Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Bez telefonu w szkole. Ochrona dzieci czy iluzja kontroli?

Uczeń stojący przy oknie z telefonem w ręku, którego czeka zakaz telefonów w szkole od nowego roku

Zakaz telefonów w szkole od września 2026 roku ma wyciągnąć dzieci z ekranów – przynajmniej na kilka godzin dziennie. Tyle że problem nie rodzi się w szkolnej ławce, tylko w domu, na podwórku i w głowach dzieci. Eksperci, dane i doświadczenia z innych krajów podpowiadają: zakaz to dopiero początek. Bez edukacji i zmiany kultury może pozostać jedynie symbolicznym gestem.

Zakaz telefonów w szkole

Polski Sejm pracuje nad przepisami, które mają od 1 września 2026 roku wprowadzić zakaz korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń komunikacyjnych przez uczniów szkół podstawowych. Zakaz obowiązywałby podczas pobytu na terenie szkoły, także w czasie przerw i części zajęć organizowanych poza placówką.

To nie jest tylko kolejna techniczna zmiana prawa oświatowego. To odpowiedź dorosłych na narastające poczucie bezradności wobec kryzysu uwagi, przemęczenia bodźcami i pogarszającej się kondycji psychicznej dzieci.

Dlaczego telefony uznaje się za szkodliwe?

Przedstawiony w Sejmie raport „Internet dzieci 2026” pokazuje, że 81 proc. dzieci w wieku 7–14 lat regularnie korzysta z internetu. Średni czas spędzony w sieci wynosi w tej grupie 4 godziny i 25 minut dziennie. Najwięcej czasu dzieci spędzają na platformach streamingowych, podczas gdy na aktywności edukacyjne w sieci poświęcają średnio zaledwie 6 minut dziennie. Autorzy raportu zwracają też uwagę, że serwisy takie jak TikTok i YouTube wyznaczają rytm dnia najmłodszych, wpływając na ich uwagę, emocje i nawyki.

Liczne badania potwierdzają, że smartfony zakłócają rozwój poznawczy, emocjonalny i społeczny. Nadmierne używanie ekranów wiąże się z problemami ze snem, lękiem, obniżoną empatią i trudnościami w relacjach twarzą w twarz. Wielu ekspertów i nauczycieli alarmuje, że telefony stały się głównym źródłem rozproszenia na lekcjach i przerwach. Sama obecność telefonu obniża zdolności poznawcze. Uczeń, który ma telefon w zasięgu, gorzej koncentruje się na lekcji, zapamiętuje mniej i notuje mniej szczegółowo.

Dlatego właśnie zwolennicy zakazu telefonów w szkole mają rację przynajmniej w jednym: szkoła nie może udawać, że ten problem nie istnieje. Potrzebuje zasad. Potrzebuje granic. W końcu potrzebuje też ochrony przestrzeni, w której dziecko może choć przez chwilę nie być podłączone do niekończącego się strumienia treści.

Pozytywne przykłady

Za zakazem przemawiają też pozytywne przykłady z innych krajów. W Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy niektórych stanach USA zakazy przyniosły poprawę wyników wśród słabszych uczniów, zmniejszenie znęcania się nad uczniami i lepszy klimat szkolny.

Dyrektorzy szkół raportują zwiększoną interakcję między uczniami i wyższą uwagę na lekcjach. W tym sensie zakaz ma stworzyć bezpieczną, skupioną przestrzeń edukacyjną – wolną od komercyjnego wyścigu o uwagę.

Badania z innych systemów edukacyjnych pokazują jednak także coś jeszcze. Samo wyłączenie telefonów nie wystarcza, jeśli nie towarzyszy mu refleksja nad tym, co dzieje się z dziećmi po wyjściu ze szkoły. Poprawa koncentracji w klasie nie rozwiązuje problemu, jeśli zaraz po lekcjach rytm dnia znów wyznaczają niekończące się strumienie bodźców w sieci.

Nowy numer już jest!

Zakaz telefonów w szkole to za mało

Eksperci nie mają wątpliwości: sam zakaz telefonów w szkole nie rozwiąże problemu. Mówią o tym wprost autorzy raportu „Internet dzieci 2026”:

Choć niewątpliwie jakaś forma uregulowania obecności smartfonów w szkole jest konieczna, to dane pokazują, iż zakaz telefonów bez równoczesnych intensywnych działań edukacyjnych oraz nakierowanych na zaoferowanie dzieciom realnej alternatywy dla ekranów oznaczałby jedynie redukcję czasu ze smartfonem o kilkanaście procent, co nie rozwiązałoby najważniejszych problemów wynikających ze skali i sposoby korzystania z tych urządzeń przez dzieci.

W praktyce oznacza to coś dość niewygodnego dla polityków i opinii publicznej. Zakaz telefonów w szkole daje poczucie sprawczości głównie tam, gdzie dorośli mają władzę instytucjonalną – w murach szkoły. Tymczasem większa część cyfrowego życia dziecka toczy się poza szkołą. Odbierając dziecku telefon na kilka godzin, nie uczymy go jeszcze życia z technologią. Uczymy je raczej funkcjonowania w krótkiej strefie odłączenia.

Problemem nie jest tylko to, że dzieci mają telefony. Problemem jest to, że kultura cyfrowa kolonizuje ich uwagę wcześniej, głębiej i skuteczniej, niż potrafią na to odpowiedzieć szkoła i rodzina. A zakaz telefonów w szkole – choć może być potrzebny – często uspokaja bardziej dorosłych niż rzeczywiście chroni dzieci. Daje społeczne poczucie, że „coś zrobiono”, że państwo zareagowało, że szkoła odzyskuje kontrolę. Ale kontrola nad jednym wycinkiem dnia nie jest jeszcze rozwiązaniem cywilizacyjnego problemu.

Same regulacje nie wystarczą

Bardzo wyraźnie widać to w stanowisku SOS dla Edukacji. Eksperci nie negują zagrożeń związanych z telefonami, ale podkreślają, że same regulacje nie wystarczą. Że potrzebne są rozwiązania oparte na aktualnych danych, dialogu i odpowiedzialności. W ich rekomendacjach pojawiają się nie tylko ograniczenia, lecz także „edukacja, nie tylko regulacje”, „dialog i włączenie”, „mądre korzystanie”, „ciekawsza szkoła” i „rodzice jako sojusznicy”.

To bardzo ważne przesunięcie akcentu. Bo mówi, że dziecka nie da się ochronić samym zakazem, jeśli po drugiej stronie nie stoi atrakcyjny świat offline, świadomy dorosły i kultura, która nie kapituluje przed ekranem.

Od kontroli do wychowania

Spór o telefony jest więc sporem o model wychowania. Czy chcemy tylko usuwać z pola widzenia narzędzie, które rozprasza? Czy też chcemy wychowywać do dojrzałości w świecie, w którym technologia nie zniknie?

To drugie jest trudniejsze, bo wymaga cierpliwości, konsekwencji i przykładu dorosłych. Wymaga też uznania, że smartfon nie jest już dla dziecka wyłącznie przedmiotem. Jest środowiskiem społecznym, emocjonalnym i poznawczym. Jeśli szkoła ma naprawdę chronić dzieciństwo, musi nie tylko wyznaczać granice, ale też uczyć, jak z tych granic korzystać.

Dlatego zakaz telefonów w szkole może mieć sens wyłącznie jako fragment większej odpowiedzi. Jako narzędzie pomocnicze, a nie symboliczny lek na wszystko. Bez edukacji cyfrowej, bez rozmowy z rodzicami, bez odbudowy wartości nudy, skupienia i relacji twarzą w twarz, pozostanie raczej uspokajającym rytuałem dorosłych niż realną zmianą w życiu dzieci.

Przeczytaj również: Rośnie pokolenie AI. Kto naprawdę wychowuje te dzieci?


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.