Prawda i Dobro
Trzy razy sam na sam z oceanem. Ta walka nauczyła go jednego
22 kwietnia 2026

327 milionów złotych w rok. Tyle Polacy zapłacili za coś, co tylko udaje bliskość. Eksperci nie mają wątpliwości: to nie jest niewinna rozrywka, lecz mechanizm, który może niszczyć psychikę, relacje i poczucie własnej wartości.
Kilkanaście dni temu gwiazdą jednego z rozrywkowych programów prowadzących przez znanego medialnego celebrytę była „gwiazdka” erotycznego kanału OnlyFans. Sprawa błyskawicznie wywołała burzę w polskim internecie, a wśród komentarzy miażdżąco przeważały opinie, że to sprzyja normalizowaniu uprzedmiotowienia kobiet oraz traktowania emocji i bliskości jako towaru:
[…] Opowiadanie o tym w kategorii „przedsiębiorczości” to zwykłe współuczestnictwo w kulturze, która uczy dziewczynki i młode kobiety, że ich ciało jest produktem, a godność można przeliczyć na zasięgi i przelewy. […] Kiedy z seksualizacji, samotności i deficytów emocjonalnych robi się medialny „content”, to rachunek płacą młodzi ludzie, a nie celebryci.
– wytknęła na swoim profilu na FB, Krystyna Romanowska, dziennikarka i pisarka, autorka kilkudziesięciu książek i artykułów, w tym o relacjach międzyludzkich, publikowanych także na łamach Holistic News.
Nie podajemy personaliów ani nazwy programu, bo nie chcemy wzmacniać przekazu, który upraszcza człowieka do roli towaru.
327 000 000 złotych – właśnie tyle Polacy wydali w ciągu ostatniego roku na portalu OnlyFans, według raportu Wrapped 2025. To wzrost o 19 procent rok do roku, który daje Polsce 6. miejsce w Europie i 12. na świecie.
Problem w tym, że nie chodzi wyłącznie o treści dla dorosłych. Platforma sprzedaje iluzję intymnej relacji. To właśnie ona sprawia, że użytkownicy wracają, wydają coraz więcej i coraz trudniej się odcinają. Jak wskazuje analiza lekarki Johnelle Smith, specjalistki zajmującej się uzależnieniami, opublikowanej na AddictionResource.net ten mechanizm może prowadzić do problemów finansowych, pogorszenia relacji i obniżenia zdrowia psychicznego.
Takie opisy skutków uzależnienia od tego i podobnych portali, które tworzą iluzję bliskości i emocji w świecie online, regularnie pojawiają się w opiniach i analizach specjalistów. Coraz częściej podkreślają oni, że wpływ korzystania z OnlyFans na psychikę i zdrowie fizyczne jest poważny i dotyczy obu stron tej relacji. Z konsekwencjami mierzą się zarówno kobiety świadczące tam usługi, jak i mężczyźni, którzy z nich korzystają.
Czy można jednak, w trosce o dobro człowieka i społeczeństwa, wykorzystując instrumenty prawne, ograniczyć działanie tej platformy? I jak to zrobić? Bo to przecież nie chodzi o seks i seksualizację, wchodzenie w kwestię ludzkiej wolności i wyborów. Pojawia się natomiast zasadnicze pytanie o godność człowieka i o to, czy wolno nam, jako społeczeństwu, godzić się na system, który zamienia najintymniejszą sferę w toksyczny interes.
Choć został stworzony do zupełnie innych celów, dziś około 75 proc. publikowanych tam treści stanowi pornografia. Dla twórców to żyła złota, dla pracownic bardzo pozornie łatwy zarobek, a dla klientów wygodny sposób na zaspokojenie potrzeb. A tak naprawdę, jak zauważyli eksperci to złudzenie bliskości w wersji online. Złudzenie, bo platforma wykorzystuje podstawowe emocje użytkowników, gra na nich, manipuluje, wykorzystując mechanizmy, które wydają się „prawdziwe”.
Dla części mężczyzn to sposób na radzenie sobie z samotnością, lękiem czy niską samooceną. Tyle że to nie jest żadna prawdziwa relacja człowieka z człowiekiem.
Według badania aż 89 proc. użytkowników serwisu stanowią głównie biali, żonaci młodzi mężczyźni. Czego dokładnie tam szukają? Przede wszystkim zagłuszenia samotności.
Znany psycholog dr Tomasz Witkowski w rozmowie z portalem Holistic News wskazuje na jeszcze inny czynnik. Chodzi o anonimowość, dzięki której klient nie obawia się konsekwencji ujawnienia sekretu:
Można przypuszczać, że tego typu kontakty nie są przez samych użytkowników postrzegane jako rzeczywista zdrada partnera, ponieważ brakuje w nich fizyczności. Wydaje się również, że w sytuacji, gdy partner dowiaduje się o takich aktywnościach, konsekwencje ujawnienia tego faktu są prawdopodobnie mniejsze niż w przypadku odkrycia klasycznej zdrady fizycznej z inną osobą.
– dodał dr Witkowski.
Badania PubMed Central wykazało negatywny wpływ OnlyFans na psychikę. Korzystanie z „niebieskiej platformy” obniża poziom satysfakcji seksualnej oraz komunikacji w prawdziwych związkach. Poza tym zwiększa ryzyko zdrady. Zagłuszana samotność, lęk i niska samoocena powracają niczym bumerang po zakończeniu korzystania z platformy.
Bo przychodzi świadomość, że iluzja bliskości online znika, kiedy tylko kończy się opłacony czas. Najbardziej dotkliwe skutki erotyki online odczuwają same kobiety, które sprzedają swoje ciało, czas, a niekiedy też godność, świadcząc usługi najstarszego zawodu świata, choć w nowoczesnej formie.
OnlyFans to mająca destrukcyjne działanie platforma dla wielu z nich. Kobiety często doświadczają tam przemocy słownej ze strony klientów, żądań, na które się nie zgadzały, a także presji utrzymania klienta przez jak najdłuższy czas. Zasady działania portalu są dla nich niekorzystne. Muszą być w pełni dyspozycyjne, ponieważ nagradzana jest regularność. Część dochodów oddają zarządcom serwisu.
Ten rodzaj prostytucji, choć przyjmuje dziś nowoczesną formę, prowadzi do problemów, z którymi od lat mierzą się kobiety w tej branży. To poczucie uprzedmiotowienia, trudności z budowaniem zaufania, problemy w relacjach, kłopoty przy zmianie „zawodu”, a także napięcia w życiu rodzinnym. Nawet jeśli przez długi czas ukrywają, czym się zajmują, ryzyko ujawnienia stale rośnie.
Wyciek materiałów, ustalenie tożsamości i rozpowszechnienie treści poza platformą przestają być rzadkością i coraz częściej mają realne konsekwencje poza światem online. Dlatego wiele z tych kobiet po latach pracy zmaga się z poważnym obciążeniem psychicznym i ma trudność, by zacząć życie od nowa.
Eksploatacja tych kobiet, choćby przez konieczność tworzenia coraz ostrzejszych treści czy robienia wszystkiego, czego ci mężczyźni sobie zażyczą, żeby chcieli płacić dalej, jest wejściem w jakąś formę niewolnictwa. Warto dodać, że te dziewczyny często znieczulają się narkotykami, żeby móc ten ostry »kontent« kreować
– mówiła dr Magdalena Grzyb, kryminolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego na łamach portalu Holistic News
Ze względu na negatywne skutki korzystania z platformy zarówno dla klientów, jak i samych kobiet – wiele krajów ogranicza lub całkowicie zakazuje dostępu do OnlyFans. Jak informował w swoim serwisie Klub Jagielloński, jednym z takich krajów jest Szwecja, która w połowie 2025 roku nałożyła obostrzenia na platformę.
Szwedzi nie będą mogli kupować materiałów pornograficznych w serwisie, z wyjątkiem treści wyprodukowanych przed wprowadzeniem zakazu. Nie jest to też zakaz korzystania z tej platformy, a bardziej ogólnie – zakaz kupowania usług seksualnych za pomocą internetu.
Czy w takim razie nie da się ograniczyć destrukcyjnego wpływu tej platformy? Znany psycholog, Tomasz Witkowski, sugeruje, że możemy zrobić coś, co powstrzyma nas przed korzystaniem z toksycznej strony: to wzmocnienie naszej świadomości.
Tym, co sprawia, że partnerzy pozostają sobie wierni w swoich związkach, jest satysfakcjonujące życie seksualne, a prawdopodobnie nie tylko ono, ale szerzej – satysfakcjonująca relacja z drugim partnerem. To właśnie można uznać za najlepszą gwarancję tego, że ludzie nie będą szukali tego typu atrakcji poza związkiem.
– skwitował dr Witkowski w rozmowie z naszym portalem.
W odrzuceniu korzystania z serwisu nie chodzi o cenzurę ani ograniczanie wolności. Chodzi o coś znacznie bardziej niewygodnego: o uświadomienie sobie, że płacąc za uwagę, emocje i intymność drugiego człowieka, wspiera się system, który relacje międzyludzkie traktuje jako transakcje, a kobiety sprowadza do roli produktu.
To właśnie tu zaczyna się problem, bo wpływ OnlyFans na psychikę nie kończy się na chwilowej rozrywce, lecz sięga głębiej i zmienia sposób myślenia o bliskości oraz relacjach. Mechanizm, który początkowo wydaje się niewinny, łatwo przeradza się w uzależnienie, wzmacniane przez coś, co eksperci coraz częściej nazywają iluzją bliskości online. Ile jeszcze milionów złotych wydamy, by kupować coś, co tylko udaje bliskość i emocje, a tak naprawdę niszczy drugiego człowieka?
Warto przeczytać: Handel ciałem jako praca? To niesie skutki, o których się nie mówi
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
21 kwietnia 2026

Zmień tryb na ciemny