Nauka
Rozszerzają Ci się źrenice, gdy coś Cię zaskoczy? Mózg ma swój plan
24 września 2026

Wiele mówi się dzisiaj o przyszłości sztucznej inteligencji. O tym, jak zmieni świat, pracę, gospodarkę, medycynę i kulturę. Mam jednak wrażenie, że w tej dyskusji łatwo pomylić narzędzie z tym, co naprawdę najważniejsze.
Przyszłość nie należy do sztucznej inteligencji. Przyszłość należy do naszych dzieci. Do tych, które właśnie rozpoczęły naukę w szkole, i do tych, które jeszcze nie tak dawno ją skończyły.
Przyszłość świata nie zależy ostatecznie od armat, dronów, nowych technologii ani od coraz doskonalszej sztucznej inteligencji. Zależy od tego, co człowiek z tym wszystkim zrobi. A to oznacza, że przyszłość ludzkości leży przede wszystkim w edukacji.
Kilka dni temu obejrzałem w kinie Odyseję. W jednej ze scen Penelopa mówi swojemu synowi Telemachowi, że Itaka nie może pozostać bez wojska i bez obrony. Opowiada mu o pogłoskach dotyczących Ludów Morza, które mogą zaatakować wyspę. Telemach pyta: „Ale kim są Ludy Morza?”. Jest przepełniony dobrem i chce bronić pamięci ojca.
Oglądając tę scenę, pomyślałem o Czekając na barbarzyńców — filmie mojego przyjaciela Michaela Fitzgeralda, o którego powstanie walczył przez trzydzieści lat. Opowieść Coetzeego przedstawia właściwie ten sam mechanizm. Pojawia się zagrożenie. Pojawia się wróg. Pojawiają się barbarzyńcy. I nagle to, co wcześniej byłoby moralnie nie do zaakceptowania, zostaje przedstawione jako konieczność.
Od lat rozmawiamy z Michaelem o barbarzyńcy, który nie tylko przychodzi z zewnątrz, ale którego każdy z nas może odnaleźć również w samym sobie.
Wydaje się, że współczesny świat nieustannie czeka na swoich barbarzyńców. Raz jest nim groźba wojny nuklearnej, innym razem walka o surowce, degradacja środowiska, pandemia albo imigranci. Wciąż żyjemy w oczekiwaniu na coś, co ma nadejść i zagrozić znanemu nam porządkowi.
„Barbarzyńcy”, „Ludy Morza” i inne przedstawiane nam zagrożenia nie muszą być jednak prawdziwą przyczyną naszych działań. Czasami są jedynie opowieścią, która pozwala człowiekowi zrobić to, do czego wewnętrznie już wcześniej był gotowy.
Zewnętrzne zagrożenie pełni wtedy szczególną funkcję. Odbiera decyzji charakter wyboru i przedstawia ją jako konieczność.
Przemoc staje się obroną.
Zdrada staje się odpowiedzialnością.
Moralny kompromis staje się poświęceniem dla większego dobra.
Ale najniebezpieczniejsze alibi nie jest tworzone po to, żeby przekonać innych. Jest tworzone po to, żeby przekonać samego siebie.
Pozwala człowiekowi przekroczyć własne granice moralne, a jednocześnie zachować obraz siebie jako człowieka uczciwego, przyzwoitego i kierującego się zasadami.
Być może dlatego wróg bywa nam czasami potrzebny nie dlatego, że naprawdę nam zagraża, lecz dlatego, że pozwala nam bez poczucia winy zrobić coś, czego bez niego nie potrafilibyśmy sobie wybaczyć.
Myślę o tym również w odniesieniu do samego siebie.
O własnych wyborach. O własnych przekonaniach. O wewnętrznej walce. O poszukiwaniu czegoś, co nazywam prawdą, choć być może jest jedynie opowieścią, którą stworzyłem po to, żeby móc nadal myśleć o sobie w określony sposób.
I być może właśnie tutaj zaczyna się najważniejsze zadanie edukacji.
Nie polega ono na przekazywaniu coraz większej ilości informacji, przygotowywaniu dzieci do kolejnych egzaminów ani nawet na uczeniu ich, jak odnaleźć się w świecie sztucznej inteligencji.
Najważniejsze jest nauczenie młodego człowieka rozpoznawania samego siebie.
Własnych lęków. Własnych pragnień. Własnych uprzedzeń. Mechanizmów, dzięki którym potrafimy bardzo szybko zamienić własny interes w zasadę moralną, strach w rozsądek, a wygodną dla nas opowieść w prawdę.
Możemy stworzyć najdoskonalszą sztuczną inteligencję w historii i jednocześnie pozostawić ją w rękach ludzi, którzy nie rozumieją samych siebie.
Możemy zbudować lepsze drony, bardziej precyzyjną broń, potężniejsze komputery i systemy zdolne przewidywać przyszłość.
Ale żadne z tych narzędzi nie odpowie za nas na najważniejsze pytanie:
Co powinniśmy z nimi zrobić?
Na to pytanie zawsze będzie musiał odpowiedzieć człowiek.
Dlatego, jeśli naprawdę chcemy zmienić świat, musimy najpierw spróbować zmienić samych siebie. A żeby siebie zmienić, musimy najpierw siebie poznać.
Szkoła przyszłości nie powinna więc zaczynać się od pytania, czego dziecko musi się nauczyć. Powinna zaczynać się od pytania, jak pomóc mu poznać samego siebie.
Przeczytaj także: Pomidory, halibut i wolność
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: