Umarł Bond, niech żyje Bond. Ale jaki?

mężczyzna poprawia muchę w smokingu myśląc jaka będzie przyszłość jamesa bonda

James Bond zawsze dostosowywał się do swoich czasów. Jednak dziś, w erze dekonstrukcji tożsamości i kryzysu zachodniej wspólnoty, nawet filmowy superagent ma problem. Jaka jest przyszłość Jamesa Bonda i czy go naprawdę potrzebujemy?

Przyszłość Jamesa Bonda: nowy szpieg na nowe czasy

Producenci nowej odsłony serii znów każą czekać – nie tylko na film, ale nawet na nowego odtwórcę roli. Ta zwłoka nie dziwi. Coraz trudniej określić, czym ta kultowa postać jest dzisiaj. Ostatecznie jednak Bond zawsze bywał tym, kim chciała go akurat widzieć publiczność. Fanom agenta musi na razie wystarczyć gra, której premiera planowana jest pod koniec maja.

Filmy o Jamesie Bondzie to w kinowym świecie coś na kształt świętych tekstów. Denis Villeneuve, reżyser nowego filmu, mówił wprost:

„Dorastałem z ojcem na filmach o Jamesie Bondzie, od czasów Doktora No z Seanem Connerym. Jestem zagorzałym fanem Bonda. Dla mnie to święte terytorium. Zamierzam uszanować tę tradycję i otworzyć drogę dla wielu nowych misji.”

Do inspiracji postacią i stylem bondowskiej serii przyznawali się tacy twórcy jak Christopher Nolan, Quentin Tarantino czy Steven Spielberg. Wszyscy na jakimś etapie kariery wyrażali chęć nakręcenia filmu o agencie 007. A ich własne dzieła nosiły wyraźne ślady tej inspiracji.

Bond jako zwierciadło epoki

James Bond stał się czymś więcej niż rozrywką. Przez sześćdziesiąt lat trwania serii (pierwszy film pochodzi z 1962 roku, ostatni jak dotąd – z 2021) był odbiciem epoki, wzorców męskich fantazji, technologicznych nowinek i – w mniejszym stopniu – politycznego klimatu swoich czasów.

Po upadku komunizmu widzowie czekali sześć lat na nową odsłonę z Pierce’em Brosnanem w GoldenEye. Wydawałoby się, że problemem był brak wroga dla Bonda po zimnej wojnie. Jednak nawet w jej trakcie agent 007 nie był szczególnie antykomunistyczny. Bronił wprawdzie porządku, w którym cywilizacja zachodnia dominuje, ale z sowieckimi służbami (a zwłaszcza ich przedstawicielkami) często współpracował, by odeprzeć wspólne zagrożenie.

Inaczej rzecz się miała w oryginalnych powieściach Iana Fleminga – Bond mierzył się tam z organizacją Smiersz, a na kartach książek pojawiała się nawet autentyczna postać jednego z szefów tej kontrwywiadowczej struktury, generała Iwana Sierowa, także wysokiego oficera NKWD, który odegrał ponurą rolę w polskiej historii. W późniejszych opowiadaniach entuzjazm Bonda – i pewnie samego Fleminga – dla amerykańskiej retoryki zimnowojennej słabł. Bohater formułował nawet opinie sympatyzujące z Fidelem Castro.

Zmienne polityczne oblicze agenta 007

Polityczne oblicze Bonda odzwierciedlało więc aktualną politykę zagraniczną Wielkiej Brytanii, a czasem też jej wewnętrzne nastroje. Dlatego Bond w dobie Brexitu był bardziej skierowany na „wroga wewnętrznego” w samym MI6 niż na zewnętrzne zagrożenia dla świetności dawnego imperium.

Zmienił się też obyczajowo. Z typowo patriarchalnego wzorca przeszedł ku nowym poziomom uczuciowego zaangażowania. Kobiety przestały być w filmach traktowane przedmiotowo i protekcjonalnie – coraz częściej stawały się równymi partnerkami w akcji i w życiu.

James Bond w wykonaniu Daniela Craiga nie bał się zakochiwać i kilkukrotnie nawet płakał (wcześniej zrobił to tylko George Lazenby w swoim jedynym występie w W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości z 1969 roku, a powodem była tragiczna śmierć żony z ręki arcywroga Blofelda).

Śmierć Bonda i kryzys wiary w cywilizację

W ostatnim filmie Bond został ostatecznie uśmiercony – jakby postać szpiega na usługach rządu walczącego o cywilizację nie była już potrzebna. Albo jakby znikła wiara w sens obrony tej cywilizacji. W pewnym momencie szef Bonda mówi zresztą wprost, że celem jego pracy jest wiara w… „to”, wskazując z cynicznym grymasem na biurowce i kawiarnie wokół. Nie chodzi więc o żadną wizję człowieka i kultury, lecz po prostu o trwanie systemu, który w realnym świecie jest w kryzysie i podlega ideologicznym atakom z zewnątrz i ze środka.

Bond a tożsamość w erze „woke”

Do tego dochodzi kwestia tożsamości Bonda w erze ideologii typu woke, problemu migracji i zmieniającej się świadomości Brytyjczyków. Znakomicie uchwycili to twórcy satyrycznego serialu Bait. Opowiada on o Brytyjczyku pakistańskiego pochodzenia, który kandyduje do roli agenta 007. To także echo medialnych spekulacji, że następny Bond mógłby być czarnoskóry albo nawet przestać być mężczyzną (w ostatnim filmie z Craigiem agentką 007 jest czarnoskóra kobieta).

Bohater miniserialu, który dąży do tego, by stać się „ikoną białych mężczyzn”, musi zmierzyć się z pytaniem, kim sam jest. Zderza się z utartymi przyzwyczajeniami mainstreamu, z własną społecznością, która zarzuca mu zdradę i pragnienie „stania się białym”. Wreszcie z samym zagadnieniem, co to znaczy być Brytyjczykiem.

Zwycięstwo osiąga dopiero wtedy, gdy akceptuje swoją rzeczywistą tożsamość. Gdy nie chce już wypowiedzieć kultowego: „My name is Bond. James Bond”. Jest Pakistańczykiem i jest Brytyjczykiem. Bo taka jest dziś Wielka Brytania – zdają się mówić twórcy serialu.

Bond jako spoiwo wspólnoty

Samo nazwisko Bond niesie zaskakujące skojarzenia. „Bond” oznacza więź, spoiwo. Już w latach 60. Umberto Eco w swoim słynnym eseju o Bondzie pokazał, że cała seria zbudowana jest na prostych przeciwieństwach: Bond kontra złoczyńca, wolny świat kontra wróg, obowiązek kontra przyjemność. To właśnie ta sztywna, powtarzalna maszyna narracyjna spajała widza z wyobrażoną wspólnotą Zachodu.

Bond działał „ku pokrzepieniu serc” – po utracie imperium Wielka Brytania i jej kultura wciąż miały światowy zasięg. Premiery filmów odbywały się z udziałem królowej. Bond cementował poczucie wspólnoty.

Czy to oznacza, że „prawdziwy” James Bond już naprawdę umarł? Dla Kingsleya Amisa w książce The James Bond Dossier Bond to tak naprawdę… urzędnik państwowy, który pracuje dla swojego kraju. Uosabia wartości przeciętnej klasy średniej i walczy z zagrożeniami dla stabilności takiego życia. Ale to było ponad pół wieku temu.

Przyszłość Jamesa Bonda w XXI wieku

Jaki więc będzie James Bond na drugie ćwierćwiecze XXI wieku? Bond w dobie deglobalizacji i napięć międzynarodowych, kulturowych przemian cywilizacji zachodniej i toczących się wokół nich konfliktów? Czy będzie tylko bawił? Czy powie, kim jesteśmy? Tym razem opowie nam o tym Francuz – i to też jest znak czasów.

Przeczytaj także: Jak jeden film potrafi zmienić nasze decyzje? Badacze są zaskoczeni


Nowy numer kwartalnika „Holistic News” 2/2026 już dostępny

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.