Prawda i Dobro
Wspólnota zamiast chaosu. Katastrofa odsłoniła coś zaskakującego
02 maja 2026

W świecie, w którym liczą się lajki i rozgłos, pomoc coraz częściej przypomina towar. Tym bardziej poruszają historie sprzed dziesięcioleci. O ludziach, którzy po prostu nie potrafili przejść obojętnie.
W studiu telewizyjnym siedzi starszy, cichy mężczyzna. Wygląda całkiem zwyczajnie. Nie ma w nim nic tajemniczego, zagadkowego. Ot, człowiek z sąsiedztwa. Nagle prowadząca program prosi, by wstali ci spośród siedzących na sali, którzy zawdzięczają mu życie. I wtedy wokół mężczyzny zaczynają podnosić się ludzie. Dorośli. Wzruszeni spotkaniem po latach. To ci, którzy przed laty byli dziećmi, gdy pomógł im uciec z Czechosłowacji do Wielkiej Brytanii, ratując przed niemieckim, nazistowskim terrorem. Ta historia Nicholasa Wintona jest wzorowym przykładem pomocy bez rozgłosu.
Czy przyzwoitość potrzebuje publiczności, żeby w ogóle zaistnieć? Dziś łatwo uwierzyć, że pomoc zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś ją pokaże, opisze i puści dalej w sieć. A jednak jest też inna perspektywa. Historia jednego człowieka przypomina, że dobro nie potrzebuje głośnej reklamy. Że pomoc bez rozgłosu, cicha i pozostająca w cieniu, potrafi znaczyć więcej niż ta liczona w lajkach i słowach uznania.
Cofnijmy się nieco w czasie. Grudzień 1938 roku. 29-letni brytyjski makler właśnie przygotowuje się do wymarzonego wyjazdu do Szwajcarii. Jego plany przekreśla nagła prośba jego przyjaciela, który pyta, czy mógłby przyjechać do Pragi. Chodzi o pomoc przy rejestracji uchodźców. Nie pytając o szczegóły Nicholas Winton pojawia się w Pradze. Nie wie jeszcze, że w ciągu kilku miesięcy pomoże uratować setki dzieci.
W Pradze zobaczył żydowskie rodziny, które próbowały wywieźć stamtąd dzieci, zanim Europa utonie w wojennym okrucieństwie. Wielka Brytania dopuszczała przyjazd dzieci, ale stawiała zarazem trudne warunki: trzeba było znaleźć dla nich rodziny, zebrać pieniądze, zdobyć dokumenty i zorganizować podróż. Winton zaczął działać z niezwykłą skutecznością. Pomagał w rejestracji maluchów, szukał brytyjskich rodzin, zabiegał o gwarancje finansowe i dokumenty.
Pracuję według zasady, że jeśli coś nie jest niemożliwe, to musi istnieć sposób, żeby to zrobić.
– powiedział później Winton.
Dzięki jego zaangażowaniu w ciągu kilku miesięcy pociągami bezpiecznie przetransportowano 669 dzieci żydowskiego pochodzenia. On sam o tym nikomu nie wspomniał. Sprawa wyszła na jaw dopiero w 1988 roku, kiedy jego żona znalazła na strychu zeszyt z danymi uratowanych dzieci, ich rodziców oraz nowych brytyjskich rodzin. Historię Nicholasa Wintona opisywano później w biografiach i opracowaniach, a w 2023 roku powstał film One Life, inspirowany jego życiem. W rolę starszego Wintona wcielił się w nim Anthony Hopkins.
Wszyscy myślą, że moja historia powinna być naznaczona heroizmem, ale nie było żadnego ryzyka dla mnie samego.
– mówił skromnie Brytyjczyk.
Życie jednego człowieka, które tak bardzo wpłynęło na setki innych. Czynił dobro bez świadków, po cichu, a mimo to na ogromną skalę. Historia zna wiele takich opowieści.
W Budapeszcie Giorgio Perlasca, włoski przedsiębiorca handlujący mięsem, wcześniej zagorzały sympatyk faszyzmu, w obliczu ogromu zła, które zobaczył na własne oczy, w pewnym momencie wybrał zupełnie inną drogę. Podszywając się pod hiszpańskiego dyplomatę, wystawiał sfałszowane dokumenty i organizował schronienia. A to pozwoliło ocalić przed deportacją tysiące Żydów w czasie II wojny światowej.
Przykładów cichych bohaterów nie musimy szukać wyłącznie za granicą. Grupa polskich dyplomatów m.in.: Aleksander Ładoś, Konstanty Rokicki, Stefan Rynkiewicz, Juliusz Kühl i inni – nazwani później Grupą Ładosia – wyrabiała fałszywe paszporty państw Ameryki Łacińskiej np. Paragwaju, Hondurasu, Haiti i Peru.
Dokumenty trafiały do Żydów w okupowanej Europie. Polscy dyplomaci robili to bezinteresownie, po kryjomu wykorzystując biurokrację przeciwko bezdusznemu, nazistowskiemu systemowi. Dzięki nim ponad 10 tysięcy Żydów zostało ocalonych przed wywózką do niemieckich obozów zagłady. Wielu z nich przeżyło II Wojnę Światową.
Na podstawie badań naukowych postawę heroicznych czynów można tłumaczyć w różny sposób. Jedni wskazują na wartości, na wychowanie czy poczucie odpowiedzialności. Jeszcze inni – jako odpowiedź na uświadomienie sobie, że życie człowieka ma swój kres. Psychologia sugeruje też, że niekiedy w obliczu wojny lub zagrożenia utraty życia ludzie często pragną zrobić coś, co po nich pozostanie. Zaczynają dominować ich moralne wartości.
A historie tych bohaterów pokazują, jak pomagać innym. Nie musi to być wielki gest pokazany światu. Czasem zaczyna się od cichej decyzji: skoro można coś zrobić dobrego, trzeba spróbować.
Warto przeczytać: Jacek Piekara o pamięci pokoleń: Bez korzeni porwie nas każdy wiatr
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: