Humanizm
Żyć 150 lat? Tak miliarderzy i dyktatorzy chcą oszukać śmierć
09 maja 2026

Proroctwa i władza idą ze sobą w parze od tysięcy lat. Przepowiednie nigdy nie służyły wiedzy o przyszłości. Służyły władzy nad tymi, którzy w nie uwierzyli. Dziś tę rolę pełnią geopolityczne prognozy i algorytmy. Jaki jest skutek patrzenia na świat przez pryzmat przewidywań?
Carissa Véliz w książce Prophecy: Prediction, Power, and the Fight for the Future, from Ancient Oracles to AI (Doubleday, 2026) opisuje mechanizm proroctw i władzy, który powtarza się od tysięcy lat. Wyrocznia delficka mówiła wierszem – na tyle niejasnym, że każdy polityk mógł zinterpretować ją na swoją korzyść.
Jak zauważa Publishers Weekly w recenzji książki, kapłanki wyroczni były znane z przyjmowania łapówek w zamian za dogodne politycznie przepowiednie. Astrolodzy na dworach władców przepowiadali ruchy planet, ale ich prawdziwym zadaniem było uspokajanie królów.
W XIX wieku statystyka społeczna – jak pisze dalej PW – „legła u podstaw rozwoju nauki o rasach oraz powstania przemysłu ubezpieczeniowego”, czyli narzędzi do kategoryzowania ludzi i zarządzania nimi. Véliz nie twierdzi, że te przepowiednie były trafne. Wielu chybiało. Istotne było jednak to, że ktoś twierdził, iż wie, co będzie – i dzięki temu zyskiwał władzę.
Książka Véliz to opis odwiecznej fascynacji ludzkości przewidywaniem i jego związkach władzą.
Dziś tę samą rolę pełnią algorytmy i geopolityczne prognozy. Algorytmy rekrutacyjne, scoring kredytowy, prognozy policyjne nie dążą do prawdy. Przewidują, co jest prawdopodobną odpowiedzią na podstawie tego, co już widziały. Problem w tym, że różnica między prawdopodobieństwem a prawdą w odbiorze się zaciera. Im bardziej ufamy algorytmom, tym mniej decydujemy sami.
Obserwacje autorki pozwalają też na nowe spojrzenie na niektóre zjawiska. W ostatnich miesiącach obserwujemy wysyp geopolitycznych forecastów. Think tanki, agencje wywiadowcze, banki inwestycyjne i media prześcigają się w przepowiedniach na najbliższe lata. Większość z nich to ekstrapolacje trendów, oparte na założeniu, że przyszłość będzie podobna do przeszłości.
Wojna, kryzys, upadek gospodarczy – to sprzedaje się lepiej niż stabilność. Skrajnym przykładem są rynki predykcyjne, na których – jak opisywaliśmy w Holistic News – można było legalnie obstawiać termin wybuchu broni jądrowej, zarabiając na globalnej katastrofie.
Oczywiście, nie wszystkie prognozy są sobie równe. Analizy strukturalne – oparte na głębokich trendach – mogą zwiększać sprawczość czytelnika. Przykładem choćby George Friedman, który w 2009 roku przewidywał rosyjską inwazję na Ukrainę. To była analiza strukturalna, nie emocjonalna przepowiednia.
Tyle że trafność nie zmienia mechanizmu. Friedman sprzedawał swoje analizy – a kto kupuje prognozę, zyskuje narzędzie do kierowania decyzjami innych. Nie chodzi o to, czy prognoza jest „dobra” czy „zła”. Sam akt formułowania i sprzedawania prognozy (nawet strukturalnej) jest aktem władzy.
Popularne geopolityczne podcasty działają na podobnej zasadzie – formatują opinie i emocje społeczne, ustawiając oczekiwania na nieuchronność wojen czy kryzysów. Inny niż przewidziany obrót wydarzeń, choćby pozytywny, staje się w takim środowisku psychologicznie niepożądany.
Ten właśnie przemysł pop-prognoz nie tyle przewiduje przyszłość, ile produkuje emocje: strach, ekscytację, poczucie uczestnictwa w czymś wielkim. Rzadko dostarcza natomiast wiedzy, która zwiększałaby sprawczość odbiorcy.
Véliz wskazuje na pewną prawidłowość:im więcej ludzi ufa danej prognozie, tym większa szansa, że ich zachowania zaczną do niej upodabniać rzeczywistość. Nie znaczy to, że każda przepowiednia się spełnia. Oznacza to, że sama wiara w przepowiednię ma moc sprawczą – zmienia decyzje, wywołuje ruchy, przesuwa kapitał.
Gdy inwestorzy oczekują kryzysu, wycofują pieniądze, a kryzys rzeczywiście następuje. Gdy społeczeństwo wierzy w nieuchronność wojny, podejmuje działania, które mogą ją wywołać. Prognoza nie opisuje przyszłości – ona ją współtworzy. Mechanizm ten nie jest prawem fizyki. Jest odruchem społecznym. Lęk przed tym, co ma nadejść, potrafi zmienić rzeczywistość bardziej niż samo to, co ma nadejść.
Véliz obnaża paradoks wiary w prognozy. Przewidywania nie tyle zmniejszają ryzyko, ile je przesuwają. Zwykli ludzie płacą wyższe ceny za ubezpieczenia lub walczą z ubezpieczycielami o odmowy wypłat. Technologiczni miliarderzy budują luksusowe bunkry. Każda ze stron próbuje zabezpieczyć się przed przyszłością, którą przewidziała. Véliz dowodzi, że ucieczka od wspólnoty jest nieskuteczna. Indywidualne bunkry nie chronią przed rozpadem systemu.
Patrzenie na świat przez pryzmat przewidywań ma jeden zasadniczy skutek: osłabia sprawczość. Każda prognoza, która mówi, co się wydarzy, sugeruje, że człowiek nie ma na to wpływu. A im bardziej w to wierzy, tym bardziej prognoza staje się samospełniająca. To nie jest paradoks. To mechanizm władzy: kto formułuje prognozę, ten zyskuje narzędzie do kierowania zachowaniami innych – wywołuje panikę, usypia czujność, uzasadnia decyzje, które bez niej nie miałyby szansy na szerszą akceptację.
Véliz wskazuje alternatywę. Wiktoriański inżynier Joseph Bazalgette, projektując londyńskie kanały, nie próbował przewidzieć, kiedy przyjdzie powódź. Podwoił obliczone wymiary – nie dlatego, że spodziewał się konkretnej katastrofy, ale dlatego, że chciał być na nią gotowy. To filozofia odporności zamiast filozofii przepowiadania. Przygotowanie zamiast prognozy.
Różnica jest fundamentalna. Przepowiadanie koncentruje się na przyszłości i sugeruje, że jest się jej biernym odbiorcą. Przygotowanie koncentruje się na teraźniejszości i zakłada, że można na nią wpływać. Véliz nie proponuje rezygnacji z przewidywań jako takich. Proponuje odróżnienie sytuacji, w których prognoza służy poznaniu, od tych, w których służy władzy. I ostrożność wobec tych drugich.
Przeczytaj także: Gra w dehumanizację. Tak działa marketing wojny
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: