Edukacja
Dwa języki, dwa sposoby myślenia. Co zmienia się w mózgu ucznia?
09 października 2026

Co, jeśli pogoń za sukcesem właśnie utrudnia jego osiągnięcie? Im bardziej zależy nam na wyniku, uznaniu i potwierdzeniu własnej wartości, tym łatwiej stracić koncentrację na tym, co naprawdę mamy zrobić. Stoicyzm w praktyce nie każe więc porzucać ambicji. Przeciwnie: pokazuje, jak pracować na zwycięstwo, nie uzależniając od niego całego swojego życia.
Gdy świat mówi: szybciej, więcej, wyżej. Stoik pyta: po co? Współczesny człowiek często żyje tak, jakby jego wartość trzeba było nieustannie udowadniać: wynikami, pieniędzmi, pozycją, wyglądem, liczbą obserwujących i polubień postów w mediach społecznościowych. Słowo sukces staje się kluczem do życia, które warto przeżyć, bo inaczej – łupież i smutek, po co w ogóle żyć?
Stoicy proponują coś odwrotnego. Epiktet zaczyna od rozróżnienia między tym, co zależy od nas, a tym, na co nie mamy wpływu. Martwić się możesz tym, co od ciebie zależy, a resztę zostaw sile wyższej. Z tym martwieniem się też jednak nie przesadzajmy. Lepiej ocenić problem i zastanowić się, co można zrobić, łącznie z proszeniem o pomoc, którego nie należy się wstydzić. I poczekać na rezultaty. Marek Aureliusz wielokrotnie wraca w Rozmyślaniach do panowania nad własną reakcją, a Seneka do umiejętności zachowania wewnętrznej wolności. Ale czy człowiek, który nie musi bez przerwy wygrywać, może w rzeczywistości osiągać więcej?
Wyobraźmy sobie dwie osoby. Pierwsza dostaje odmowę w sprawie, na której jej zależy. Jej myśli krążą wokół pytań: „Jak mogli mi to zrobić? Co ze mną nie tak? Muszę im udowodnić, że się mylą.” Druga osoba przyjmuje to tak: „Stało się. Co teraz ode mnie zależy?” To jest ogromna różnica. Druga osoba nie jest bierna. Przeciwnie – odzyskuje energię do działania, ponieważ nie zużywa jej na walkę z faktem, że rzeczywistość okazała się inna od jej oczekiwań.
To bardzo dobrze koresponduje z książką Ryana Holidaya Droga do mądrości. Nauka, dyscyplina i codzienna praktyka. Holiday popularyzuje stoicką ideę, według której przeszkoda nie musi być wyłącznie czymś, co blokuje działanie – może stać się materiałem do działania. Czyli zauważa problem, ocenia go i zaczyna działać, zamiast postępować według kuszącego, ale jednak zgubnego schematu, który niczego nie zmienia: problem – panika – narzekanie – poczucie krzywdy – bezczynność.
A co z potrzebą bycia zauważonym, docenionym i uznanym? Każdy ją przecież ma i trudno ją usunąć. Stoicy też o tym wiedzą, zwłaszcza w epoce mediów społecznościowych, ale mają świadomość, że ta potrzeba może przeszkadzać zarówno na etapie ambicji, jak i po osiągnięciu sukcesu. Jeśli się jej poddamy, zamiast pracować dla samego rezultatu, możemy pracować dla: lajków, pochwał, prestiżu, pozycji, zazdrości innych, poczucia, że „jestem kimś”.
I wtedy pojawia się paradoks: im bardziej potrzebujemy sukcesu, tym trudniej spokojnie pracować. Artysta zaczyna zastanawiać się: „Czy to się spodoba?” zamiast: „Czy to jest dobre?” Pisarz: „Czy ktoś mnie zauważy?” zamiast: „Czy mam coś ważnego do powiedzenia?” Biznesmen: „Czy wyglądam jak człowiek sukcesu?” zamiast: „Czy rozwiązuję czyjś realny problem?”.
Jak jednak opanować te potrzeby w świecie, gdzie niemal każdy pożąda uznania, a nie istnieć w mediach społecznościowych, to niemal przestać istnieć w ogóle? Pomóc nam w tym może rutyna zamiast ciągłego pobudzenia. Spokój jako coś, co pomaga działać dobrze w świecie pełnym hałasu i presji.
Nie zapominajmy, że rutyna jest niedocenianą formą wolności. Brzmi paradoksalnie, ale jeśli każdego ranka musimy wymyślać: co dzisiaj zrobię, czy mam ochotę pracować, czy to ma sens, czy jestem wystarczająco zmotywowany, to ogromna część energii idzie na negocjowanie ze sobą.
Stoicka rutyna może wyglądać bardzo zwyczajnie. Wstaję, robię swoje, pracuję, odpoczywam, czytam, robię swoje następnego dnia. Bez konieczności przeżywania każdego dnia jako wielkiej walki o sukces.
Człowiek obsesyjnie nastawiony na sukces pyta: jak osiągnąć więcej? Stoik: jak dobrze wykonać to, co dzisiaj jest przede mną? Pierwszy patrzy na rezultat. Drugi na działanie, które prowadzi do rezultatu. A przecież rezultat jest częściowo poza naszą kontrolą.
Możemy napisać książkę, namalować obraz, przygotować projekt, przeprowadzić rozmowę, wykonać swoją pracę. Nie możemy natomiast zagwarantować, że książka będzie bestsellerem, obraz zostanie kupiony, ktoś nas pochwali, klient wybierze właśnie nasz produkt, a publiczność nas pokocha. Stoicyzm pozwala więc powiedzieć: moim zadaniem jest dobrze wykonać swoją część. Reszta nie należy do mnie. I to jest niezwykle uwalniające.
Ktoś powie, że cesarz Marek Aureliusz nie wspiął się na sam szczyt drabiny społecznej, ale urodził się w bogactwie. Miał więc czas, aby pouczać innych. Zwykły człowiek, aby do czegoś dojść, musi się trochę pomartwić i pogłowić, jak zarobić pieniądze i mieć jakąś władzę nad sobą i innymi. To prawda, lecz zdrowy rozsądek przypomina, że jeśli postawimy na edukację i będziemy zdolni zachować umiar w oczekiwaniach wobec życia i innych, nie powinniśmy mieć powodów do narzekania. Oczywiście pod warunkiem, że zdrowie nam dopisze.
Badania nad dobrostanem dowodzą, że jeśli nasz dochód przekracza dziesięć tysięcy złotych, nie wpływa to już zasadniczo na poczucie szczęścia. Rozmyślania Marka Aureliusza nie są instrukcją, jak zdobyć więcej władzy. To już samo w sobie sugeruje, że władza nie jest niezbędna do satysfakcjonującego życia.
Rozmyślania są raczej zapisem ciągłego przypominania sobie: zachowaj umiar, wykonuj swoje obowiązki, nie przejmuj się opinią innych, pamiętaj o przemijaniu, reaguj rozsądnie, nie pozwól, żeby cudze zachowanie odebrało ci panowanie nad sobą. I to jest piękny paradoks. Człowiek posiadający ogromną władzę przypomina samemu sobie, że nie może kontrolować świata.
Inspiracji, jak spotkać się z autentycznym sobą i już siebie nie opuszczać w stoickiej postawie, dostarcza film Dzień świstaka (reż. Harold Ramis, 1993 r.). Można go odczytać jako pouczającą opowieść o przemianie człowieka skoncentrowanego na swoich chciejstwach.
Phil Connors początkowo pragnie przede wszystkim mieć, zdobywać, kontrolować i dostać to, czego chce. Powtarzający się dzień odbiera mu możliwość ucieczki od samego siebie. I dopiero, kiedy przestaje koncentrować się wyłącznie na własnym interesie, zaczyna inaczej przeżywać tę samą rzeczywistość. Co ciekawe, zewnętrzny świat prawie się nie zmienia. Zmienia się człowiek. To bardzo stoicka konstrukcja. Nie zawsze możesz zmienić sytuację. Możesz zmienić sposób, w jaki w niej uczestniczysz. A to otwiera przestrzeń nowych możliwości.
W filmie Perfect Days (reż. Wim Wenders, 2023 r.) Hirayama ma bardzo prostą rutynę: praca, muzyka, książka, kąpiel, sen, kolejny dzień. Z zewnątrz jego życie może wyglądać jak coś pozbawionego ambicji. Ale film zadaje pytanie: czy życie musi być spektakularne, żeby było dobre? Na pewno jest w kontraście do dzisiejszej kultury osiągnięć. Człowiek nie potrzebuje cały czas awansu, większego mieszkania, większego konta, większego prestiżu i większej publiczności. O wiele bardziej potrzebuje dobrze wykonywanej pracy, relacji, czasu, ciszy, zainteresowania czymś znaczącym i powtarzalnego rytmu.
Paterson (reż. Jim Jarmusch, 2016 r.) jest z kolei filmem o rutynie twórczej. Bohater prowadzi autobus i pisze wiersze. Nie jest celebrytą. Nie buduje z uporem maniaka marki osobistej. O zasięgi na Instagramie nie dba. I nie robi z siebie „artysty”. Po prostu pracuje, obserwuje, pisze, wraca do domu, następnego dnia robi to samo.
Sztuka bowiem nie potrzebuje ciągłego sukcesu, ale człowieka, który codziennie siada do pracy. Los zdecyduje, jakkolwiek go rozumiemy, czy urodzi się z tego sława, prestiż i pieniądze. Jeśli tak się nie stanie, nie będziemy mieli poczucia zmarnowanego życia. A to dlatego, że i tak robiliśmy coś, co miało dla nas znaczenie i nadawało sens naszemu życiu.
Stoicyzm nie jest jednak pochwałą bierności. Stoik może być bardzo ambitny. Może chcieć stworzyć firmę, napisać książkę, namalować obraz, zostać lekarzem, wygrać konkurs i zarobić pieniądze. Różnica leży gdzie indziej. Ambicja mówi: chcę to osiągnąć. Stoicyzm dodaje: będę nad tym pracował, ale moje poczucie własnej wartości nie może zależeć od tego, czy osiągnę dokładnie ten rezultat.
Stoik nie musi być biedny, bo stoicyzm nie mówi, że pieniądze są złe. Pieniądze są rzeczą zewnętrzną. Mogą być użyteczne, ale nie powinny decydować o tym, kim jesteśmy. I dlatego można mieć pieniądze i nadal być stoikiem. Problem współczesnego świata to przekonanie, że musimy mieć pieniądze, żebyśmy czuli się wartościowi.
Dla stoika sukcesem jest to, że wstaje rano i wie, co ma zrobić. Że nie odpowiada gniewem na każdy atak i że potrafi pracować bez oklasków. Ale też, że potrafi być sam bez poczucia przegranej. Umie odpuścić coś, czego nie może kontrolować i potrafi robić coś znaczącego dla niego przez wiele lat, nawet jeśli przez pierwsze lata nikt tego nie zauważa.
Niewykluczone więc, że najbardziej paradoksalną rzeczą, jakiej możemy nauczyć się od stoików, jest to, że kiedy przestajemy obsesyjnie walczyć o sukces, odzyskujemy warunki, które pozwalają nam naprawdę dobrze pracować. Nie dlatego, że przestajemy chcieć. Dlatego, że przestajemy się bać, że nie dostaniemy tego, czego chcemy.
Przeczytaj także: Nieskończony wybór to pułapka. Nie wpadną w nią ludzie uważni
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Prawda i Dobro
08 października 2026


Zmień tryb na ciemny