Prawda i Dobro
Trudniej im być blisko innych. Kluczowy jest czas przed porodem
09 października 2026

Po niemal 140 latach „Lalka” Bolesława Prusa wraca nie tylko na ekrany, ale też do pytań, które trudno uznać za XIX-wieczne. Ile naszych ambicji jest naprawdę naszych? Ile robimy dla miłości, a ile dla uznania? I co się dzieje, gdy całe życie zaczyna zależeć od cudzej oceny?
Na wszelkiego rodzaju forach i social mediach wojna polsko-polska o najnowsze interpretacje Lalki Bolesława Prusa trwa w najlepsze. Z jednej strony serialowa produkcja Netfliksa w reżyserii Pawła Maślony. Z drugiej: kinowa, prawie trzygodzinna wersja filmowa, w reżyserii Macieja Kawalskiego. W jednej i drugiej: wszyscy najlepsi i najbardziej rozpoznawalni polscy aktorzy. A w pamięci niektórych z nas jeszcze dwie poprzednie ekranizacje. Ta z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Hasa z Beatą Tyszkiewicz i Mariuszem Dmochowskim w rolach głównych oraz druga z 1977 w reżyserii Ryszarda Bera z Małgorzatą Braunek i Jerzym Kamasą. Jest o co się bić!
Kto lepiej wyczuł nastroje Prusa, która dama polskiego filmu lepiej oddała sylwetkę literackiej Łęckiej? Który wreszcie filmowy gentleman bardziej nas przekonał w roli Wokulskiego? Śledząc fora internetowe, widać wyraźnie, że emocje w dyskusji sięgają zenitu. A dwie najnowsze ekranizacje to już po prostu jak odpalenie granatu.
Może więc warto na chwilę powrócić do literackiego pierwowzoru i zapytać, czy Lalka jako powieść ma jeszcze coś do przekazania w sensie ponadczasowym i uniwersalnym ze swoich treści. Zaś dyskusję nad wyższością ról filmowych i reżyserskich adaptacji pozostawić innym. Bo przecież to nie przypadek, że powieść napisana w latach 1887–1889 doczekała się teraz, w XXI wieku, kolejnych dwóch adaptacji.
Okazuje się bowiem, że Lalka Bolesława Prusa może być dla współczesnego człowieka zaskakująco aktualną powieścią. Jej najważniejsze problemy nie dotyczą bowiem wyłącznie XIX-wiecznej Warszawy. Gdyby przyjrzeć się jej z pewnego dystansu, to widać, że jest to opowieść o potrzebie miłości, pragnieniu uznania, nierównościach społecznych, samotności, awansie, pieniądzu, złudzeniach i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. To problemy ponadczasowe i uniwersalne, ponieważ dotyczące ludzkiej natury, naszych relacji. Zarówno tych prywatnych, jak i społecznych, ludzkich emocji, psychiki, naszych codziennych wyborów.
Wniosek, jaki można wysnuć po przeczytaniu książki, ale także po obejrzeniu wszystkich tych ekranizacji, ujmijmy w słowach: nie wystarczy osiągnąć sukces – trzeba jeszcze wiedzieć, po co się go osiąga. W tym sensie Wokulski jest niezwykle współczesnym bohaterem. Uosabia on człowieka awansu. Zdobywa pieniądze, rozwija działalność, inwestuje, pomaga innym, chce wejść do świata, który wcześniej był dla niego niedostępny. Jak wielu ludzi dzisiaj, w XXI wieku. A jednak kiedy osiąga to, czego pragnął, okazuje się, że… nie daje mu to poczucia spełnienia. Pojawia się więc bardzo aktualne pytanie: czy sukces rzeczywiście daje szczęście, jeśli jego podstawą jest potrzeba udowodnienia swojej wartości innym?
Wokulski nie chce tylko kochać Izabeli; w pewnym sensie chce poprzez Izabelę uzyskać potwierdzenie własnej wartości. Jeżeli zdobędzie kobietę z arystokratycznego świata, będzie mógł uwierzyć, że naprawdę do tego świata należy. Serial Netflixa bardzo mocno przesuwa akcent właśnie w tę stronę.
Wokulski zostaje przedstawiony jako człowiek, który pragnie nie tylko miłości, ale także szacunku, przynależności i społecznego awansu. Jego relacja z Izabelą jawi się wręcz jako uwikłanie między obsesją, klasą społeczną, wolnością i pieniędzmi. Jaki płynie stąd wniosek dla dzisiejszych pokoleń? Czasami człowiek nie walczy o to, czego naprawdę chce. Walczy o to, co – jego zdaniem – ma uczynić go wartościowym w oczach innych.
Drugim niezwykle aktualnym problemem, obecnym zarówno w powieści, jak i w jej ekranizacjach, jest kwestia idealizacji kobiety przez mężczyznę. Zresztą, w życiu codziennym w drugą stronę działa to tak samo. Wokulski nie tyle spotyka konkretną kobietę – Izabelę Łęcką, ile konstruuje w swojej świadomości obraz kobiety idealnej: jego Beli. Zasadniczy jednak problem polega na tym, że rzeczywista Izabela nie jest w stanie dorównać tej wyidealizowanej postaci.
Jakże aktualny wydaje się ten problem w XXI wieku w kontekście mediów społecznościowych, aplikacji randkowych czy kultury wizerunku. Czy poznajemy drugiego człowieka, czy zakochujemy się w jego obrazie? Do jakich wyborów, a przede wszystkim tragicznych w skutkach decyzji, prowadzi taki mechanizm idealizowania drugiej osoby? Można zapytać jeszcze inaczej: Czy naprawdę kochamy drugiego człowieka, czy czasami kochamy własną narrację o nim?
Postać Wokulskiego pokazuje nam także inny dramatyczny wymiar ludzkiej egzystencji. Człowiek może zmienić pracę, środowisko, miejsce zamieszkania, status ekonomiczny, a mimo to nadal mieć poczucie: „nie jestem stąd”.
Wokulski znajduje się pomiędzy światami. Jest niejako zawieszony między dwoma klasami społecznymi, epokami, wartościami, co w niezwykle toksyczny sposób rzutuje na jego poczucie przynależności. Nie jest już biednym subiektem, ale nie staje się naprawdę arystokratą; ma pieniądze, ale brakuje mu odpowiedniego pochodzenia. Jest człowiekiem starego romantycznego świata, a jednocześnie człowiekiem nowoczesnego kapitalizmu i nauki.
Lalka znakomicie pokazuje, co dzieje się w myślach, emocjach i innych przeżyciach wewnętrznych człowieka, który tak naprawdę nigdzie nie jest zakorzeniony. Na dodatek, jego poszukiwanie swojego miejsca na ziemi nie przynosi mu wyczekiwanego ukojenia.
Nie tylko postać Wokulskiego, ale także samej Łęckiej odsłania przed nami pewne ponadczasowe ostrzeżenie. Nie warto żyć pod dyktando oczekiwań innych ludzi, a szczególnie pod dyktando społeczeństwa jako ogółu. Izabela funkcjonuje bowiem w świecie, który mówi jej kim powinna być. Ma być arystokratką, zachowywać odpowiednią pozycję, odpowiednio wyjść za mąż, reprezentować określony styl życia. Być może właśnie dlatego w ekranizacji Maślony ten wątek został uwspółcześniony.
Łęcka otrzymuje tutaj własny plan na życie i ambicje. Z kolei inna bohaterka – hrabina Wąsowska – zostaje przedstawiona jako swego rodzaju figura kobiecej wolności. Jest osobą, która żyje poza konwenansami i cudzymi oczekiwaniami. To stanowi pewną cenną wariację intelektualną, pokazującą kobietę w innym świetle niż tego wymagał wiek XIX.
Bez względu jednak na reżyserską wizję, pytanie, które stawia Prus, pozostaje ciągle na czasie. Brzmi ono: na ile moje życie jest rzeczywiście moje? A na ile realizuję scenariusz napisany przez rodzinę, środowisko, klasę społeczną, kulturę albo media?
Warto także poświęcić uwagę Rzeckiemu, który pokazuje inny rodzaj współczesnej samotności. To człowiek, który żyje wartościami, które dla świata wokół niego zaczynają być anachroniczne. Jest wierny przyjaźni, lojalności, ideom, wspomnieniom i własnemu kodeksowi. I to mimo wszystkich zewnętrznych okoliczności, które wydają się pozostawać w sprzeczności z jego własnymi przekonaniami.
Można go odczytać jako człowieka, który nie potrafi odnaleźć się w świecie, który zmienił reguły gry. To także bardzo współczesne doświadczenie towarzyszące zapewne wielu ludziom. W świecie, w którym zmieniają się technologie, relacje społeczne, rynek pracy i sposoby komunikacji, wiele osób doświadcza poczucia rozbicia i zaniku świata, który znały, w którym się wychowały. Wtedy poczucie alienacji, niezrozumienia czy nawet odrzucenia zaczynają dominować w ludzkiej psychice.
No i wreszcie kwestia być może najważniejsza: kto jest tytułową lalką? A mówiąc bardziej precyzyjnie: co musi się zadziać, żebym ja sam stał się/stała się lalką? Bez wątpienia tytuł jest bardzo wyrazistą metaforą. Człowiek może stać się kimś, kto jest poruszany przez różne siły – pieniądze, pochodzenie, miłość, ambicję, opinię społeczną, konwenans, oczekiwania innych. Jeśli im zacznie ulegać, jeśli zacznie zatracać siebie, swoje własne naturalne odruchy. Jeśli podda się wpływom innych, zapominając o tym, co znaczy być autentycznym, to nawet się nie spostrzeże, kiedy zamieni się w zwykłą kukiełkę.
W tym sensie Wokulski jest „lalką” własnej miłości, Izabela – własnej pozycji społecznej, stary Łęcki – dawnego świata, a Rzecki – własnej przeszłości. Zarówno powieść, jak i wszelkie powstałe później ekranizacje (oczywiście na różne sposoby i z różnym rozłożeniem akcentów) podejmują ten problem, ukazując go z różnych perspektyw.
Patrząc chociażby na te kilka opisanych powyżej interpretacji, bez wątpienia możemy powiedzieć, że paradoksalnie Lalka może być dziś mniej opowieścią o XIX wieku niż opowieścią o człowieku, który próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy żyję własnym życiem, czy tylko odgrywam rolę, którą wyznaczyli mi inni?” Jestem jeszcze sobą czy już stałem/-am się lalką?
Oby każda z przywołanych interpretacji filmowych, bez względu na toczone spory i różnego rodzaju preferencje, skłoniła nas do refleksji nad tą jakże ludzką kwestią.
Przeczytaj także: Odyseusz jest w każdym z nas. Jakiego domu szukamy?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
08 października 2026

Zmień tryb na ciemny