Nauka
Ekspert może mieć rację. To za mało, by mu uwierzyć
29 września 2026

Psycholog Maria Berlińska przez blisko pięćdziesiąt lat wychowywała dzieci – pięcioro własnych i kilkanaścioro, które trafiały pod jej dach w ramach prowadzonego z mężem rodzinnego domu dziecka. W rozmowie z Jarosławem Kumorem w „Dobrym Podcaście Holistic" opowiada o tym, jak budować dom pełen szacunku i akceptacji mimo ogromnych różnic i głębokich zranień.
Z wieloletniej pracy z młodzieżą Maria Berlińska wyniosła obserwację, że niskie poczucie własnej wartości nie omija nawet dzieci uznawanych za zdolne i utwierdzanych w takim obrazie siebie. Wskazuje, że nie da się wzmacniać poczucia wartości przez krytykę.
„Dziecko myśli sobie: no tak, znowu to zrobiłem, matka mówi mi to już tyle razy – więc ze mną naprawdę jest coś nie tak” – według Berlińskiej właśnie taki wewnętrzny monolog zostaje w dziecku po samej krytyce. Zamiast pytania „Co ty zrobiłeś, synku? Jak tak można?”, proponuje inne podejście:
Jak ci mogę pomóc? Co tobie by pomogło, żebyś to zapamiętał? Chodź, wymyślimy coś.
Kiedy Maria Berlińska i jej mąż przyjmowali do rodzinnego domu dziecka pierwszych podopiecznych, myśleli, że szkolenie i przygotowania dały im wystarczające kompetencje. Po pierwszych sześciu miesiącach zrozumieli, że bez dalszego szkolenia na własną rękę po prostu sobie nie poradzą. Relacje z dziećmi, które przeszły przez porzucenie i instytucjonalną opiekę państwa okazały się zdecydowanie bardziej wymagające niż mogli się tego spodziewać.
„Przecież to nie są złe dzieci” – zaznacza Berlińska. A na pytanie, czego każde z nich potrzebuje najpierw, odpowiedź jest jednoznaczna: akceptacji.
Nie chodzi o to, by akceptować ich postępowanie, ale dać im poczucie, że są akceptowane jako osoby, a przede wszystkim zrozumieć, dlaczego postępują tak, a nie inaczej.
Berlińska opowiada też, jak duże potrafią być luki rozwojowe u dzieci zaniedbanych wychowawczo. Już samo rozumienie czytanego tekstu bywało barierą dla trzecioklasistów.
Umówiłam się z nimi, że jeśli nie będą rozumieć tekstu bajki, mają to powiedzieć. Pół strony czytaliśmy godzinę – takie były początki.
Skutki takich zaniedbań w pełni widać dopiero w szkole. Dzieci, które nie rozumieją, co mówią nauczyciele, ani o czym rozmawiają rówieśnicy, szybko schodzą na margines klasy i szukają towarzystwa takich samych jak one.
Dziś najmłodszy z przysposobionych ma 27 lat, a większość założyła już własne rodziny. Jak zaznacza Berlińska, w dziewięćdziesięciu procentach radzą sobie w dorosłym życiu.
Ja mam takie liściki od moich przysposobionych dzieci: tylko wy widzieliście światełko w tunelu, tylko wy wierzyliście, że my z tego wyjdziemy.
Nowy numer już w sprzedaży:
Berlińska wyraźnie rozróżnia pochwałę od komplementu. Słowa „pięknie, ładnie, ślicznie” niczego, jej zdaniem, nie budują.
Pochwała musi być opisowa: wymyśliłeś taką gazetę, ciekawy, graficzny układ, a tutaj ta rzeźba, taka głowa i ręce – opisuję w szczegółach, co widzę.
Powołując się na badania naukowe, Berlińska podkreśla: jeden komunikat o zabarwieniu negatywnym waży co najmniej siedmiokrotnie więcej niż pozytywny. Dlatego na jedną uwagę negatywną powinno przypadać co najmniej siedem pozytywnych – tylko po to, żeby wyrównać stan rzeczy.
Pochwała musi więc być opisem i powinna się kończyć zdaniem: potrafisz to zrobić, umiesz to, dobrze ci wyszło. Mózg zapamiętuje właśnie to ostatnie zdanie – ale tylko wtedy, kiedy wcześniej pojawia się opis.
Metoda działa nawet, gdy efekt jest odległy od ideału. Kiedy dziecko po wielu prośbach w końcu posprzątało pokój – ale część rzeczy schowało pod dywan – można skupić się na tym, czego nie dopilnowało. Berlińska robi coś innego:
Mówię: o, na biurku jest już miejsce, nic nie leży na podłodze i odkurzyłeś. Przyjemnie jest, jak tak potrafisz to ogarnąć.
Jak zapewnia, po miesiącu dziecko przestaje chować rzeczy pod dywan, a po pół roku nawet szafa, choć wciąż nieidealnie uporządkowana, w końcu daje się otworzyć.
W liczącej ponad czterdzieści osób najbliższej rodzinie Marii Berlińskiej różnice nie muszą oznaczać konfliktu. A jak podkreśla psycholog, w tak dużej grupie mieszanka temperamentów i przekonań jest czymś normalnym.
Przywołuje przykład wyjścia do kina z całą rodziną. Gdy zapowiadała, że jedzie z nimi też ojciec i jedna z córek, inne z dzieci od razu wiedziało, że „znowu będzie wiocha” – bo tamtych dwoje śmieje się głośno w momentach, w których nikt inny się nie śmieje. Berlińska wspomina to z rozbawieniem, ale też podkreśla, że nie zabraniała takich reakcji i nie kazała dziecku się dostosować.
Mówiłam: uczcie się od siebie szacunku, bo każdy z was jest inny. To wcale nie znaczy, że rezygnujemy z granic czy ze swojego zdania.
Jako teolog, Berlińska nie ukrywa, że w najtrudniejszych chwilach – gdy pod jednym dachem dorastało kilkoro nastolatków naraz – to wiara pozwalała jej wytrzymać.
Jak już czułam, że dochodzę do granicy, od razu się izolowałam i modliłam.
Zaznacza, że wracała do tej samej rzeczywistości, ale z innym nastawieniem. Choć wydawałoby się, że obiektywnie nic się nie zmieniło, uspokojony układ nerwowy sprawiał, że na nowo mogła radzić sobie z trudnymi emocjami i reakcjami podopiecznych.
Maria Berlińska pytana o jedno zdanie dla dzisiejszych rodziców, nie ma wątpliwości:
Nie oceniaj i nie obwiniaj – to najbardziej zatruwa nasze rodziny. I nie musisz być idealnym rodzicem
– mówi, nawiązując do tytułu swojej książki Mamo, tato, nie musicie być idealni.
Warto przeczytać: Dr Wojciech Wierzejski: Tak niszczymy poczucie wartości dzieci
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: