Prawda i Dobro
Żyjemy jak przed pandemią? Nie wszystko wróciło do normy
23 października 2026

Czy sztuka, która wiernie odtwarza rzeczywistość, jest bliższa prawdzie niż dzieło pełne zniekształceń i niedoskonałości? Od Platona po modernizm zmieniało się spojrzenie na rolę błędu w sztuce. To, co miało oddalać człowieka od prawdy, może stać się źródłem wyobraźni i artystycznej wolności.
Z reguły każdemu z nas trudno przyznać się do błędu, bo mocno cierpi przy tym nasze ego i boimy się oceny. Za to w wytykaniu błędów bliźniemu osiągnęliśmy mistrzostwo. Niewielu z nas jednak wie, że przyznanie się do błędu może przynieść korzyści, które trudno przecenić.
Przyznanie się do błędu jest trudne z kilku powodów. Najczęściej dotyczy perfekcjonistów, którzy tryumfują, gdy zawsze wszystko im się udaje, i nie znoszą się mylić. Bywa, że po tym, jak popełnią błąd, a ten, nie daj Boże, się wyda, długo nie mogą wybaczyć sobie pomyłki. Paraliżujący strach przed oceną, humor zepsuty na wiele godzin i zranione ego, które chciałoby cofnąć czas, a jeszcze lepiej znaleźć winnego pomyłki.
A może pora odczarować źle kojarzące się słowo „błąd” i spojrzeć na nie nieco przychylniej, jak na nieodłączny element ludzkiej kondycji?
Już w Państwie Platona możemy przeczytać, że w idealnym, bezbłędnym ustroju nie byłoby miejsca dla artystów, ci bowiem zniekształcają prawdę.
Pomyślcie o łóżku – mówił Sokrates w Państwie i przywoływał trzy formy łóżka. Pierwszą jest forma boska. Skoro bogowie wszystko stworzyli, musieli stworzyć ideę łóżka, toteż łóżko doskonale istnieje wyłącznie w umyśle boskiego demiurga. Druga forma łóżka to konkretny mebel do kupienia w sklepie. Stanowi on wprawdzie wypaczenie boskiego ideału, ale w doskonałym państwie znajdzie się dla niego miejsce, bo przecież każdy musi się wyspać. Za to trzecia forma to obraz łóżka, czego Sokrates stanowczo nie akceptuje. Boski ideał został tu wypaczony bez żadnego praktycznego powodu. Przecież nie położysz się obok żadnej nagiej piękności z obrazów, które namalował artysta.
Obrazy, mówił Sokrates, są zaledwie imitacją imitacji. Stoją na trzecim miejscu w stosunku do rzeczywistości. Podobnie dzieła literackie, bo:
„Począwszy od Homera, wszyscy poeci uprawiają naśladownictwo i stwarzają widziadła dzielności i innych rzeczy, o których piszą, a prawdy nie dotykają”.
Sokrates uważał owe imitacje za zwodnicze i oszukujące ludzi. Słowem, za błędy. Sztuki doświadczamy bowiem za pomocą zmysłów, a te przecież są niegodne zaufania.
„Artysta lichotę tworzy w porównaniu do prawdy i z lichym pierwiastkiem w duszy ludzkiej obcuje”.
Artysty więc nie można, zdaniem Sokratesa, przyjąć do państwa, którym miałyby rządzić dobre prawa.
Te słowa zadały zapewne ból niejednemu miłośnikowi filozofii, bo przecież trudno sobie wyobrazić życie bez sztuki i literatury. Władza, która skazuje artystów na wygnanie czy próbuje im zamknąć usta, kojarzy się nam bardzo źle.
Na szczęście Platon ustami Sokratesa w Państwie też mógł się mylić. Nie w tym, że sztuka jest błędem w klasycznym rozumieniu tego słowa, mirażem, który nie ma praktycznego zastosowania. Platon, chcąc stworzyć idealne państwo, opowiedział się za całkowitym eliminowaniem błędu we wszystkich jego postaciach, gdyż błędy „oddalają nas od absolutnej prawdy i przynoszą ujmę naszym umysłom, tak więc należy z nimi walczyć za wszelką cenę” – postulował.
A jednak Platon mylił się w tym, że każdy błąd jest zły i niekorzystny dla systemu. Dzieła sztuki i literatury, niedoskonałe, indywidualne, skrzywione reprezentacje rzeczywistości, potrafią przecież kryć w sobie piękno i moc.
„Nasze osobne, subiektywne świadomości, pozbawione dostępu do istoty rzeczy, rozglądają się dokoła i widzą Panny z Awinionu czy Gwiezdne Wojny powstałe dzięki naszej zdolności mylenia się. Zdolność ta jest nierozerwalnie związana z naszą wyobraźnią”
– zauważa Kathryn Schulz w książce Być w błędzie. Przygody w krainie pomyłek.
Czasem trudno to dostrzec. Kiedy czytasz Dra Seussa swojemu sześciolatkowi, nie rozmyślasz zapewne o fundamentalnej ludzkiej omylności. Artyści, a przynajmniej artyści świata zachodniego, bardzo długo próbowali zresztą ukrywać przed odbiorcami relację między błędem a sztuką. Starali się przedstawiać świat tak wiernie, jak to możliwe. Pragnęli, aby widz, słuchacz lub czytelnik mylił reprezentację z rzeczywistością albo przynajmniej podziwiał ich podobieństwo. Próbowali więc zasypać przepaść między umysłem a tym, co wobec umysłu zewnętrzne.
Gdy przyszedł modernizm, wszystko się zmieniło. We wszystkich sztukach, od tańca po malarstwo, zaczęto celowo podkreślać „sztuczność” sztuki, zgłębiać niedoskonałą relację między sztuką a rzeczywistością. Wiktoriańskie powieści ustąpiły miejsca modernistycznym w stylu Gertrude Stein, a Picasso zdominował salony.
Naturą sztuki jest subiektywizm, więc zawsze będzie na bakier z rzeczywistością, bez względu na to, jaką sztuka przybierze formę: płótno, ścianę, a nawet mur. I jak przekonuje Kathryn Schulz:
„Błąd przytrafia się nam, kiedy przypadkiem wpadamy w przepaść między reprezentacją a rzeczywistością. Tworzenie sztuki oznacza natomiast świadome zejście do owej rozpadliny”.
Natura ludzka jest jednak taka, że kochamy wiedzieć coś na pewno, mimo że wiedza nigdy nie jest pewna. Poza tym instrumenty, które wykorzystujemy, by określić, czy wiemy coś, czy też nie, są z natury niedoskonałe. Potrafimy też po mistrzowsku ignorować fakt, że czegoś nie wiemy. A każdy rodzaj wiedzy, choćby najbardziej fundamentalny lub pozornie niepodważalny, w pewnych okolicznościach może się okazać zawodny.
I choć błąd powoduje często rozpacz, bliżej mu do nadziei. Mylimy się, ponieważ ufamy własnym umysłom. Potrafimy też, przy odrobinie dobrej woli, optymistycznie pogodzić się z własną omylnością, bo przecież świat poznajemy dzięki opowieściom, które sami tworzymy.
Warto zatem stworzyć przestrzeń, w której przyznanie się do błędu jest bezpieczne, bo to z kolei pozwala pielęgnować kulturę autentyczności. Przyznanie się do błędu jest miarą wolności wewnętrznej, a ta potrafi przynieść ogromne zasoby energii i możliwość budowania głębokich relacji z innymi ludźmi.
Źródła:
Korzystałam z: Państwo, Platon, przeł. Władysław Witwicki, wyd. Alfa, Warszawa 1999.
Być w błędzie. Przygody w krainie pomyłek, Kathryn Schulz, przeł. Jan Dzierzgowski, wyd. Muza, Warszawa 2016.
Przeczytaj także: Najpierw dziwi, potem inspiruje innych. Od szoku do kanonu
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Edukacja
22 października 2026

Zmień tryb na ciemny