Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Prof. Szubartowski: Szkoła za szybko podpowiada. Nauczmy dzieci szukać

zbliżenie na twarz Ryszarda Szubartowskiego

Można mieć piątki, świetnie pisać sprawdziany i nadal nie nauczyć się samodzielnie myśleć. Ryszard Szubartowski wie o tym więcej niż większość nauczycieli: 126 jego podopiecznych zdobyło tytuły laureatów olimpiad informatycznych. W rozmowie z Patrycją Krzeszowską mówi, że problem zaczyna się wtedy, gdy po chwili ciszy nauczyciel podaje uczniowi pierwszy krok, właściwy trop albo gotową odpowiedź.

Same piątki nie uczą myślenia

Patrycja Krzeszowska: Co szkoła powinna przestać robić, żeby nie zniszczyć w dziecku ciekawości, odwagi i zdolności samodzielnego myślenia?

Prof. Ryszard Szubartowski*: Przede wszystkim powinna przestać wyręczać ucznia w myśleniu.

Jeżeli nauczyciel zadaje pytanie, a po kilkunastu sekundach sam zaczyna podpowiadać, prowadzi ucznia krok po kroku i właściwie pokazuje mu drogę do rozwiązania, to uczeń szybko się uczy, że nie musi sam szukać odpowiedzi. Wystarczy poczekać.

Ja staram się robić inaczej. Daję wyzwanie i czas. Czekam. Nie siedzę nad głową. Pozwalam uczniowi próbować, kombinować, wrócić, spróbować jeszcze raz. Nie uważam nieprawidłowego rozwiązania za coś złego. Niewłaściwe rozwiązanie jest naturalnym elementem dochodzenia do prawidłowego wyniku.

Druga rzecz: nie można stale mówić dziecku, co dokładnie ma robić. Jeżeli chcemy wychować człowieka samodzielnego, musimy od pewnego momentu pozwolić mu podejmować decyzje. Nie można dojść do samodzielnego myślenia, nie pozwalając sobie samodzielnie myśleć.

Jedna odpowiedź, wiele dróg

Czy można przejść przez szkołę z najlepszymi ocenami, a mimo to nie nauczyć się samodzielnego myślenia?

Oczywiście, choć niestety. 

Można się nauczyć nauczyciela i być bardzo dobrym w rozpoznawaniu jego oczekiwań. Można nauczyć się materiału, dobrze napisać sprawdzian, dostać dobrą ocenę, a po kilku tygodniach niewiele z tego pamiętać. Tylko jaki tego jest sens?

Dla mnie znacznie bardziej wartościowa jest sytuacja, kiedy uczeń dostaje wyzwanie, którego wcześniej nie widział. Wtedy zaczyna być widać, czy potrafi wykorzystać to, co wie. Samodzielne myślenie zaczyna się tam, gdzie kończy się odtwarzanie znanego schematu.

Dlatego interesuje mnie nie tylko wynik. Patrzę, jak uczeń dochodzi do rozwiązania. Czy próbuje różnych dróg? Czy potrafi zauważyć własną pomyłkę? Czy umie uzasadnić swoje stanowisko? Czy po niepowodzeniu próbuje ponownie? Mówi to o człowieku znacznie więcej niż sama ocena wystawiona za opanowanie określonego fragmentu materiału zgodnie z przyjętymi zasadami. 

nauczycielka w klasie z uczniami którzy siedzą w ławce
Fot. zoranzeremski / Envato.com

Czy można nauczyć krytycznego myślenia w instytucji, w której najczęściej istnieje jedna właściwa odpowiedź? Co musiałoby się zmienić na zwykłej lekcji?

Najpierw doprecyzowanie, bo tu często część osób myli pojęcia. Myślenie krytyczne w swej istocie to coś innego niż myślenie krytykujące czy krytykanckie. Myślenie krytyczne to zadawanie pytań, szukanie powiązań i sensu, czy innych sposobów.

Przechodząc do odpowiedzi: trzeba rozróżnić dwie rzeczy. W matematyce czy fizyce często rzeczywiście istnieje jeden poprawny wynik. Ale to nie znaczy, że istnieje tylko jedna droga dojścia do niego. I właśnie ta droga jest bardzo ważna.

Zamiast od razu pokazywać rozwiązanie, można postawić przed uczniami wyzwanie. Jeden zacznie w jeden sposób, drugi w inny. Ktoś zaproponuje błędne rozwiązanie. Ktoś znajdzie rozwiązanie, którego nauczyciel się nie spodziewał. Wtedy zaczyna się prawdziwa nauka, bo można zapytać kolegę: Dlaczego tak uważasz? Skąd to wynika? Czy można to zrobić inaczej? Jak sprawdzisz, czy masz rację?

Nauczyciel nie musi być człowiekiem, który przez 45 minut przekazuje gotowe odpowiedzi. Powinien przede wszystkim umieć tworzyć sytuacje, w których uczeń sam musi uruchomić myślenie.

Talent nie zawsze ma piątki 

Jak nauczyciel ma rozpoznać prawdziwy talent dziecka, skoro może się on ukrywać za nieśmiałością, znudzeniem, buntem albo słabymi ocenami?

Na pewno nie szukałbym na siłę talentu wyłącznie w złych ocenach czy w opisanym tu negatywnym nastawieniu. 

Trzeba stworzyć sytuację, w której uczeń ma możliwość pokazania czegoś. Dać mu różne zadania, poobserwować, czym się interesuje, przy czym potrafi się dłużej zatrzymać i pracować, jakie pytania zadaje przy poszczególnych wyzwaniach. 

Czasami uczeń przeciętny na zwykłej lekcji dostaje zadanie, które naprawdę go zainteresuje, i nagle widzimy zupełnie innego człowieka – ten błysk w oku może zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonego edukatora. Dlatego nie wierzę w zbyt szybkie przyklejanie etykiet: zdolny, przeciętny, słaby, niczym niezainteresowany.

Nauczyciel powinien raczej stwarzać wiele różnych okazji do ujawnienia możliwości ucznia. Talent nie zawsze zgłasza się sam. Najczęściej jest „ukryty”. Trzeba stworzyć warunki, żeby można go było zobaczyć.

I dlatego również uczeń, który dziś jest „średni”, nie powinien zostać skazany na bycie średnim przez następnych dziesięć lat. Idealnie byłoby tworzyć taką „nieprzerwaną rekrutację”, czyli stale poszukiwać talentów wśród młodych ludzi.

nauczycielka prowadzi lekcję w klasie kilkoro uczniów
Fot. Media_photos / Envato.com

Oceny w szkole nie wystarczą

Jak sprawdzać rozwój ucznia, nie sprowadzając nauki do testów, ocen i przygotowania pod egzamin?

Ocena daje pewną informację, ale bardzo ograniczoną. Znacznie bardziej interesujące jest to, czy uczeń potrafi dziś zrobić coś, czego pół roku wcześniej nie potrafił. To powinno być podstawą ewentualnej oceny.

Czy podejmuje trudniejsze wyzwania? Czy dłużej potrafi nad nimi pracować? Czy potrzebuje mniej pomocy? Czy umie wykorzystać wcześniejszą wiedzę w nowej sytuacji? Czy potrafi wyjaśnić rozwiązanie komuś innemu? Można mnożyć takie przykłady bez końca.

To są bardzo konkretne oznaki rozwoju. W mojej pracy ważna jest też obserwacja ucznia przez dłuższy czas. Pojedynczy test może pokazać tylko pewien moment. Natomiast rozwój jest procesem, a proces potrzebuje czasu i cierpliwości. Jeżeli chcemy rzeczywiście oceniać, musimy patrzeć nie tylko na to, ile uczeń wie, ale również na to, jak zmienia się jego sposób pracy i myślenia w dłuższym okresie. 

Jeżeli uczeń ma rozwijać swoje mocne strony i pracować nad praktycznymi wyzwaniami, jak zachować wspólny fundament wiedzy – historię, literaturę, wiedzę ogólną?

Nie jestem zwolennikiem uczenia się dla samego gromadzenia wiedzy. Wiedza jest potrzebna wtedy, kiedy człowiek potrafi ją wykorzystać do zrozumienia tematu, postawienia pytania albo znalezienia rozwiązania. Z danej dziedziny uczymy się tyle, ile potrzebujemy do rozwiązania konkretnego wyzwania. Po co więcej?

Nie oznacza to, że uczeń nie powinien czytać literatury, poznawać historii czy zdobywać wiedzy ogólnej. Przeciwnie, niech ma kontakt z różnymi dziedzinami. Różnica polega na tym, co z tą wiedzą później robi.

Jeżeli uczeń tylko zapamiętuje cudze interpretacje i odtwarza je na sprawdzianie, rozwijamy przede wszystkim zdolność reprodukowania zapamiętanej wiedzy. Jeżeli natomiast musi samodzielnie szukać informacji, porównywać źródła, stawiać hipotezy, kwestionować je i dochodzić do własnych wniosków, wiedza staje się materiałem do myślenia.

Nie chodzi więc o to, żeby mniej wiedzieć. Chodzi o to, żeby wiedza nie zastępowała myślenia.

Samodzielne myślenie ucznia: daj zadanie, nie dawaj rozwiązania 

Jak rozwijać odpowiedzialność dziecka, nie odbierając mu jej poprzez ciągłe kontrolowanie, ocenianie i poprawianie?

Odpowiedzialności nie da się nauczyć wyłącznie poprzez mówienie o odpowiedzialności. Trzeba uczniowi część tej odpowiedzialności rzeczywiście oddać. Jeżeli nauczyciel cały czas kontroluje każdy krok, przypomina, poprawia i pilnuje, uczeń nie ma nawet okazji przekonać się, jakie są konsekwencje jego własnych decyzji. 

Oczywiście nie oznacza to pozostawienia dziecka samemu sobie. Nauczyciel musi stworzyć bezpieczne granice. Ale wewnątrz tych granic powinno być miejsce na wiele decyzji ucznia. Młody człowiek może źle zaplanować pracę. Może wybrać niewłaściwą drogę. Może ponieść niewielkie lub większe niepowodzenie po drodze, ale również to jest częścią procesu nauki. 

Mądra opieka nie polega na usuwaniu każdej przeszkody z drogi dziecka.

Czy współczesna polska szkoła daje dziecku przestrzeń, żeby naprawdę pomyśleć?

To jest problem znacznie szerszy niż jedna metoda nauczania. Moja, czy inna. Myślenie wymaga czasu. Szkoła tego nie daje. Koniec kropka.

Geneza słowa szkoła ze starożytnej greki to miejsce, gdzie człowiek ma wolną głowę od codziennych problemów i może w spokoju poświęcić ten czas rozmowie, dyskusjom i zdobywaniu nowej wiedzy. Czy tak wygląda dziś szkoła? 

Kiedy człowiek intensywnie pracuje nad zadaniem, najczęściej nie znajduje rozwiązania w mig. Odkłada je. Idzie na spacer, robi coś zupełnie innego i rozwiązanie przychodzi później. To nie jest czas stracony. Umysł nadal pracuje.

Tymczasem szkoła najczęściej działa w rytmie: 45 minut, dzwonek, następny przedmiot, następne zadanie, następna ocena. Dlatego warto tworzyć uczniom sytuacje, w których mogą nad jednym wyzwaniem zatrzymać się dłużej. Nie oczekiwać natychmiastowej odpowiedzi.

Jedną z rzeczy, których młody człowiek powinien się nauczyć, jest wytrzymywanie sytuacji, w której jeszcze nie zna rozwiązania. Ono się pojawi. Ale uczeń musi mieć przestrzeń, by do tego rozwiązania dojść samodzielnie. To niezwykle ważna umiejętność również poza szkołą.

Jeżeli oceny osłabiają motywację wewnętrzną, czym je zastąpić, żeby uczeń, rodzic i nauczyciel wiedzieli, czy następuje rozwój?

Nie jestem zwolennikiem prostego stwierdzenia, że wystarczy zlikwidować oceny i problem zniknie. Uczeń potrzebuje informacji o tym, gdzie jest. Rodzic również. Nauczyciel musi wiedzieć, czy jego praca przynosi efekt.

Pytanie brzmi więc nie tylko: „jaką dostałeś ocenę?”, ale: „co już potrafisz dokonać, czego wcześniej nie potrafiłeś?”. Można pokazywać uczniowi jego postępy poprzez coraz trudniejsze zadania, analizę sposobu rozwiązania, rozmowę, projekty czy porównanie jego obecnej pracy z wcześniejszą. Bardzo ważne jest również, żeby uczeń sam nauczył się oceniać własną pracę.

Ostatecznie chcemy przecież doprowadzić do sytuacji, w której młody człowiek nie potrzebuje przez całe życie kogoś stojącego obok i mówiącego mu, czy zrobił coś na czwórkę, czy na piątkę.

dwie dziewczynki zgłaszają się do odpowiedzi
Fot. Nestea06 / Envato.com

Trzy zmiany możliwe od jutra 

Jakie trzy zmiany polska szkoła mogłaby wprowadzić już jutro?

Gdybym miał wskazać tylko trzy, zacząłbym od rzeczy bardzo prostych. I one nie wymagają rewolucji w systemie.

Po pierwsze – mniej podpowiadać. Postawić wyzwanie i pozwolić uczniowi naprawdę się z nim zmierzyć. Nie odbierać mu zadania po pierwszej nieudanej próbie. Dać mu czas. 

Po drugie – pozwolić uczniom pracować na różnym poziomie i w różnym tempie. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby zakładać, że dwadzieścia pięć różnych osób przez 45 minut powinno wykonywać dokładnie to samo zadanie w dokładnie takim samym tempie. To może wydawać się trudne, szczególnie na wejściu do nowej klasy, ale z czasem nauczyciel rozpozna potrzeby każdego ucznia.

Po trzecie – oddawać uczniowi odpowiedzialność za własną naukę. Nauczyciel powinien stawiać wymagania, organizować środowisko pracy, obserwować i pomagać wtedy, kiedy pomoc jest potrzebna. Ale nie powinien wykonywać intelektualnej pracy za ucznia.

Nie każdy uczeń zostanie olimpijczykiem i nie taki powinien być cel szkoły.

Celem powinno być doprowadzenie każdego ucznia możliwie daleko od miejsca, z którego zaczynał. Porównujemy punkt startu i punkt dojścia. A te okresy można różnie ustalić – to może być początek roku szkolnego i jego koniec albo okres miesiąca czy czterech miesięcy. Jedna osoba – jeden cel.

I jeśli miałbym w jednym zdaniu powiedzieć, czego nauczyło mnie ponad trzydzieści lat pracy z młodymi ludźmi, powiedziałbym: dzieci potrafią znacznie więcej, niż często zakładamy, ale pod warunkiem, że stworzymy im warunki, aby mogły się o tym przekonać.

Tak już zamykając ten wątek. Jedną z większych rzeczy wymagających zmiany jest system egzaminów. Ale to długi wielowątkowy temat na inną rozmowę.

*Prof. Ryszard Szubartowski – twórca autorskiej metody edukacji, dzięki której 126 uczniów zostało laureatami olimpiad informatycznych. Jego metoda opiera się na samodzielnej pracy twórczej, mentoringu wśród uczniów, a także rozwoju indywidualnych talentów. Krytykuje system oceniania, naukę w stresie i strachu. W zamian stawia na rozwój młodego człowieka. Prezes Stowarzyszenia Talent, które wspiera rozwój wybitnych uczniów. Za swoje liczne osiągnięcia otrzymał m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi, Medal Komisji Edukacji Narodowej i tytuł profesora oświaty. Powstał o nim także film pt. Mistrz.

Warto przeczytać: John Hattie: Dobre wyniki to za mało. Tak poznasz dobrą szkołę 


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.