Nauka
Nie planowali dziecka. Pięć lat później częściej nie byli już razem
09 października 2026

„Po co jej dawać, skoro ona ma, a on nie? Dajmy temu, co nie ma”. Niejeden rodzic tak pomyślał, dzieląc się majątkiem z dziećmi. Decydowała logika i praktyczność, wypychając uczucia i całościowe spojrzenie na sprawę. Taka postawa może być błędem. Bo kiedy zaradne dziecko widzi, że samodzielność się nie opłaca, może poczuć się skrzywdzone. A wtedy rodzinne, bliskość i przywiązanie mogą przegrywać pojedynek z poczuciem żalu.
Możesz mieć dwoje lub więcej dzieci, dbać o nie najlepiej jak potrafisz i jednocześnie krzywdzić. Bo dobra pomoc nie zawsze oznacza zaspokajanie aktualnych potrzeb. Odpowiednie wsparcie dostrzega trud obojga, a nie gotową listę ich osiągnięć.
Alicja przez wiele lat odkładała na mieszkanie, wyrzekając się wszystkiego, co zbędne: zachcianek i czasu wolnego, który przeznaczała na dodatkową pracę. Po latach trudu wreszcie się udało. Bank przyznał kredyt, a ona wprowadziła się do swojego domu. Po kilku pierwszych zapłaconych ratach dowiedziała się, że jej brat dostał od rodziców mieszkanie po dziadkach, wyremontowane na ich koszt.
Patrząc na to chłodnym okiem, sytuacja może wydawać się sprawiedliwa. Córka ma już swoje mieszkanie, a syn nie. Rodzice przepisali więc temu, któremu brakowało. Tylko że zamiast równości, pojawić się poczucie nieświadomego faworyzowania jednego z dzieci. Córka musiała się bardzo postarać i zadłużyć. Syn jedynie odebrać to, co rodzice chcieli mu dać.
Takie zachowanie rodziców nie nagradza samodzielności dzieci. Nie daje dobrego przykładu. Wprost przeciwnie, uczy, że nie warto się starać i być zaradnym, bo jeśli w życiu coś nie wyjdzie, rodzice zawsze ruszą z pomocą. A skoro podarowali mieszkanie, to przy sprawach mniejszej wagi również pomogą, prawda?
Można stwierdzić, że przecież dzieci jest dwoje, a mieszkanie jedno. Nie da się go podzielić, a nie chcieć sprzedawać. Każdy rodzic może własnym majątkiem dowolnie dysponować. To jego mieszkanie i ma prawo zrobić z nim, co chce. Przekazać jednemu z dzieci, a drugiemu nie. Tylko w całej sytuacji zostaje dorosła córka. Od lat była nauczona, że albo sama zadba o swoje dobro, albo nikt tego za nią nie zrobi.
Stara się, aby w życiu nie być dla kogoś ciężarem, radzić sobie samej. Nie skarży się, zaciska zęby i kombinuje, byleby nie prosić rodziców o pomoc, bo chce zasłużyć na ich dumę. Może rzeczywiście tak jest, ale kiedy ta sama córka widzi, że ktoś inny dostaje bez wysiłku coś, na co ona musi pracować prawie całe życie, może coś w niej pęknąć.
Nie chodzi o pieniądze. Nie chodzi nawet o to, czy brat lub siostra bardziej potrzebują. Chodzi o to, że jedno z nich ukarano, bo jest bardziej zaradne. Ci sami rodzice, którzy uczyli dziecko zaradności, teraz je za to karzą. Bo sprawiedliwie nie zawsze znaczy po równo. Czasem oznacza wzięcie pod uwagę całej historii, nawet jeśli podjęte przez to decyzje wydają nam się nielogiczne.
Warto przeczytać: Wystarczyło jedno zdanie. Tak szybko oceniamy innych
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: