Nauka
Globalne ocieplenie trwa. A lód wrócił do Arktyki po ponad 20 latach
15 września 2026

AfD już odniosła sukces. W wyborach w Saksonii-Anhalt 6 września zdobyła 43,8 proc. głosów. Kolejny test przyjdzie 20 września w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie, gdzie również oczekuje się mocnego wyniku partii. Wraz z jej rosnącym poparciem zaostrza się debata o politycznej odmienności niemieckiego Wschodu.
Niemcy z zachodnich landów, widząc odnowione fasady miast, nowoczesne drogi, dworce i infrastrukturę, nie mogą zrozumieć, o co właściwie chodzi Niemcom ze wschodu. Dlaczego nie doceniają skoku cywilizacyjnego i materialnego, dlaczego nie są wdzięczni za skalę transferu dobrobytu z zachodu na wschód i budują swoją tożsamość na nostalgii za przeszłością w NRD.
Założenia transformacji po zjednoczeniu Niemiec były przecież zgoła odmienne. Zakładano, że dzięki ogromnym transferom finansowym nastąpi szybka konwergencja gospodarcza wschodnich landów do poziomu Niemiec zachodnich. Wraz z wyrównywaniem poziomu życia miało nastąpić także zbliżenie społeczne i ideologiczne, które w naturalny sposób przełożyłoby się na wybory polityczne. Historia potoczyła się jednak inaczej.
Mimo ogromnych transferów finansowych konwergencja gospodarcza mierzona w PKB na jednego mieszkańca zatrzymała się na poziomie około 70 proc. poziomu zachodnich Niemiec. Co więcej, stan ten utrzymuje się od ponad dwóch dekad, mimo nieprzerwanego napływu środków publicznych. Można więc odnieść wrażenie, że gospodarka wschodnich landów osiągnęła swoisty „szklany sufit”.
Przyczyn tego stanu rzeczy szuka się między innymi w niekorzystnej strukturze gospodarczej. Gospodarka wschodu jest zdominowana przez małe i średnie przedsiębiorstwa, w dużej mierze usługowe, podczas gdy zakłady produkcyjne należą do przedsiębiorstw, których centrale znajdują się na zachodzie.
Charakterystyczne jest również to, że żadna spółka notowana w indeksie DAX nie ma siedziby w Niemczech wschodnich. Z tej struktury wynika słabość potencjału innowacyjnego i badawczego regionu oraz mniejszy niż na zachodzie poziom marży oferowanych produktów i usług.
Wschodni Niemcy mają poczucie, że w procesie transformacji zostali potraktowani jak „tubylcy”, których należało najpierw poddać procesowi modernizacji i resocjalizacji, zanim mogli zostać w pełni dopuszczeni do współuczestniczenia w życiu publicznym, politycznym i gospodarczym zjednoczonych Niemiec.
Wymiernym wskaźnikiem tej sytuacji ma być niewielki udział osób pochodzących ze wschodnich landów w elitach biznesowych, medialnych, prawniczych czy naukowych. Kiedy trzy lata temu Dirk Oschmann sformułował w książce Jak niemiecki Zachód wymyślił swój Wschód tezę o transformacji jako wewnętrznej kolonizacji, na zachodzie przyjęto to milczeniem lub odrzuceniem. We wschodnich landach książka została bestsellerem.
Można uznać, że po latach milczenia obecna debata stanowi odpowiedź landów zachodnich na ówcześnie postawione zarzuty. Główne przesłanie debaty można streścić w stwierdzeniu: mamy już dość słuchania o krzywdach Wschodu. Są one przesadzone, zwłaszcza na tle doświadczeń innych państw w Europie Środkowo-Wschodniej, wynikają z braku rozliczenia z własną przeszłością, a przede wszystkim pomijają ogromny wkład finansowy Zachodu w modernizację wschodnich landów.

Próby wyjaśnienia zagadki odmienności Niemców wschodnich można sprowadzić do trzech zasadniczych narracji.
Pierwsza odwołuje się do długiego doświadczenia dyktatury. Czterdzieści lat życia w systemie komunistycznym miało ukształtować określony stosunek do państwa, władzy i silnej jednostki oraz wyrobić postawę oczekiwania wobec władzy, że ochroni przed wyzwaniami związanymi z procesami modernizacji i globalizacji. Druga narracja koncentruje się na błędach transformacji, które miały stworzyć trwały resentyment wobec Zachodu.
Deprywacja kapitału materialnego, kulturowego i społecznego, a także marginalizacja dorobku NRD miały pozostawić niezagojone rany, które do dziś znajdują wyraz w rozgoryczeniu, przejawiającym się w inicjowaniu antysystemowych ruchów społecznych (Pegida, antyszczepionkowcy) lub popularności partii antysystemowych. W trzeciej narracji uważa się, że odmienność wschodu wynika z jego awangardowego charakteru.
Na Zachodzie procesy społeczne zachodzą wolniej i z opóźnieniem ze względu na siłę tradycyjnych instytucji. W tym rozumieniu to nie Wschód jest odmienny, ale Zachód zapóźniony.
Rzadko pojawia się próba wytłumaczenia odmienności landów wschodnich ze względu na różnice instytucjonalne powstałe w wyniku transformacji. Zakładałoby to bowiem, że transformacja systemowa nie stworzyła struktur koniecznych dla zapewnienia „porównywalnych warunków życia na obszarze Federacji”, co stanowi wymóg konstytucyjny.
Profesor Steffen Mau, autor słynnej swego czasu książki o transformacji w NRD Lütten Klein, na marginesie rozmowy dla portalu The Pioneer zaproponował takie tłumaczenie, zwracając uwagę na zasadnicze różnice w strukturze własności.
W wyniku transformacji Niemcy wschodnie stały się obszarem o najniższym w Europie poziomie własności obywateli. Są oni w dominującej większości użytkownikami zasobów, których właściciele mieszkają na zachodzie Niemiec. Efektem tej struktury jest fakt, że dochody z własności, o których się w publicznej debacie rzadko wspomina, płyną szerokim strumieniem na zachód.
W tym kontekście padło pytanie o przydatność popularnego swego czasu konceptu „Ostelbii” dla zrozumienia różnic między wschodnimi i zachodnimi Niemcami. Tym pojęciem określano tereny na wschód od Łaby, które na skutek utrzymania quasifeudalnych struktur społecznych w oparciu o duże latyfundia rozwijały się wolniej niż zachodnia część.
Profesor Mau nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Niemniej, jeśli jako kryterium oceny efektów transformacji uwzględnimy strukturę własności, odpowiedź na pozornie absurdalne pytanie, czy Niemcy wschodnie są beneficjentami, nie jest wcale tak jednoznaczna.
Od strony materialnej niezaprzeczalnym faktem jest skok cywilizacyjny, modernizacja miast, infrastruktury i wzrost poziomu życia. Pod względem równości praw i możliwości rozwoju potencjałów niski poziom własności konstytuuje zasadniczą różnicę. Własność nie oznacza bowiem jedynie przyjemności „bycia na swoim” i gospodarowania na własny rachunek. W kapitalizmie własność ma znaczenie systemowe.
Czyni jednostkę podmiotem prawnym zdolnym do zawierania umów, których efektem jest generowanie środków finansowych. Tytuły własności są furtką do kapitału i decydowania, w co, gdzie, kiedy i ile środków będzie inwestowane.
Wschodnie landy otrzymały olbrzymie transfery w zamian za kontrolę i władzę nad kluczową dla suwerennego rozwoju instytucją, jaką jest własność. Kolokwialnie mówiąc, otrzymały „rybę”, ale nie „wędkę”. W tej zależności od decyzji zachodnich właścicieli można dostrzec niepokojącą ciągłość modelu rozwoju „Ostelbii”.

Co ciekawe, w opinii profesora Maua Polska jest przykładem pozytywnej transformacji, ponieważ proces prywatyzacji mieszkań pozwolił przeciętnemu obywatelowi na stanie się właścicielem i budowanie majątku.
Ta ocena może zaskakiwać. Trudno powiązać niewątpliwe sukcesy transformacyjne Polski z faktem uwłaszczenia mieszkań. Sukces przypisywany jest napływowi środków od inwestorów zagranicznych oraz z Unii Europejskiej. Ale również w Polsce ocena sukcesów transformacji jest zróżnicowana.
Obok widocznych i podziwianych materialnych sukcesów istnieje niepokój co do trwałości tych zmian. Wynika on ze świadomości uzależnienia od zewnętrznego finansowania. Mimo że w Polsce nie nastąpił proces przejęcia kontroli właścicielskiej nad zasobami w takim stopniu jak w Niemczech wschodnich, to jednak zaniechano rozbudowy instrumentów i instytucji koniecznych dla wykorzystania tytułów własności na potrzeby generowania krajowego kapitału.
Zdecydowano, że kapitał zagraniczny będzie odgrywał kluczową rolę. Konsekwencje tego wyboru są podobne. Zarówno landom wschodnim, jak i Polsce grozi „szklany sufit” w rozwoju ekonomicznym. Transfery, niezależnie od wielkości, nie zastąpią krajowych procesów generowania kapitału i dynamiki z nich wynikającej. Niezależnie od wielkości zewnętrznych transferów stopień konwergencji gospodarczej będzie pozostawał na poziomie 70 proc. zachodnich gospodarek, w tzw. pułapce średniego dochodu.
Jeśli spojrzymy na kapitał jako na „piątą władzę”, to fakt ograniczenia obywatelom możliwości dostępu do procesów jego generowania, czy to z braku nieodzownych w tym procesie tytułów własności, czy braku odpowiednich regulacji prawnych i instrumentów, sprawia, że ich pozycja jest strukturalnie gorsza w porównaniu z obywatelami posiadającymi takie możliwości.
W tym sensie zarzut Niemców z landów wschodnich o to, że stali się w wyniku procesu transformacji obywatelami drugiej klasy, nie jest bezpodstawny. Uznanie tego faktu jest warunkiem nie tylko zrozumienia dla argumentów Niemców wschodnich i zmniejszenia polaryzacji społecznej, ale również dla podjęcia kroków w celu modyfikacji tej niekorzystnej struktury własności i zmiany finansowania z paradygmatu zewnętrznego na wewnętrzny.
W historii Niemcy dwukrotnie dokonali skoku gospodarczego – wzrost gospodarczy Prus w XIX w. i Niemiec Zachodnich po 1945 r. – w oparciu o krajowe instrumenty finansowe. Nawiązanie do tych tradycji byłoby szansą zarówno dla Niemiec, stojących wobec ogromnych wyzwań gospodarczych, społecznych i politycznych, jak i Unii Europejskiej poszukującej nowych źródeł finansowania.
Przeczytaj również: Potężne Niemcy, ograniczona władza. Kto rządzi Unią?

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: