Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

John Hattie: Dobre wyniki to za mało. Tak poznasz dobrą szkołę 

Profesot John Hattie ubrany w jasną marynarkę i niebieską koszulę mówi z mównicy, jak rozpoznać dobrą szkołę

Dzieci siedzą cicho, odpowiadają poprawnie na pytania i mają dobre wyniki. To jeszcze nie dowód, że szkoła naprawdę dobrze uczy. Prof. John Hattie, autor „Visible Learning” w rozmowie z Patrycją Krzeszowską podpowiada, że warto zapytać ucznia o coś innego: czego się uczy, skąd wie, że robi postępy i co robi, kiedy czegoś nie rozumie. Odpowiedzi mogą powiedzieć o szkole więcej niż same oceny.

Nie ma jednej recepty na nauczanie 

Termin „Visible Learning” stał się globalnym ruchem edukacyjnym. Jak chciałby pan, aby ludzie go rozumieli, i co, pana zdaniem, jest najczęstszym nieporozumieniem dotyczącym tego, co naprawdę oznacza?

Główne przesłanie brzmi: zachęcić nauczycieli, by zaczęli myśleć w kategoriach ewaluacji – żeby nieustannie sprawdzali, jak ich działania wpływają na uczenie się uczniów.

Chodzi o szerokie rozumienie tego wpływu. Nie tylko o postępy i wyniki, ale też o tworzenie atmosfery, w której błędy są mile widziane, o budowanie pewności siebie potrzebnej do podejmowania wyzwań i o rozwijanie trwałego zamiłowania do nauki.

Trzeba też sięgać po wiele różnych źródeł dowodów, porównywać je ze sobą, pytać kolegów i uczniów o inne możliwe interpretacje, a potem na tej podstawie decydować, co zostawić, co poprawić, a co zmienić.

Visible Learning nie polega więc przede wszystkim na wdrażaniu konkretnej metody. Chodzi raczej o to, by nauczyciel wiedział, jaki ma wpływ, i umiał mądrze na ten wpływ reagować. Najczęstsze nieporozumienie polega na tym, że Visible Learning traktuje się jak listę kontrolną skutecznych strategii nauczania. A to nie o to chodzi.

Jak zobaczyć, kto naprawdę się uczy? 

Jednym z kluczowych założeń pana pracy jest to, że nauczyciele powinni spoglądać na uczenie się oczami swoich uczniów. Ale jak to zrobić w klasach liczących 25–30 osób, a takie zdarzają się w Polsce, gdzie jedni od razu łapią nowe pojęcia, inni boją się o cokolwiek zapytać, a jeszcze inni już dawno się wyłączyli, bo ich uwagę całkowicie pochłaniają smartfony?

Patrzenie na uczenie się oczami uczniów nie oznacza, że nauczyciel musi wiedzieć wszystko o każdym uczniu w każdej chwili. Chodzi o celowe tworzenie częstych okazji, by poznać, jak uczniowie myślą: przez rozmowy, zadawanie pytań i uważne słuchanie ich pytań oraz reagowanie na nie, krótkie wypowiedzi pisemne, obserwację, dialog między uczniami i sprawdzanie, na ile naprawdę coś zrozumieli.

Kluczowe pytanie nie brzmi: „Czy tego nauczyłem?”, tylko: „Czego każdy uczeń się nauczył, czego jeszcze nie rozumie albo do czego jest już gotowy, żeby iść dalej?”.

W trzydziestoosobowej klasie nauczyciel potrzebuje skutecznych sposobów, by sposób myślenia wszystkich uczniów stał się widoczny – a nie tylko tych, którzy mają dość odwagi, by podnieść rękę. Z moich obserwacji wynika, że wielu nauczycieli w większych klasach radzi sobie z tym nawet lepiej niż ci, którzy pracują w mniejszych grupach. Oznacza to mniej mówienia przez nauczyciela, więcej pracy w grupach, dzięki której słychać, jak przebiega uczenie się, oraz uczenie uczniów, by sami kierowali własną nauką.

Smartfony są częścią tego wyzwania, ale wycofanie się uczniów z nauki rzadko da się rozwiązać samym zakazem używania telefonów. Uczniowie chętniej angażują się wtedy, gdy nauka jest odpowiednio wymagająca, gdy widać postępy, gdy błędy są bezpieczne, a oni sami wierzą, że ich udział ma znaczenie.

John Hattie siedzi w fotelu w ciemnych ubraniach i opowiada, jak rozpoznać dobrą szkołę
John Hattie, Fot. źródło youtube.com@EducationMelbourne

Największą przeszkodą nie jest brak wiedzy nauczycieli 

Wielu nauczycieli zna badania dotyczące tego, co sprawia, że nauczanie jest skuteczne, a jednak sale lekcyjne często wyglądają niemal tak samo jak dziesiątki lat temu. Jak pan uważa, co jest największą przeszkodą w znaczącej zmianie?

Tak, nauczanie przez ostatnie sto lat zmieniło się bardzo niewiele, częściowo dlatego, że obecna „gramatyka szkoły” jakoś działa. Moje stanowisko nie zakłada jednak całkowitej rewolucji. Chodzi przede wszystkim o inny, skuteczniejszy sposób myślenia: myślenie ewaluacyjne, szukanie dowodów na to, gdzie i u kogo da się coś poprawić, stawianie wysokich oczekiwań, tworzenie przyjaznego klimatu, traktowanie błędów jako okazji do nauki, a nie źródła wstydu oraz nieustanne zadawanie sobie trzech pytań o wpływ: czego nauczyłem dobrze, a czego nie? Kogo nauczyłem dobrze, a kogo nie? I jak dużą poprawę osiągnęli dziś uczniowie dzięki temu, co zrobiłem?

Największą przeszkodą nie jest brak wiedzy, lecz trudność w zmianie głęboko zakorzenionych sposobów myślenia i pracy. Czas, obciążenie obowiązkami, przywództwo i kultura szkoły – wszystko to ma znaczenie. Te bariery stają się jednak szczególnie silne, gdy nauczyciele pracują w izolacji i traktują każdą zmianę jako wdrażanie kolejnego programu.

Znacząca poprawa pojawia się wtedy, gdy nauczyciele wspólnie analizują wiarygodne dowody swojego wpływu, czują się bezpiecznie, przyznając, że coś nie działa, i mają czas oraz wsparcie, by doskonalić się razem. Kluczowe nie jest przekonywanie ich, by zmieniali coś dla samej zmiany. Chodzi o to, by pomóc im zobaczyć, dlaczego zmiana jest potrzebna, co warto zmienić i czy rzeczywiście przynosi korzyści ich uczniom.

Jak rozpoznać dobrą szkołę? Nie wszystko da się policzyć

Przez wiele lat pan argumentował, że decyzje w edukacji powinny opierać się na dowodach. Czy widzi pan ryzyko, że szkoły zaczną cenić wyłącznie to, co da się zmierzyć, a zignorują takie cechy jak charakter, ciekawość czy mądrość? Jak możemy oceniać skuteczność szkoły, nie sprowadzając rozwoju ucznia do samego zestawu wskaźników?

Możemy jednak oceniać wszystkie te cechy,  niekoniecznie testami czy sztywnymi harmonogramami obserwacji, lecz poprzez świadomy, profesjonalny osąd oparty na wielu źródłach dowodów. Kluczowe pytania brzmią: Czy nauczyciel uznaje te dowody za przekonujące? Czy interpretacje są wiarygodne i – najlepiej – sprawdzone z kolegami oraz uczniami? Czy prowadzą do decyzji, które realnie zwiększają wpływ nauczyciela?

Zagrożeniem nie jest sam pomiar, lecz sytuacja, w której wąski zestaw wskaźników zaczyna dyktować, co w ogóle ma znaczenie. Skuteczność szkoły należy oceniać przez interpretacje i wynikające z nich działania – te, które dotyczą procesu uczenia się uczniów. Podstawą powinny być zarówno dowody o osiągnięciach i postępach, jak i te o ciekawości, charakterze, mądrości, poczuciu przynależności, pewności siebie i zamiłowaniu do nauki.

Celem nie jest sprowadzenie tych cech do liczb, lecz formułowanie solidnych, możliwych do obrony sądów na temat tego, czy szkoła naprawdę pomaga uczniom je rozwijać.

nauczyciel rozdaje uczniom materiały, co podpowiada, jak rozpoznać dobrą szkołę
Fot. Pressmaster / Envato.com

Często podkreślał pan znaczenie informacji zwrotnej i refleksji nauczycieli nad własną praktyką. Czy zgodziłby się pan, że przyszłość nauczania w mniejszym stopniu polega na przekazywaniu wiedzy, a w większym na nieustannym eksperymentowaniu, uczeniu się i doskonaleniu własnej praktyki?

Nie przeciwstawiałbym tych dwóch rzeczy. Nauczyciele muszą mieć solidną wiedzę i umieć jej nauczać, ale na poziomie eksperckim kluczowe jest coś innego: wiedzieć, jak sprawić, by ta wiedza stała się przyswajalna dla konkretnych uczniów.

Przyszłość nauczania to więc adaptacyjna ekspertyza – nieustanne szukanie dowodów własnego wpływu, uczenie się z informacji zwrotnej i ciągłe doskonalenie praktyki. Eksperymentowanie ma wartość, ale nie innowacja dla samej innowacji. Zawsze trzeba pytać: Co poprawiło się w uczeniu się uczniów? U kogo? I co powinienem zrobić dalej? Nauczyciele powinni stawać się badaczami własnego wpływu.

Jak rozpoznać naprawdę dobrą szkołę? 

Jak możemy odróżnić szkołę, która rzeczywiście sprzyja uczeniu się, od takiej, która po prostu dobrze wypada na papierze? Gdyby miał pan spędzić tylko jeden dzień w nieznanej sobie szkole, jakie pytania zadałby pan uczniom i nauczycielom, aby ustalić, czy rzeczywiście zachodzi znaczące uczenie się?

Szkoła, która naprawdę sprzyja uczeniu się, to nie po prostu szkoła, w której uczniowie mają wysokie wyniki. To szkoła, w której zarówno uczniowie, jak i nauczyciele potrafią opisać, czego się uczą, dostrzegają postępy, konstruktywnie reagują, gdy nauka się zatrzymuje, i wiedzą, co robić dalej. Wyniki na papierze mogą odzwierciedlać wcześniejsze osiągnięcia, selektywny nabór albo przewagę wynikającą z domu rodzinnego. 

Ważniejsze jest pytanie o wkład samej szkoły: czy uczniowie robią postępy, podejmują odpowiednie wyzwania i rozwijają pewność siebie oraz sprawczość potrzebną do tego, by stawać się własnymi nauczycielami?

Dlatego bardziej przekonuje mnie postęp niż same osiągnięcia – i tak, jestem zachłanny, bo chcę obu.

Gdybym miał jeden dzień w nieznanej szkole, zapytałbym uczniów:

  • Czego się uczysz – a nie tylko co robisz?
  • Jak wygląda sukces?
  • Skąd wiesz, że robisz duże postępy?
  • Co robisz, kiedy czegoś nie rozumiesz?
  • Jaką informację zwrotną otrzymałeś i co z nią zrobiłeś?
  • Czy czujesz się bezpiecznie, popełniając błędy, zadając pytania i mówiąc: „Nie wiem”?
  • Czy twój nauczyciel wierzy, że możesz odnieść sukces?
  • Czy potrafisz zastosować to, czego się nauczyłeś, w innej sytuacji?

Zapytałbym nauczycieli:

  • Jaki wpływ starasz się wywierać na każdego ucznia?
  • Jakie dowody mówią ci, że nastąpiło uczenie się – a nie tylko wykonanie zadania?
  • Którzy uczniowie robią postępy, a którzy nie, i skąd to wiesz? Co robisz w związku z tym?
  • Czego uczniowie nie rozumieją i jak wpłynęło to na zmianę twojego nauczania?
  • Jak ustalasz odpowiedni poziom wyzwania?
  • Co robisz, kiedy preferowane przez ciebie podejście do nauczania nie działa?
  • Skąd wiesz, że uczniowie rozumieją twoją informację zwrotną i korzystają z niej?
  • Jak uzgadniasz swoje oceny z kolegami?
  • Czego ostatnio dowiedziałeś się o swoim własnym wpływie?

W szkole rzeczywiście skoncentrowanej na uczeniu się uczniowie i nauczyciele posługują się wspólnym językiem uczenia się, wyzwania, postępu i wpływu. Uczniowie nie są po prostu posłuszni ani zajęci; wiedzą, dokąd zmierzają, potrafią ocenić, gdzie się znajdują, i rozumieją swoje kolejne kroki. Nauczyciele postrzegają siebie jako osoby oceniające swój wpływ, a nie jedynie przekazujące lekcje. To znacznie trudniej upozorować przed odwiedzającym niż imponujący zestaw wyników.

Dobry uczeń potrafi powiedzieć „nie wiem” 

Czy uważa pan, że dzisiejsze szkoły bardziej nagradzają odwagę intelektualną niż umiejętność unikania błędów, czy jest odwrotnie? Co, pana zdaniem, napędza tę tendencję?

Zbyt często szkoły bardziej nagradzają unikanie błędów niż odwagę intelektualną. Uczniowie szybko uczą się, że najbezpieczniej jest podać oczekiwaną odpowiedź, trzymać się kryteriów i nie ujawniać żadnej niepewności. Tymczasem prawdziwe, znaczące uczenie się wymaga czegoś przeciwnego: gotowości, by przedstawić wstępny pomysł, sprawdzić wyjaśnienie, zmienić własne myślenie i przyznać: „Jeszcze tego nie rozumiem”.

Z pewnością wielki nauczyciel i wielki uczeń to ktoś, kto wie, co zrobić, kiedy nie wie, co zrobić.

Ta tendencja jest częściowo napędzana przez system edukacyjny, który sprawia, że błędy są bardzo widoczne, podczas gdy uczenie się na błędach pozostaje stosunkowo niewidoczne. Oceny, egzaminy, wskaźniki rozliczalności i publiczne porównania faworyzują poprawne wykonanie w konkretnym momencie. Nauczyciele pracują też pod dużą presją czasu, więc uzyskanie właściwej odpowiedzi wydaje się często bardziej efektywne niż zgłębianie, jak uczeń doszedł do błędnej.

W konsekwencji uczniowie zaczynają traktować błędy jako dowód niskich zdolności, a nie jako informację o tym, dokąd powinno zmierzać ich dalsze uczenie się. To jest wypaczenie.

Odpowiedzią nie jest celebrowanie każdego błędu. Niektóre błędy wynikają z niedbałości lub niewystarczającego wysiłku. Odwaga intelektualna oznacza podjęcie uzasadnionego ryzyka: próbę zrobienia czegoś trudnego, ujawnienie własnego sposobu myślenia, wysłuchanie krytyki i gotowość do jego zmiany. Szkoły sprzyjają temu, gdy nauczyciele reagują na błędy z ciekawością – „O czym wtedy myślałeś?” – i gdy ocenianie docenia nie tylko poprawność, lecz także wyjaśnienie, poprawę i umiejętność zastosowania wiedzy w nowej sytuacji.

Kluczowy komunikat musi brzmieć: popełnienie błędu nie umniejsza twojej wartości, ale jesteś odpowiedzialny za to, by się na nim uczyć.

Prof. John Allan Clinton Hattie* – jeden z najlepszych współczesnych badaczy edukacji na świecie. Przez ponad 50 lat pracował na pięciu uczelniach, tym University of Auckland, University of Western Australia oraz University of North Carolina at Greensboro. Obecnie jest związany z University of Melbourne. Światową sławę przyniosła mu książka Visible Learning, która wyjaśnia, co wpływa na osiągnięcia ucznia. Jego najważniejsze przesłanie dla nauczycieli brzmi: Nie pytaj „Czy nauczyłem?”, tylko „Czego każdy uczeń się nauczył, czego nie zrozumiał i do czego jest teraz gotowy?”.

Warto przeczytać: Najlepszy młody matematyk Europy: o tym, czego brakuje polskiej szkole


Na scenie zobaczysz między innymi:

Spotkasz w strefie książek:

***

Czytelnicy Holistic News z kodem: PRAWDA3 otrzymują 20% rabatu!


Spotkajmy na Holistic Talk w Cavatina Hall!


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Patrycja Krzeszowska

Dziennikarz


Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Rzeszowskiego. W mediach pracuje od 2019 roku. Współpracowała z redakcjami newsowymi oraz agencjami copywriterskimi. Ma ugruntowaną wiedzę psychologiczną, zwłaszcza z psychologii poznawczej. Interesuje się także tematami społecznymi. Specjalizuje się w odkryciach i badaniach naukowych, które mają bezpośredni wpływ na życie człowieka.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.