Nowy Jedwabny Szlak. Tak Chiny oplatają świat

Tradycyjna ulica handlowa w Chinach z czerwonymi szyldami, przechodniami i zabytkową architekturą, symbol kulturowego zaplecza projektu BRI.

Najpierw jest port, autostrada albo linia kolejowa. Potem pojawia się chiński kredyt, chińska firma i polityczna wdzięczność. Nowy Jedwabny Szlak miał być drogą do handlu i rozwoju. Dziś coraz częściej wygląda jak mapa świata, na której Pekin zaznacza kolejne punkty swoich wpływów.

Chancay to najnowszy, najbardziej spektakularny latynoamerykański „owoc” wielkiego zagranicznego projektu Xi Jinpinga. Zlokalizowany 60 km na północ od Limy, stolicy Peru, port Chancay ma wszelkie widoki, by już niedługo wedrzeć się na szczyt listy największych portów Ameryki Łacińskiej. Nic dziwnego, że w listopadzie 2024 r. na otwarcie Chancay przybył sam Xi Jinping. Chińczycy są właścicielami portu i wyłożyli na jego budowę ponad 3 mld dolarów. 

Ten kolos, który w planach Pekinu odgrywa rolę swoistej morskiej bramy do Ameryki Łacińskiej, jest częścią Inicjatywy Pasa i Szlaku (ang. Belt and Road Initiative – BRI), znanego też jako „Nowy Jedwabny Szlak”, czyli wielkiego projektu infrastrukturalno-ekonomicznego (ze sporą domieszką geopolityki), który Xi Jinping ogłosił w 2013 r., na początku swoich rządów. BRI to sieć dróg, korytarzy kolejowych i portów, które mają ułatwiać chińską ekspansję gospodarczą i zakorzenić wpływy Pekinu nie tylko w Azji i Afryce, ale również w Europie, a nawet w „ogródku” USA.

Port Chancay niepokoi Amerykę

Jednak takie projekty jak Chancay od dawna niepokoją Amerykę. Już przy okazji otwarcia tego peruwiańskiego megaportu (rządził wtedy jeszcze Joe Biden), gen. Laura Richardson, szefowa Dowództwa Południowego wojsk USA, które odpowiada za Amerykę Łacińską i Karaiby, stwierdziła, że jest to zagrożenie dla Ameryki. „Może zostać wykorzystany [Chancay] jako obiekt podwójnego przeznaczenia [cywilnego i wojskowego]” – przestrzegała wtedy gen. Richardson. 

Podobnie ocenia to płk Grant Newsham z Center for Security Policy, emerytowany oficer Korpusu Piechoty Morskiej USA, który od lat analizuje chińską ekspansję. 

Infrastruktura BRI, taka jak porty i lotniska, ma również charakter »podwójnego przeznaczenia« i jest budowana z myślą o przyszłym rozmieszczeniu sił Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Dobrym przykładem jest ogromny port niedawno otwarty w peruwiańskim Chancay, ale podobne przykłady można znaleźć na całym świecie

– mówi dla Holistic News płk Newsham, autor książki When China Attacks: A Warning to America.

 BRI to nie tylko budowa infrastruktury. Wykupywanie udziałów lub praw do zarządzania portami, od Ameryki Południowej przez Grecję po Dżibuti, również odbywa się z myślą o przyszłym wykorzystaniu wojskowym. Oczywiste są także możliwości zbierania danych wywiadowczych wynikające z projektów BRI, na przykład wtedy, gdy Huawei stanowi podstawę infrastruktury telekomunikacyjnej w krajach Afryki, wysp Pacyfiku czy Ameryki Łacińskiej. Możliwe są również »ofensywne działania skryte«, na przykład, gdy Chiny wyłączają porty i infrastrukturę elektroniczną za pomocą operacji cybernetycznych wbudowanych w te systemy

– dodaje.

Kanał Panamski wraca do gry

Chiny z kolei podkreślają, że BRI to wielki projekt cywilizacyjny, który jest pokojowy i ma służyć podwyższaniu poziomu życia obywateli państw współpracujących z Chinami. Spór amerykańsko-chiński o BRI dał o sobie znać szczególnie głośno przy okazji zeszłorocznej awantury wokół Kanału Panamskiego, gdy Donald Trump wprost twierdził, że Ameryka musi odzyskać to strategicznie ważne przejście między Atlantykiem i Pacyfikiem.

Pod wpływem amerykańskich nacisków Panamczycy najpierw usunęli chińskich operatorów z dwóch portów nad kanałem, a krótko potem całkowicie wycofali się z udziału w BRI, rozwścieczając tym Pekin. Rzecznik tamtejszego MSZ grzmiał wówczas, że ChRL „stanowczo sprzeciwiają się amerykańskiej presji i przemocy, mającej na celu obrzydzanie i podkopywanie współpracy w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku

Mimo reakcji rzecznika MSZ w Pekinie, odejście Panamy z BRI nie było tak naprawdę dla Chin strategiczną porażką, ponieważ w inicjatywie bierze udział niemal 150 państw, w których żyje ponad 60 proc. ludności świata. Chiny od 2013 r. przeznaczyły na projekty realizowane w ramach BRI ponad bilion dolarów (tysiąc miliardów). W zdecydowanej większości były to kredyty. Jednak odejście Panamy jest wyłomem w wielkim projekcie Xi Jinpinga, który ma rozciągać chińskie wpływy aż na amerykański „ogródek”. W tym sensie decyzja władz w Panamie, które uległy presji USA, jest prestiżową porażką ChRL. 

Zachód przegapił chiński plan

Widząc wzrost wpływów Pekinu, USA i UE postanowiły działać. Tak powstały dwie inicjatywy:  Partnership for Global Infrastructure and Investment, według pomysłu administracji Bidena, realizowana w ramach G7, a także unijna Global Gateway. Jednak te działania są już mocno spóźnione, a poza tym realizowane są na dużo mniejszą skalę niż BRI. 

Widać tu przewagę autorytarnego systemu. Realizując kolejne projekty, chińscy planiści nie pytają poszczególnych rządów w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, czy przestrzegają praw człowieka, czy nie. Chińczycy wprost zresztą podkreślają, że ich misją nie jest krzewienie demokracji, lecz realizacja konkretnych projektów, które mają „zacieśnić więzi gospodarcze” i poprawić warunki życia w poszczególnych krajach.

Nowy Jedwabny Szlak: chińskie kredyty budują wpływy

W ramach realizacji inicjatyw BRI nie ma też całego systemu zapobiegania korupcji, który znamy z projektów finansowanych przez Zachód. Siłą rzeczy w oczach wielu przywódców kleptokratycznych reżimów jest to argument trudny do przecenienia. A jeżeli jakiś kraj nie był w stanie spłacać zobowiązań zaciągniętych w Chinach? Cóż, w najgorszym razie wybudowana infrastruktura przechodzi w ręce Chińczyków. W ten sposób Hambantota International Port na Sri Lance w 2017 r. przekazany został przez tamtejsze władze Chińczykom w 99-letnią dzierżawę. 

Na Zachodzie ukuto wtedy wobec BRI termin „pułapka długu”, jednak Chińczycy przekonują, że tylko w wyjątkowych sytuacjach dochodzi do przejęcia wybudowanej infrastruktury, co zresztą ma się niewiele różnić od komercyjnych przedsięwzięć realizowanych na Zachodzie. Jednak widać tu jedną zasadniczą różnicę: chińskie kredyty na inwestycje w ramach BRI, nawet jeżeli pochodzą z banków ChRL, to w istocie stanowią kapitał państwowy. A przyznające je państwo ma od lat bardzo jasno zarysowaną strategię budowy wpływów, również politycznych…

Panorama Szanghaju po zmroku z wieżowcami, ulicami i estakadą, symbol nowoczesnych Chin i ambicji projektu BRI.
Nowoczesne centrum Szanghaju. Fot. Depositphotos

Dług staje się narzędziem Pekinu

Inicjatywa Pasa i Szlaku rzeczywiście ma wymiar gospodarczy. I to bardzo duży. Między innymi pozwala Chinom wykorzystywać ich ogromne moce w sektorze budowlanym do realizacji projektów na całym świecie. Dzięki temu Komunistyczna Partia Chin może utrzymywać zatrudnienie, a czasem nawet zarabiać, choć pieniądze często są pożyczane przez Chińczyków, a następnie »recyklingowane«, gdy firma-pożyczkobiorca spłaca kredyty

– mówi Holisitc News płk Newsham. 

Jednak BRI w rzeczywistości służy przede wszystkim rozszerzaniu wpływów Chin na świecie, szczególnie w krajach rozwijających się, ale także w wielu państwach średnio rozwiniętych, takich jak na przykład Malezja czy Serbia. Kiedy Chiny budują drogi, porty, rurociągi itd., budują również wpływy — zwłaszcza wśród elit. To z kolei prowadzi do politycznego zbliżenia z Chinami, a także do uzyskiwania głosów poparcia w ONZ i innych organizacjach międzynarodowych. 

Jednocześnie odciąga to takie kraje od Zachodu, a zwłaszcza od USA. BRI obejmuje również ogromną skalę korupcji i bezpośrednich łapówek w państwach docelowych, co dodatkowo »kupuje« wpływy wśród lokalnych elit, ale też wśród osób na znacznie niższych szczeblach politycznej hierarchii.

Mimo wszystkich wpływów, jakie inicjatywa przyniosła Pekinowi, przyczyniła się ona także do powstania olbrzymiego zadłużenia w dziesiątkach biednych państw. Chiny kierowały również kontrakty do własnych firm, a w niektórych przypadkach budowały kosztowne projekty niskiej jakości, które nie pobudziły wzrostu gospodarczego

– oceniał The New York Times w swojej analizie chińskiego projektu.

Od samego początku Inicjatywa Pasa i Szlaku nie polegała wyłącznie na udzielaniu pożyczek, lecz także na promowaniu chińskiej wizji politycznej – podobnie jak Zachód od dawna wykorzystuje pomoc rozwojową do wspierania demokracji.

A skąd się w ogóle wziął pomysł na BRI? W momencie, gdy Xi Jinping przejmował władzę w Pekinie, chińska gospodarka była „przegrzana”. Państwo przez kilka lat nakręcało koniunkturę na wielkie projekty budowlane na rodzimym rynku i chińskie moce produkcyjne w budownictwie rozrosły się do niebotycznych rozmiarów. Gdy całemu sektorowi groziło załamanie, Xi Jinping postanowił skierować te niewykorzystane moce za granicę – do budowy przez chińskie firmy projektów w ramach BRI. Pomysł ten podlano przy okazji historycznym „sosem”, porównując go do dawnego Jedwabnego Szlaku.

Tradycyjny chiński pawilon nad rzeką, symbol kulturowej siły Chin i projektu BRI.
Fot. Depositphotos

Yuan zamiast dolara 

Reuters w swojej niedawnej analizie ocenia ten gigantyczny plan (największy w historii zagraniczny projekt realizowany przez jedno państwo) jako sukces Xi, pokazując na liczbach, jak BRI stymuluje eksport ChRL.

Jak dotąd koncepcja Inicjatywy Pasa i Szlaku jako wielkiego planu mającego pobudzić handel przyniosła rezultaty. W dekadzie poprzedzającej 2025 rok handel Chin z partnerami BRI wzrósł o 240 proc., osiągając 3,4 bln dolarów, znacznie przewyższając 64-procentowy wzrost całkowitego handlu Chin w tym samym okresie

– oceniał Reuters w maju tego roku.

Dodatkowo BRI pomaga także promować umiędzynarodowienie yuana.

Ta ostatnia sprawa jest szczególnie ważna dla Pekinu, który stara się ograniczyć rolę dolara. Świadczy o tym prosty wskaźnik. W zeszłym roku 30 proc. handlu Chin z partnerami BRI rozliczano w yuanie, a jeszcze dekadę wcześniej było to zaledwie kilka proc.

BRI i Europa. Polska na bocznym torze 

A jak w planach BRI wypada Polska? Czy fakt, że nasz kraj leży na trasie linii kolejowej narysowanej na mapach BRI, oznacza, że Polska może się wzbogacić na „Nowym Jedwabnym Szlaku”? Dr Michał Bogusz, główny specjalista z Zespołu Chińskiego Ośrodka Studiów Wschodnich studzi emocje.

Zysk dla Polski jest minimalny z bardzo prostej przyczyny: opłaty zgarniają firmy logistyczne zajmujące się tranzytem tych towarów, ponieważ cło i VAT pobiera państwo docelowe, którym zwykle nie jest Polska, tylko kraje Europy Zachodniej, głównie Niemcy.

– mówił niedawno dr Bogusz na łamach portalu TVN24

Ekspert z OSW podkreślał, że wzięcie udziału w BRI to też niemałe ryzyko. Ale nie po stronie Chin, tylko innych państw. 

Kraje wygłodniałe po kryzysie z 2008 roku, także rozwinięte państwa w Europie, zapisywały się do tej inicjatywy. Gdy przyszło do realizacji, okazywało się jednak, że warunki są korzystne w zasadzie wyłącznie dla Chińczyków

– oceniał dr Bogusz.

Chiny niczego nie inwestowały, tylko proponowały wybudowanie projektów infrastrukturalnych na takich warunkach, że, po pierwsze, projekty będą realizowane przez chińskie firmy, po drugie – za relatywnie drogie kredyty zaciągnięte w chińskich bankach, po trzecie – z gwarancjami rządowymi państwa przyjmującego. Czyli jeżeli inwestycja się nie sprawdzi, nie zwróci, to dług i tak będzie spłacony przez państwo przyjmujące

Tak wygląda chińskie „realgeopolitik” – od lat konsekwentnie budowana za granicą sieć zależności, która bezwzględnie realizuje interesy Pekinu. A Zachód? Spóźniony, z mglistymi planami (mogącymi się zmienić przy okazji kolejnych wyborów) i ograniczonymi środkami. Zachowujący się tak, jakby to nie była rozgrywka na (gospodarczą) śmierć i życie.

Polecamy również: Notatki z Chin


Na scenie zobaczysz:

Spotkasz w strefie książek:

***

Ostatni moment na bilety w cenie 49 zł.
Od 1 lipca cena rośnie!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Piotr Włoczyk

Autor


Dziennikarz po amerykanistyce, piszący głównie o polityce zagranicznej i historii. Autor wielu reportaży o tematyce międzynarodowej oraz wywiadów z czołowymi ekspertami w dziedzinie gospodarki, geopolityki oraz historii. Od marca 2023 r. redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.