Niebezpieczna strona internetowych „gier”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
(Ikon Images/East News)
Przeczytanie artykułu zajmie około 5 minut

Pamiętam czasy, kiedy po szkole umawialiśmy się na boisku czy na trzepaku i do wieczora ganialiśmy się w kółko. Zazdroszczę sobie takiego dzieciństwa

Czas wolny był polem dla naszej wyobraźni, która nie pozwalała na nudę. W gronie rówieśników uczyliśmy się, jak nawiązywać relacje, rozwiązywać spory i kombinować, jak tu dziś nie wrócić za wcześnie do domu. Dziś zerkam na młodych ludzi, którzy po zajęciach pędzą na korepetycje albo do domu odrabiać prace domowe, a wolny czas spędzają w internecie. Sieć zastępuje wszystko to, co kiedyś musieliśmy wykreować sami, i stawia przed młodymi ludźmi nowe wyzwania, ale też kolejne niebezpieczeństwa.

Obecnie niemal każde dziecko w Polsce wie, czym jest Niebieski wieloryb czy laleczka Momo. Gry, wyzwania, które mrożą krew w żyłach. Na stronach Ministerstwa Edukacji Narodowej czytamy kolejne ostrzeżenia, dołączają do nich powiatowe komendy policji, kuratoria i szkoły. Media donoszą co jakiś czas, że kolejne niebezpieczne wyzwanie zebrało krwawe żniwo i dociera do Polski. Czym są? Skąd się biorą? A przede wszystkim, jak możemy chronić przed nimi nasze dzieci?

Niebieski wieloryb

Przez 50 dni uczestnicy muszą wykonywać zadania zlecone przez osobę prowadzącą. Samookaleczanie, myślenie o rzeczach negatywnych, oglądanie horrorów, psychodelicznych filmików, unikanie snu, a w końcowym efekcie popełnienie samobójstwa.

„Opiekun”, który wyznacza kolejne wyzwania, buduje najpierw zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Ale kiedy chcesz przerwać grę, grozi, że udostępni twoje dane w internecie, opublikuje kompromitujące zdjęcie, skrzywdzi twoich najbliższych. Jest to swoista gra psychologiczna, która wymaga pełnego zaangażowania, a stosowane w niej mechanizmy prowadzą do depresji i emocjonalnego rozpadu.

Śledczy aresztowali mężczyznę podejrzanego o organizowanie gry w Niebieskiego wieloryba, po tym jak 14-latka z Czelabińska w Rosji usiłowała popełnić samobójstwo (EAST NEWS)

Laleczka Momo

W podobny sposób działa Momo, lalka o demonicznej twarzy kobiety i tułowiu kurczaka. Przerażający uśmiech, wyłupiaste oczy, kurze łapki – postać niczym z horroru. Laleczka Momo zaprasza cię do grona znajomych, a następnie wysyła pytanie: „Czy chcesz się ze mną pobawić?”. Uczestnik dostaje kolejne wyzwania do wykonania, które przybierają coraz bardziej niebezpieczne formy.

Lalka wysyła wiadomości zazwyczaj w nocy, kontakt staje się coraz bardziej agresywny. Gracz otrzymuje pogróżki, przerażające zdjęcia i filmy. Dołączenie postaci do kontaktów skutkuje zainfekowaniem urządzenia wirusem, który wydobywa nasze prywatne dane. Posługując się tymi informacjami, Momo grozi, że jeżeli nie wykonamy zadania, wykorzysta nasze dane i skompromituje nas w sieci.

Kim jest Momo? Wiadomo tylko tyle, że posługuje się skradzionym wizerunkiem. Sama postać jest dziełem stworzonym przez Midori Hayashiego, specjalistę od efektów specjalnych. Rzeźba została wystawiona w Tokio w 2016 r. pod nazwą „Mother Bird”, a jej zdjęcia obiegły niemal cały świat. Nie miała ona jednak nic wspólnego z popularną grą.

„Nie ma wątpliwości, że zarówno Momo, jak i wieloryb to zjawiska bardzo niebezpieczne” – tłumaczy Łukasz Wojtasik, koordynator programu „Dziecko w sieci” w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. „Natomiast ich działanie nie jest takie, jak opisują to obecnie media. Za tymi wyzwaniami nie stoi żadna grupa przestępcza. Tak działa internet”dodaje.

„Ktoś wrzuca nieprawdziwą informację z głupoty, żeby zaistnieć w sieci, zrobić zamieszanie; ktoś to podłapuje i opisuje, dodając nowe informacje. Narracja wokół tego narasta, wszyscy o tym mówią, a następnie nasze dziecko natrafi na artykuł, w którym wydrukowane jest 50 zadań niebieskiego wieloryba” – tłumaczy Wojtasik.

Według niego z powodu skali opisywania zjawiska zawsze znajdzie się jakiś młody człowiek, który nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami i który będzie podatny na takie działania. „Będzie miał potrzebę zaistnienia w grupie rówieśniczej, będzie chciał być zauważony przez rodziców, więc wytnie sobie taki znak wieloryba na ręce. I tu pojawia się pytanie, czy to dziecko to zrobiło, bo wzięło udział w takim wyzwaniu, czy po prostu nie radzi sobie z otaczającym je światem” – zaznacza.

Laleczka Momo (INSTAGRAM)

„Wśród wszystkich znanych mi przypadków raczej ma miejsce ta druga sytuacja. Nagłaśniając i powielając takie informacje, sami kreujemy rzeczywistość i sprawiamy, że wieloryb i laleczka stają się prawdziwie niebezpieczne” – ocenia Wojtasik.

Ciężko znaleźć rzetelne informacje na temat źródeł i początków takich wyzwań. Zarówno wieloryb, jak i laleczka Momo zaczęły żyć swoim własnym życiem. Były przedmiotem żartu, prowokacji i z każdą kolejną opisywaną śmiertelną historią stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Wieloryb stał się synonimem samotności i problemów, z którymi młodzi ludzie nie potrafią sobie poradzić. Kolejne challenge’e dawały poczucie przynależności do grupy, poczucia, że nie jesteśmy sami. Z drugiej strony, stały się źródłem, które z łatwością podchwytują osoby chcące zaistnieć w sieci.

„Tak działają fake newsy. Podchwytują je mainstreamowe media i tak się niestety zaczyna. Trudno powiedzieć, że tych «gier» nie ma w internecie. Bo najpierw ich nie ma, potem robi się szum i już są. Mają siłę viralową i niestety mogą trafić na podatny grunt. Wykorzystywane są również przez różnych dewiantów, których w sieci jest przecież niemało. To nie jest żadna sztuka, aby ściągnąć zdjęcie Momo z Internetu i zacząć się pod nią podszywać” – komentuje Łukasz Wojtasik.

Ekspert podkreśla, że właśnie dlatego o tych niebezpieczeństwach w sieci należy „ostrożnie mówić”. „Nie straszyć nimi dzieci i rodziców, nie wysyłać alarmistycznych maili do szkół i kuratoriów, jak zrobiło to swego czasu Ministerstwo Edukacji Narodowej. Tym sposobem wzmacniamy tylko siłę tych challenge’ów” – dodaje.

Zdaniem Wojtasika rodzice, opiekunowie oraz dzieci powinni być uczeni krytycznego podejścia do tego, co znajduje się w sieci. „Ale najważniejsze jest budowanie u dzieci poczucia wartości. Bo jeżeli takie dziecko usłyszy od nas, że jest atrakcyjne, kochane, jedyne w swoim rodzaju, to nie będzie miało potrzeby szukania potwierdzenia swojej wartości w sieci. A nawet jeżeli natknie się na jakąś niebezpieczną grę, wyzwanie, to jeżeli będzie miało do nas zaufanie, najpierw z nami o tym porozmawia” – przekonuje.

Co zrobić, by dzieci uniknęły niebezpieczeństw w sieci?

„Gry, o których tu mówimy, wzbudzają zainteresowanie, ponieważ przekraczają pewne bariery i stanowią niebezpieczeństwo dla grających w nie uczestników” – mówi Danuta Wieczorkiewicz, psycholog, seksuolog z Fundacji Zobacz… JESTEM. „To, co nas, dorosłych, przeraża, ciekawi dzieci i młodzież, być może dlatego, że zakazany owoc najlepiej smakuje. Zjawisko takich wyzwań nie jest jednak niczym nowym, a zawrotną karierę zawdzięcza powielaniu niesprawdzonych informacji. To my nadajemy im rozgłos i wartość. Dlatego tak ważne jest, aby mówić o tym mądrze” – dodaje.

W 2013 r. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała raport „Zagrożenia związane z korzystaniem z internetu przez młodzież”. Czytamy w nim, że co piąty nastolatek widział portale z samookaleczaniem się, a co szósty zapoznał się z poradnikami dotyczącymi odbierania sobie życia. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale główne źródło tkwi w tym, że młodzi ludzie mają problem z samooceną i nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Wzorców, których nie mogą znaleźć w swoim otoczeniu, szukają więc w sieci. Badania pokazują, że aż 2 proc. dzieci w wieku przedszkolnym choruje na depresję, w szkołach podstawowych jest to 4 proc., w szkołach ponadpodstawowych – 20 proc.

„Na początku w rozwoju dziecka pojawia się bardzo silna symbioza z rodzicem. Następnie, w przedszkolu i szkole, dziecko zamienia rodzica na innego idola. Z czasem na wartości zyskuje grupa rówieśnicza. Jest to czas w życiu młodego człowieka, w którym pojawia się bunt wobec rodzica, często komplikowany różnego rodzaju konfliktami” – tłumaczy Danuta Wieczorkiewicz.

„Jeżeli rówieśnicy grają w niebieskiego wieloryba, dzieci, które chcą mieć swoje miejsce w tej grupie, również będą w niej uczestniczyć. Pojawiają się pierwsze symptomy depresji i myśli samobójcze. Prowadzone przez Fundację Zobacz… JESTEM warsztaty w szkołach pokazują, że w każdej klasie jest przynajmniej jedna osoba, która się sama okalecza. Dochodzą do tego uzależnienia, przemoc rówieśnicza i inne kłopoty. Być może te niebezpieczne zabawy traktowane są przez dzieci jako pewnego rodzaju ucieczka od codzienności i swoich problemów” – podkreśla.

Przed internetem nie uciekniemy. Kolejne gry i wyzwania będą się pojawiać. Ale to, czy nasze dzieci będą narażone na ich działanie, zależy głównie od nas samych. Badania pokazują, że dzieci mające dobry kontakt z rodzicem, które są wychowywane w wysokim poczuciu własnej wartości i którym stwarza się możliwość nawiązywania relacji w grupie rówieśniczej, w której mogą czuć się dobrze i bezpiecznie, są mniej narażone zarówno na rozwój zaburzeń nastroju, uzależnienia, jak i na udział w niebezpiecznych działaniach. Kluczem jest nasze zainteresowanie i czas, który poświęcamy naszym pociechom. Często sami jesteśmy zmęczeni, mamy swoje problemy i wolimy nie widzieć, że dziecko zachowuje się inaczej i straciło radość życia. Niestety, jeżeli my nie zareagujemy, zrobi to za nas internet.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Dorota Laskowska

Dorota Laskowska

Dziennikarka, autorka reportaży i wywiadów o tematyce społecznej. W życiu prywatnym i zawodowym kieruje się zasadą, że dobre rzeczy inspirują.