Humanizm
Kiedy cisza zaczyna niszczyć związek? To nie zawsze obojętność
05 września 2026

Jesienią Serbię czekają wybory parlamentarne. Główne pytanie brzmi, czy po 14 latach władzy Serbskiej Partii Postępowej (SNS) i jej prawdziwego lidera, prezydenta Aleksandra Vučicia, nadszedł czas na zmianę rządu w tym bałkańskim kraju?
Odpowiedź, od której zależy sytuacja polityczna nie tylko w Belgradzie, ale i w całym regionie, dziś nazywanym Bałkanami Zachodnimi i w którym Serbia jest największym państwem, wcale nie jest prosta.
Gdybyśmy zadali to pytanie, powiedzmy, około półtora roku temu, odpowiedź prawdopodobnie sugerowałaby, że rządy Vučicia dobiegają końca. Był to czas kulminacji protestów studenckich i antyrządowych, które wybuchły w Serbii pod koniec 2024 roku. Ich przyczyną była tragedia, do której doszło na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie, drugim co do wielkości mieście w kraju. W listopadzie dach odnowionej konstrukcji dworca zawalił się, zabijając 16 osób.
Pomimo rezygnacji kilku ministrów w rządzie Miloša Vučevicia, a następnie rezygnacji samego premiera i wszczęcia śledztwa w sprawie odpowiedzialności za tragedię, Serbią wstrząsnęła fala niezadowolenia. Za śmiercią niewinnych ludzi, w tym dzieci, które po prostu czekały na swój pociąg, kryła się ewidentna korupcja w instytucjach publicznych (kilku urzędników zostało później oskarżonych), a dla Serbów był to bodziec do buntu przeciwko władzom, które zbudowały system pełen tego typu patologii.
Rządy konserwatywnego SNS-u i Vučicia, które trwają, jak już pisaliśmy, 14 lat, opierają się na korupcji i klientelizmie i nie jest to żadną tajemnicą. Obecnie Serbię można opisać jako bałkańską wersję „demokratycznego autorytaryzmu”, w którym struktury rządzące upolityczniają media, wojsko, policję, służby, a nawet organizacje pozarządowe, wykorzystując je do swoich celów. Niezadowolenie znacznej części Serbów z rządów SNS i Vučicia trwa od dawna, ale nie doczekało się jeszcze konkretnego wyrazu politycznego.
W pewnym momencie, w 2025 roku, znaczna część serbskiej i międzynarodowej opinii publicznej twierdziła, że demonstracje studenckie były właśnie tą odpowiedzią, na którą wszyscy czekali. Wtedy na pierwszy rzut oka tak to wyglądało.
Gdzieś w pierwszej połowie 2025 roku około 300 000 osób zebrało się na ulicach Belgradu, stolicy Serbii, co zostało opisane jako początek końca Vučicia. Wówczas protesty określano jako „obywatelskie” i cieszyły się one bezwarunkowym poparciem międzynarodowych środowisk lewicowo-liberalnych (co było widoczne również w Polsce). Opisywano je nawet jako „demokratyczne przebudzenie” serbskiego społeczeństwa.
Ci, którzy lepiej znali jego sytuację i byli bardziej realistyczni, dobrze wiedzieli, że lewicowa, „obywatelska” scena była i jest w Serbii po prostu zbyt słaba, by doprowadzić do realnej zmiany. Oprócz tego – w Serbii już miały miejsce protesty przeciwko autorytarnym reżimom Vučicia, które wiele obiecywały, a potem poniosły porażkę – jak te w 2018 i 2023 r.
Przeciętny obywatel Serbii jest konserwatystą. Nie interesują go postępowe ruchy społeczne ani prawa mniejszości LGBT, ale pragnie państwa, które w końcu zacznie funkcjonować i – co nie jest bez znaczenia – nada Serbii upragniony międzynarodowy status, którego teraz nie ma i który straciła z powodu zbrodniczej polityki reżimu postkomunistycznego dyktatora Slobodana Miloševicia w latach 90.
W końcu z ruchem studenckim stało się to, co było do przewidzenia – przesunął się on „na prawo”. Podczas protestu, który odbył się 28 czerwca 2025 roku, w Vidovdan (Dzień św. Wita), sama ikonografia protestu, jak i treść przemówień, były pełne znanych już poglądów nacjonalistycznych oraz żalu za „Wielką Serbią”. Nawet i data demonstracji była w tym klimacie – Vidovdan jest świętem kluczowym dla serbskiej tożsamości; to dzień, kiedy zaczęła się bitwa serbskiego carstwa przeciwko Imperium Osmańskiemu na Kosowym Polu.
Podczas protestu nastąpił radykalny zwrot w prawo, reaktywacja wszystkich idei nacjonalistycznych, powrót do starego programu zjednoczenia wszystkich Serbów, jakbyśmy cofnęli się do 1989 roku,
czytamy w komentarzu serbskiego analityka Tomislava Nikolicia napisanym dzień po protestach. Jego słowa dobrze wyrażają pewne rozczarowanie liberałów z protestami, które wcześniej popierał europejski lewicowy establishment, a potem Aleksander Dugin, ideolog Władimira Putina, widzący w nich okazję do zmiany rządu w Belgradzie, który się zaczął dystansować od starego sojusznika – Rosji. Liberałowie zadawali pytanie, czy studenci naprawdę chcą prawdziwej reformy społeczeństwa, czy „Vučicia 2.0” (oraz kogoś jeszcze gorszego).

I kiedy ruch studencki rozczarował swoich zwolenników, prezydent Aleksandar Vučić grał swoją grę spokojnie i z politycznym kunsztem. Polityk intelektualnie ukształtowany w nacjonalistycznej Serbskiej Partii Radykalnej, z czasem zdystansował się od swoich mentorów, Vojislava Šešelja i Tomislava Nikolicia, i zaczął prezentować się jako polityk „umiarkowanie konserwatywny”, proeuropejski.
W tej chwili sprawuje pełną kontrolę nad partią SNS i całym państwem serbskim. Chociaż Serbia formalnie jest demokracją parlamentarną, Vučić od lat kontroluje procesy polityczne w kraju ze swojego stanowiska prezydenta. Jego strategia wobec protestów opierała się na przemocy policji wobec demonstrujących, ciągłym pojawianiu się w mediach, które niemal całkowicie kontroluje, oraz organizacji ruchu „kontrmanifestacji”, który sprzeciwia się protestującym, broniąc polityki władzy. Dzięki tej strategii przetrwał półtora roku protestów, a następnie ogłosił wybory parlamentarne, które mają się odbyć w listopadzie, choć zgodnie z kalendarzem politycznym miały się odbyć wiosną przyszłego roku.
Vučić sprawuje urząd prezydenta po raz drugi i nie może już dłużej sprawować tej funkcji. Według niektórych spekulacji rozważa nawet rezygnację z urzędu prezydenta i start w wyborach parlamentarnych jako kandydat na premiera. Niezależnie od tego, jak postąpi, jasne jest, że wybory będą koncentrować się na akceptacji lub odrzuceniu jego postaci i działań.
I choć Vučić już aktywnie prowadzi kampanię wyborczą, otwierając place zabaw i boiska i stale pojawiając się w mediach, ruch studencki, który zapowiedział, że będzie miał własną listę do parlamentu, wciąż pozostaje w bardziej biernej pozycji. Jak twierdzą analitycy, z ich zaangażowaniem wiążą się dwa główne problemy.
Po pierwsze, poza „obaleniem” Vučicia, nie łączy ich żaden jasny program na przyszłość Serbii. Po drugie, ruchowi nie udało się wyłonić lidera, co w kontekście serbskiej wrażliwości politycznej jest z pewnością dużym minusem.
Mimo to niektórzy analitycy uważają, że „termin ważności” Vučicia minął, a sondaże przedwyborcze pokazują mniej więcej równe poparcie dla SNS i ruchu studenckiego. Decydującym czynnikiem mogą być w tym przypadku mniejsze partie, które obecnie funkcjonują jako satelity SNS, takie jak serbscy socjaliści, dawna partia Miloševicia, której obecnie przewodzi Ivica Dačić, funkcjonujący jako jedna z licznych marionetek Vučicia.
Jednak to, co stanowi główną przewagę Vučicia w nadchodzących wyborach, to poparcie społeczności międzynarodowej i jego pozycja, która, można śmiało powiedzieć, jest mocniejsza niż kiedykolwiek. Od początku władzy prezydent Serbii Vučić budował swoją pozycję międzynarodową na prowadzeniu podwójnej gry. Z jednej strony Serbia jest kandydatem do członkostwa w UE, z drugiej była na momenty bardzo bliskim sojusznikiem przede wszystkim Rosji, a potem i Chin (Serbia nadal odmawia poparcia sankcji wobec Moskwy).
To, co dzieje się w ostatnich latach, to pewne dalsze zbliżenie prezydenta Serbii z Zachodem. Niektórzy analitycy podkreślają, że głównym patronem tego zbliżenia jest Francja. Paryż opracował swoją strategię wobec Bałkanów Zachodnich już w 2019 roku, która zakłada wzmocnienie francuskich wpływów w regionie, a głównym partnerem strategicznym powinna być Serbia.
Poparcie prezydenta Francji Emmanuela Macrona dla Vučicia było widoczne również podczas niedawnych obchodów Dnia Bastylii, gdzie prezydent Serbii był gościem i cieszył się specjalnym traktowaniem. Na początku tego roku Belgrad zakupił 12 francuskich samolotów wojskowych Rafale w transakcji o wartości 2,7 miliarda euro, a serbska gospodarka coraz bardziej otwiera się na inwestycje francuskie i niemieckie, wypierając chińskie i rosyjskie.
Jeśli chodzi o integrację Serbii z UE, to ta też nie wygląda tak źle, jak do niedawna. Komisja Europejska przesłała niedawno państwom członkowskim UE dokument, który wywołał u niektórych oburzenie. Znajdziemy w nim wszystkie zarzuty wobec Serbii podnoszone od lat – katastrofalny stan sądownictwa i systemu wyborczego, brak praworządności i swobód demokratycznych, problematyczne relacje z Rosją itd. Mimo wszystko Komisja poleca otwieranie nowego rozdziału w negocjacjach z Serbią.
Dokument, który ma wyraźne poparcie Niemiec i Francji, został odrzucony w Radzie Europejskiej przez weto ośmiu krajów – Chorwacji, Holandii, Szwecji, Finlandii, Belgii, Estonii, Litwy i Bułgarii – ale i tak wysłał sygnał o rosnącym poparciu głównych graczy europejskich dla Serbii.
I wreszcie, oczywiście, mamy wizytę prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Serbii. Kilka dni wcześniej europejska opinia publiczna dowiedziała się z artykułu w „Financial Times”, że rząd Vučicia, który deklarował poparcie dla Rosji, jednocześnie sprzedawał Ukrainie amunicję przez pośredników w UE w ramach transakcji wartej setki milionów euro. Dowiedzieliśmy się również z innych europejskich mediów, że Serbia jest gotowa na dalsze pogłębianie współpracy wojskowej z Ukrainą. Innymi słowy, wizyta prezydenta Ukrainy jeszcze bardziej zbliżyła Vučicia do Zachodu.
I właśnie z tym poparciem Vučić wkracza w nowy cykl wyborczy w swoim kraju. Zachód, jak od dawna było jasne, wybrał autokrację, która jest stabilna, przewidywalna i posłuszna, zamiast potencjalnych zmian demokratycznych, które mógłby ewentualnie reprezentować ruch studencki. Brzmi to strasznie cynicznie, ale to prawda.
I właśnie dlatego trudno z całą pewnością stwierdzić, że era Aleksandara Vučicia, dziś regionalnego faworyta Francji, a kiedyś Niemców i Angeli Merkel, naprawdę dobiegła końca.
Przeczytaj również: Pakt z przodkami, krew i rakija. Tak świętują na Bałkanach
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
04 września 2026

Zmień tryb na ciemny