Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

Coraz więcej zakazów i nakazów. Ludzie znajdują własne rozwiązania

Zgromadzenie obywatelskie w mieście, pokazujące jak działa społeczeństwo bez państwa w praktyce

Coraz więcej dziedzin życia regulowanych jest i nadzorowanych przez państwowe instytucje. Obecność państwa w życiu człowieka „od kołyski aż po grób” jest często traktowana jako naturalna i niezbędna. Zakres jego kompetencji obejmuje nie tylko obronność i edukację, lecz także coraz więcej obszarów związanych ze zdrowiem, rodziną i innymi sferami życia prywatnego. Koncepcja społeczeństwa bez państwa uchodzi za niebezpieczną i utopijną. A jednak to właśnie oddolna, dobrowolna współpraca społeczna działa tam, gdzie państwo okazuje się niewydolne.

Państwo jako odpowiedź na każdy problem

Kryzys, afera finansowa, epidemia, krzywda dziecka – w każdej takiej sytuacji reflektory kierują się na instytucje władzy. Państwo, rozumiane jako organy władzy centralnej i samorządowej, wciąż postrzegane jest jako narzędzie rozwiązywania wszystkich problemów. I to nie tylko po fakcie.

Państwo ma być rzekomo od tego, by zapobiegać, zanim wydarzy się coś złego. Ochronić wszystkich przed przyszłymi możliwymi krzywdami. Zadbać o życie, zdrowie i dobrostan swoich obywateli. W istocie jednak można by ich nazywać poddanymi. Bowiem jedną z podstawowych cech współczesnego państwa, także demokratycznego, jest roszczenie do monopolu na prawomocne stosowanie przemocy fizycznej na swoim terytorium. Przymus ten bywa traktowany jako naturalne, odwieczne prawo instytucji do kierowania życiem ludzi zamieszkujących jego terytorium.

Nowoczesne państwo europejskie kształtowało się przez stulecia, a ważną rolę w tym procesie odegrały wojny, rozwój administracji i centralizacja władzy. W XVII i XVIII wieku przemiany te nabrały tempa. Rewolucja francuska przyniosła nowy sposób uzasadniania władzy politycznej i relacji między państwem a obywatelami.

Wcześniejsze formy organizacji społecznej różniły się od dzisiejszego modelu państwowości. Władza średniowiecznych monarchów była ograniczana przez układy z możnymi, przywileje miast, instytucje kościelne i lokalne wspólnoty.

Królowie musieli układać się z możnymi, możni z mieszczanami, a w ramach mieszczaństwa działały gildie. Obowiązki wojskowe również wynikały z różnych stosunków prawnych i zależności, a nie z powszechnego poboru znanego z późniejszych epok. Wiele spraw regulowały odrębne porządki prawne, zwyczaje i lokalne instytucje. Władza była bardziej rozproszona, a jej ośrodki musiały niekiedy negocjować zakres swoich uprawnień.

Umowa społeczna i granice władzy

Uzasadnieniem dla dzisiejszej potęgi państwa jest idea umowy społecznej. Według Thomasa Hobbesa, autora Lewiatana, ludzie mieli zgodzić się na przekazanie władzy suwerenowi. To on miał dbać o pokój i bezpieczeństwo wszystkich. Jean-Jacques Rousseau rozwinął teorię umowy społecznej jako podstawy prawomocnego porządku politycznego. Idee te, stanowiące fundament nowożytnej filozofii politycznej zachodnich demokracji, mają jednak istotne mankamenty.

Jak wskazywał węgierski filozof polityczny Anthony de Jasay, teorie umowy społecznej rodzą poważne problemy logiczne i etyczne. Dlaczego? Skoro bowiem ludzie mogą umówić się co do zasad podstawowych, mogą też zawierać inne umowy. I przestrzegać ich, jeśli uznają to za korzystne. Nie oznacza to jednak, że potrzebują do tego wszechwładnego Lewiatana. Kto bowiem zagwarantuje umowę między Lewiatanem a społeczeństwem? Kto przypilnuje strażnika?

Nowy numer już w sprzedaży:

Czy hipotetyczna zgoda uzasadnia realny przymus?

Problem z umową społeczną Rousseau nie sprowadza się do tego, że nigdy nie doszło do historycznego zawarcia takiej umowy. Klasyczne teorie umowy społecznej często odwołują się do hipotetycznej zgody, a nie do rzeczywistego wydarzenia. Można jednak zapytać, czy taka hipotetyczna zgoda wystarcza do uzasadnienia realnego przymusu.

Sama koncepcja umowy społecznej zakłada też podporządkowanie się tak zwanej woli powszechnej. Dociekliwy umysł nie może nie zapytać: czyje dobro uznawane jest za wyższe czy wspólne w świecie, w którym interesy ludzi są różne? I czy odwołanie do dobra wspólnego wystarcza, by uzasadnić przymus wobec tych, którzy nie podzielają decyzji większości?

Czy społeczeństwo bez państwa jest bardziej etyczne?

Współczesny filozof Michael Huemer w książce Problem władzy politycznej. O przymusie i posłuszeństwie podważa etyczne uzasadnienie prawa państwa do wydawania poleceń i wymuszania posłuszeństwa. Pyta, dlaczego państwo miałoby mieć uprawnienia, których nie przyznalibyśmy innym podmiotom działającym w społeczeństwie. Autor jest realistą i wie, że przymus państwowy może zanikać tylko tam, gdzie społeczeństwo żyje w pokoju dłuższy czas, gdzie brak jest sporów granicznych, itd. Zdecydowanie jednak dowodzi, że przymus taki nie ma żadnego logicznego ani etycznego uzasadnienia.

Podobny problem można odnaleźć w rozważaniach Seneki nad moralną wartością działania. W Liście LXVI do Lucyliusza rzymski filozof stoicki wiąże szlachetność czynu z jego dobrowolnością. Współczesna interpretacja tej myśli może prowadzić do pytania, czy działanie wymuszone przez władzę ma taką samą wartość moralną jak działanie podjęte z własnej woli.

Demokracja nie usuwa sprzeczności

Demokracja nie rozwiązała wszystkich tych sprzeczności. Obywatele krajów zachodnich często krytykują państwa, w których żyją. Pogłębiające się problemy ekonomiczne, migracyjne i geopolityczne przyczyniły się w ostatnich latach do wzrostu znaczenia ruchów populistycznych, które w warstwie retorycznej często sprawiają wrażenie antypaństwowych. Nie zawsze jednak tak jest. To również bunt tych grup obywateli, które czują się przez swoje państwo pokrzywdzone. I które chciałyby, by w większym stopniu realizowało ono ich interesy.

Czy współpraca wymaga państwowego przymusu?

Jeśli jednak nie państwo, to co w zamian? Czy alternatywą dla państwowego przymusu jest jedynie anarchia oraz „wojna wszystkich ze wszystkimi”? Niekoniecznie. Problem współpracy społecznej można analizować za pomocą dylematu więźnia. Model ten pokazuje, że strategia korzystna dla jednostki w krótkim terminie może prowadzić do gorszego wyniku dla wszystkich.

Wzajemna współpraca pozwala niekiedy osiągnąć korzyści, których nie da się uzyskać, gdy każdy kieruje się wyłącznie własnym interesem. Bez współpracy społeczeństwo właściwie nie mogłoby istnieć. Pytanie brzmi, czy do jej organizowania naprawdę potrzebny jest odgórny przymus, czy też ludzie potrafią wypracowywać zasady wspólnego działania samodzielnie.

Znaczenie lokalnych więzi, tradycji i samodzielności wspólnot pojawia się w twórczości wielu pisarzy, choć ich poglądy polityczne były bardzo różne. Tołstoj i Borges otwarcie kwestionowali szczególną pozycję państwa, Chesterton podkreślał znaczenie rozproszonej własności i lokalnej samodzielności, a Orwell nieufnie odnosił się do władzy zagrażającej niezależności ludzi.

Podobne wątki można odnaleźć u Tolkiena, a w polskiej literaturze także u Józefa Mackiewicza czy Floriana Czarnyszewicza. Ich twórczość przypomina, że życie społeczne, więzi i poczucie wspólnoty nie sprowadzają się do relacji jednostki z państwem. Obyczaj, kultura, tradycja i konwencje społeczne współtworzą przestrzeń, w której ludzie mogą zachować wolność i podmiotowość.

Społeczeństwo bez państwa: od teorii do praktyki

Czy to oznacza, że społeczeństwo bez państwa to jedynie intelektualne ćwiczenie, dobre dla literatów i filozofów? Bynajmniej. Ruchy libertariańskie pozostają marginalne, ale niekoniecznie to one najlepiej reprezentują tę ideę. Samo społeczeństwo niejako głosuje nogami i to w kwestiach, które dotąd uznawane były za domenę ściśle państwową. W tym takich jak edukacja, zdrowie czy nawet obronność.

Oddolna inicjatywa w edukacji, zdrowiu i obronności

W edukacji obserwować można, także w Polsce, odchodzenie od nauki w tradycyjnej szkole na rzecz edukacji domowej. Nie ma ona charakteru masowego, ale jest społecznie zauważalna. Poszerza się katalog świadczeń medycznych, które pacjenci nabywają poza publicznym systemem. I nie chodzi jedynie o stomatologię.

Choć wciąż dominuje przekonanie, że państwo powinno zapewniać opiekę zdrowotną, obok publicznego systemu działają prywatne placówki, organizacje pomocowe i inicjatywy obywatelskie. Zbiórki sięgające milionów złotych na kosztowne leczenie w kraju lub za granicą pokazują, jak skutecznie ludzie potrafią mobilizować zasoby, gdy potrzeba pomocy.

Coraz bardziej powszechne dobrowolne szkolenia w dziedzinie strzelania czy survivalu pokazują natomiast, że obywatele chcą i potrafią samodzielnie przygotowywać się na zagrożenia. Podobnie było na Ukrainie po rosyjskiej inwazji, gdy oddolne inicjatywy obywatelskie na ogromną skalę wsparły obronę kraju, organizując pomoc i mobilizując zasoby.

Oddolna współpraca w polskim doświadczeniu

Niedawno w naszym kraju uznanie dla znaczenia oddolnej inicjatywy przyszło z zupełnie nieoczekiwanej strony. W książce Naród do zadań specjalnych Bartłomiej Sienkiewicz i Hanna Gill-Piątek, autorzy raczej niekojarzeni z myśleniem antyetatystycznym, dostrzegli w polskim społeczeństwie silne pokłady współpracy. I nie chodzi tu jedynie o przykład Solidarności lat 80.

Wśród nowszych przykładów jest spontaniczna pomoc Ukraińcom po rosyjskiej inwazji. Według badania CBOS z kwietnia 2022 roku 63 proc. badanych deklarowało, że oni sami lub inni członkowie ich gospodarstwa domowego pomagają uchodźcom z Ukrainy. Z kolei dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w pierwszej połowie 2022 roku pomocy mieszkańcom objętej wojną Ukrainy udzieliło 70,2 proc. gospodarstw domowych w Polsce.

Autorzy wskazują także na udział lokalnych społeczności w powojennej elektryfikacji wsi, prowadzonej również w ramach państwowych programów. Współczesnym przykładem rozwoju inicjatyw rozproszonych jest fotowoltaika. Jak wskazują autorzy, państwowe regulacje zamiast wspierać oddolne działania często tworzyły bariery utrudniające ich rozwój. Podobny wymiar miało powstawanie sieci kablowych i internetowych w latach 90., w którym uczestniczyli lokalni przedsiębiorcy i społeczności.

Czy centralne zarządzanie jest konieczne?

Społeczeństwo bez państwa nie musi więc wcale oznaczać braku reguł i wartości. Nie musi przejawiać się jakimiś ekstrawaganckimi swobodami. Ani tym bardziej brakiem możliwości zaspokajania codziennych potrzeb, także tych związanych z rozwojem. I to bez konieczności obejmowania każdej sfery życia centralnym nadzorem, nakazami i sankcjami. To także większa decentralizacja działań, która w wielu sytuacjach sprzyja ich efektywności.

Warto więc pytać nie tylko o to, które zadania państwo powinno wykonywać, lecz także o to, czy rzeczywiście musi je wykonywać. A może część z nich ludzie potrafiliby zorganizować sami, gdyby pozostawić im więcej swobody? Może wtedy będzie nieco mniej powodów do narzekania na państwo, a życie społeczne w większym stopniu będzie opierać się na dobrowolnej współpracy, a nie na odgórnych nakazach.

Przeczytaj także: Gdy dobro staje się procedurą. Tak zanika hojność i solidarność


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.