Prawda i Dobro
Ruch dodaje energii do działania. To nie znaczy, że czujemy się lepiej
06 października 2026

Jak odróżnić u dziecka chwilową fascynację od mocnej strony i potencjału? Takie otwarcie rozmowy w „Dobrym Podcaście Holistic" pedagog Tomasz Wilczewski kwituje bez ogródek: to jest pytanie typowego dorosłego, który nie rozumie świata dziecka.
Według naszego gościa fascynacja nie jest cechą wybranych dzieci, lecz stanem zachwytu, który towarzyszy każdemu zdrowemu dziecku żyjącemu w zgodzie ze swoją naturą. Wilczewski potwierdza w toku rozmowy, że dorośli często patrzą na swoje dzieci koniunkturalnie: szukają tego, co się opłaca, więc w siedmiolatku układającym klocki widzą np. przyszłego inżyniera albo architekta. Nasz gość koryguje taki sposób myślenia:
Dziecko te klocki układa nie dlatego, żeby być architektem, tylko żeby zbierać informacje.
Dorosły oczekuje rezultatu od razu, tymczasem w dziecku, jak stwierdza pedagog, informacja trafia najpierw do emocji, potem do refleksji, a sprawność pojawia się często dopiero następnego dnia. Wilczewski podkreśla też czym dorośli wyłączają dziecięcą fascynację:
Robią to wstydem, robią to strachem, robią to przymusem, nakazami, zabranianiem.
Drogę dziecka do szkolnej ławki streszcza następująco:
Trzylatek wszystko opisuje słowami, pięciolatek o wszystko pyta, a siedmiolatek idzie do szkoły i żeby pytać, musi podnieść rękę, dostać zgodę nauczyciela, a to, co mówi, jest oceniane.
Pedagog podkreśla, że dorośli stawiają dzieciom złe cele. A są one złe, bo są de facto własnymi celami dorosłych. Najlepiej obrazuje to historia usłyszana przez naszego gościa od jednej z uczestniczek prowadzonego przez niego szkolenia. Jej siedmioletni syn poszedł z ojcem na ryby, wrócił niezadowolony i oznajmił, że już nigdy więcej nie chce tam iść. Na pytanie, jaki cel ma dorosły wybierający się na ryby, prowadzący podcast odpowiada: złowić ryby. Gość potwierdza i dodaje:
I to jest dokładnie nałożenie celu dorosłych na dziecko. Nie podobało mu się, bo jego celem w wieku siedmiu lat jest bycie kreatywnym, ciekawym, współpracującym, wdzięcznym…
Wilczewski zaproponował uczestniczce szkolenia inny przebieg wyprawy: ojciec pyta syna, gdzie ma rzucać wędkę. W tej wersji chłopiec mówi: Rzuć blisko, rzuć pod trzcinę, rzuć w lewo, rzuć w prawo.
Według Wilczewskiego dziecko rozprasza w ten sposób energię przez proces umysłowy i poznawczy. Dorosłemu taki układ się nie opłaca, bo ma własne doświadczenia i wie, gdzie biorą ryby.
Dziecko wróci z tego wędkowania bez ryb, ale zadowolone. I powie: ty wiesz, jak ja tacie mówiłem, jak on miał rzucać?
Wilczewski nazywa to wewnętrznym wzrostem dziecka i widzi w tym różnicę celów. Tę samą różnicę dostrzega w szkole i w edukacji sportowej:
Cały czas są nakładane na dzieci cele dorosłych, organizacja dorosłych, zasady dorosłych, przepisy dorosłych i dlatego dzieci się nie rozwijają prawidłowo.
Pytany o to, co musiałoby zmienić się organizacyjnie, Wilczewski wskazuje m.in. klasy zróżnicowane wiekowo. Dla pierwszoklasistów opisuje cykl złożony z krótkiej lekcji i 30 minut odprężenia w ruchu. Lekcję streszcza tak:
Przez 15 minut dzieci są zajęte, cały czas mówią, myślą, decydują, postulują, eksplorują, realizują i optymalizują ten proces.
W jego przykładzie z lekcji geografii o zasobach naturalnych każde dziecko dostaje jedno słowo: węgiel, kredę, las, sól albo złoto. Dzieci przekazują sobie wiedzę, a potem wymieniają się nią i dorabiają kontekst, np. sól do solenia zupy.
W rozmowie wraca też wątek nauczycieli. Tomasz Wilczewski, jako pedagog, bywa uznawany za ich przeciwnika.
Ja po prostu komentuję rzeczywistość i próbuję ją zmienić z ogromnym wysiłkiem własnym, bo chodzi o to, żeby nauczyciel miał narzędzia, żeby stworzyć środowisko, w którym dzieci we wzajemnym nauczaniu wymieniają się swoimi potencjałami.
Na pytanie, czy w takim modelu odnajdzie się dzisiejszy nauczyciel, odpowiada twierdząco, ale z zastrzeżeniem:
Zdecydowanie tak, tylko taki nauczyciel powinien zacząć działać inaczej, czyli nie ograniczać się do mówienia do dzieci, bo to jest po prostu nieskuteczne. On ma kierować procesem dydaktycznym.
Tomasz Wilczewski pokazuje w tej rozmowie szkołę oczami dziecka, które, jak mówi, idzie do niej w przekonaniu, że ta go rozwinie, ale zbyt często napotyka na mur.
Warto przeczytać: Tylko szkoła może zmienić świat
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:
Prawda i Dobro
06 października 2026



Zmień tryb na ciemny