Nauka
Siedzisz długo przed TV? Skutki mogą być widoczne po latach
11 sierpnia 2026

Wojciech Kozioł, analityk do spraw bezpieczeństwa z portalu Defence24 i współautor książki „Wojna, której nie chcemy" (razem z Bartłomiejem Wypartowiczem) stwierdził w „Dobrym Podcaście Holistic", że wielu ludzi odpowiedzialnych w Polsce za schrony nawet nie wie, że te istnieją. Punktuje też polityków, którzy od 2020 r. nie są w stanie stworzyć polskiej strategii bezpieczeństwa.
Rozmowa zaczyna się od uspokojenia: ryzyko kinetycznego ataku na Polskę Kozioł ocenia nisko, w skali 1–2 na 10. Sam przyznaje przy tym, że wiara w to, że „jakoś to będzie”, jest głęboko wpisana w naszą polską mentalność. Im dłużej jednak trwa rozmowa, tym wyraźniej widać inny problem – nie chodzi o to, czy wróg zaatakuje, tylko o to, czy ktokolwiek w Polsce wiedziałby wtedy, co robić.
Kozioł wylicza bez ogródek: powódź w Kotlinie Kłodzkiej, pandemia, presja migracyjna na granicy z Białorusią – żadne z tych doświadczeń nie doczekało się realnej rewizji polskiej strategii bezpieczeństwa, która wciąż obowiązuje w kształcie z 2020 roku. Służbę zdrowia po pandemii ocenia wprost: w niektórych aspektach jest dziś gorzej. A negatywny odbiór społeczny jest tu spotęgowany dodatkowo tzw. aferą szpitalną.
Problem, jego zdaniem, leży w przepaści między deklaracją a przygotowaniem:
Niestety żyjemy w epoce informacyjnej, w epoce internetowej, gdzie wielu politykom się wydaje, że jak rzucą hasło na portalu X, na Facebooku, czy po prostu gdzieś w eter w mediach, to już można traktować jako obietnicę spełnioną
– zauważa analityk.
Podczas wykładu na Uniwersytecie Jagiellońskim Kozioł zapytał studentów, ile pełnoprawnych schronów jest w okolicy kampusu. Nikt nie znał odpowiedzi – a chodziło o trzy takie obiekty. Aplikacja pokazująca, gdzie jest schron w najbliższej okolicy, sygnalizuje te obiekty. To jednak nie jest rozwiązanie problemu, a jego początek:
Wentylacja takich pomieszczeń często ostatni raz widziała renowację czy wymianę za czasów Wojciecha Jaruzelskiego. Zdarza się też, że osoby, które de facto powinny tym zarządzać, nawet nie mają pojęcia, że ten schron w ogóle funkcjonuje
– mówi Kozioł.
Gdybyśmy poszli do losowej szkoły, gdzie taka aplikacja wskazuje nam ten schron, i zapytali o to dyrekcji, nie zdziwię się, jeśli taka osoba nie będzie miała pojęcia, że ten schron tam w ogóle istnieje. Może służyć jako składzik na miotły, jako miejsce, gdzie stare meble się odkłada – i nikt nie myśli o tym, żeby przywracać tam funkcję obronną.
Zanim jednak ktokolwiek zapyta, gdzie jest schron, warto – zdaniem Kozioła – mieć coś prostszego: podstawowe zapasy przygotowane na pierwsze godziny kryzysu. Służby ratunkowe posługują się horyzontem siedemdziesięciu dwóch godzin.
Te trzy doby to jest rzeczywiście okres, który daje dużo czasu na reakcję i niekiedy naprawdę te godziny ważą aż za dużo
– tłumaczy analityk.
Sam trzyma podstawowe dokumenty – dowód, paszport, prawo jazdy – oraz gotówkę w jednym miejscu, na wypadek ewakuacji albo paraliżu systemu bankowego. Świadomie nazywa to „skrzynką bezpieczeństwa”, nie „plecakiem ewakuacyjnym”: „Semantyka też kształtuje świadomość” – zauważa, bo plecak ewakuacyjny brzmi, jakby trzeba było uciekać z kraju, a skrzynka bezpieczeństwa oznacza przygotowanie się po prostu na trudniejszy dzień.

Najlepiej brać wzorce z miejsc, gdzie takie rzeczy już się sprawdziły – to są państwa skandynawskie, takie jak Finlandia czy Szwecja
– przekonuje Kozioł. Tam infrastruktura bywa projektowana od razu w podwójnym zastosowaniu: szkoła czy hala sportowa na co dzień, a w razie zagrożenia – miejsce schronienia.
Budynek automatycznie może zostać przekształcony, bo pozwala na to jego budowa, infrastruktura i konstrukcja – na przykład na szpital polowy
– tłumaczy Kozioł.
To rozwiązanie, jego zdaniem, nie wymaga przełomu technologicznego: „To nie jest trudne, potrzebna jest dobra wola, oczywiście większe nakłady” – przyznaje, ale dodaje, że taki koszt i tak się zwraca. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji dopiero od niedawna prowadzi konsultacje z Finlandią – a budowanie takiej odporności to, zdaniem Kozioła, nie kwestia roku czy dwóch, tylko dziesięcioleci pracy nad infrastrukturą i świadomością społeczną.
Kozioł zastrzega, że nie wszędzie Polska wypada tak samo słabo. Cyberbezpieczeństwo to obszar, w którym – jak podkreśla – nie ma powodów do niepokoju:
Polska jest w topce światowej, nawet nie europejskiej, a światowej – a codzienne dziesiątki tysięcy prób ataków są odpierane bez większych problemów.
Pytanie, gdzie jest schron, wciąż jednak częściej kończy się wzruszeniem ramion niż konkretną odpowiedzią – i to, zdaniem Wojciecha Kozioła, powinno się zmienić najszybciej.
Warto przeczytać: System „wie lepiej”. Tak oddajemy wolność za bezpieczeństwo




***
Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!
Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: