najsilniejsze ochłodzenie, które według badaczy byłoby najsilniejsze przede wszystkim na półkuli północnej.
Ma też rozwinięte rolnictwo, dostęp do surowców i potencjał przemysłowy. Dzięki temu nawet podczas poważnych zakłóceń może łatwiej utrzymać produkcję żywności oraz działanie części kluczowej infrastruktury.
Australia nie jest jednak samowystarczalną twierdzą. Nadal zależy między innymi od importu paliw, leków i nawozów. Jak czytamy w analizie, nawet w jej przypadku „współpraca międzynarodowa i handel są niezbędne”. Miano najbezpieczniejszego kraju na świecie nie oznacza więc miejsca wolnego od ryzyka, lecz państwo mające w wielu scenariuszach relatywnie więcej atutów, by ograniczyć skutki katastrofy.
Australia nie jest jedynym państwem, które w analizowanej literaturze uznano za relatywnie odporne na globalne zagrożenia. Każde z pozostałych ma jednak inny zestaw atutów i słabości.
Nowa Zelandia ma korzystne położenie na półkuli południowej, jest relatywnie odizolowana i dysponuje możliwościami produkcji żywności. Jej słabszą stroną pozostają jednak mniejsza baza przemysłowa i zależność od importu.
Islandia korzysta z izolacji i energii geotermalnej, ale leży daleko na północy, gdzie zima nuklearna mogłaby przynieść silniejsze ochłodzenie. Japonia łączy wyspiarską geografię z rozwiniętym przemysłem, lecz jej gospodarka pozostaje mocno związana z globalnym handlem.
W przypadku Szwajcarii kluczowe są inne czynniki. Kraj nie ma przewagi wynikającej z oddalenia od reszty świata, ponieważ leży w centrum Europy. Jego atutami są za to stabilne instytucje, wysoka jakość rządzenia, stosunkowo niewielkie nierówności oraz dostęp do energii wodnej. Autorzy przeglądu wymieniają ją – obok Urugwaju – jako przykład państwa, które może być relatywnie dobrze przygotowane na długotrwałe zakłócenia infrastruktury.
Brazylia i Argentyna mogą mieć z kolei przewagę w scenariuszach gwałtownego ochłodzenia klimatu, które uderza w światowe rolnictwo. Dysponują dużymi obszarami uprawnymi, produkują dużo żywności i mają stosunkowo długi sezon wegetacyjny. To jednak za mało, by mówić o pełnej odporności na globalny kryzys. Liczą się też stabilne instytucje, sprawna infrastruktura i zdolność państwa do łagodzenia napięć społecznych.
Raport nie tworzy pełnego rankingu państw, dlatego na jego podstawie nie da się rzetelnie określić pozycji Polski ani uznać jej za kraj szczególnie bezpieczny bądź szczególnie zagrożony. Wskazuje jednak czynniki, które mogą zwiększać lub osłabiać jej odporność na globalny kryzys.
Do atutów Polski należą duża produkcja żywności, zaplecze przemysłowe, rozbudowana infrastruktura i działające instytucje państwowe. Znaczenie mają też stosunkowo duży rynek wewnętrzny oraz członkostwo w Unii Europejskiej i NATO. W kryzysie mogą one ułatwiać współpracę z innymi państwami, dostęp do wsparcia i koordynację działań.
Słabszą stroną jest położenie w lądowej części Europy i silne powiązanie z europejską gospodarką, transportem oraz systemami energetycznymi. W długotrwałym kryzysie problemy z handlem oraz dostawami paliw, nawozów, części zamiennych i energii mogłyby utrudnić utrzymanie produkcji oraz podstawowych usług.
Szczególnie trudny byłby scenariusz wojny nuklearnej. Członkostwo w NATO zwiększa bezpieczeństwo Polski dzięki odstraszaniu i mechanizmom wspólnej obrony, ale jednocześnie nadaje jej strategiczne znaczenie w ewentualnym konflikcie. Mogłoby to zwiększać ryzyko bezpośrednich skutków wojny i ataków na infrastrukturę. Dodatkowym problemem byłyby konsekwencje klimatyczne: spadek temperatur, mniej światła słonecznego i gorsze warunki dla rolnictwa.
Badanie nie wskazuje jednego państwa, do którego warto byłoby uciekać w razie globalnej katastrofy. Pokazuje raczej, że odporność buduje się na długo przed kryzysem – poprzez bezpieczeństwo żywnościowe, zróżnicowane źródła energii, sprawną infrastrukturę, możliwości produkcyjne oraz instytucje cieszące się zaufaniem obywateli.
Australia wyróżnia się, ponieważ łączy wiele z tych cech. Nie oznacza to jednak, że jest całkowicie odporna na globalną katastrofę. W świecie zależnym od handlu, technologii i globalnych łańcuchów dostaw nawet duża odległość od innych państw nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa.
Przeczytaj również: Najgorszy wynik w historii. Zegar Zagłady pokazuje 85 sekund do północy
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Humanizm
23 września 2026

Zmień tryb na ciemny