Nauka
„Kujon” czy „życiowy bystrzak”? Łączy ich ta sama zdolność
07 sierpnia 2026

Technologie ratujące życie nie zawsze powstają w szpitalnych laboratoriach. Niektóre narodziły się tam, gdzie o życiu decydowały sekundy – na polu walki. Rozwiązania stworzone dla rannych żołnierzy z czasem trafiły do karetek, szpitali i zestawów pierwszej pomocy, pomagając ratować pacjentów także poza frontem.
Paradoks wojskowej medycyny polega na tym, że jest ona rozwijana w środowisku, które z definicji ma niszczyć. Mimo to właśnie tam powstają skuteczne technologie ratujące życie. Zdarza się to regularnie i zwykle według podobnego schematu.
Najpierw pojawia się konkretny problem – masywny krwotok, oparzenie, konieczność szybkiego działania w ekstremalnych warunkach. Potem powstaje rozwiązanie dopasowane do wymagań pola walki: proste, odporne, skuteczne nawet wtedy, gdy brakuje czasu i sprzętu. Z czasem to samo rozwiązanie zaczyna być wykorzystywane poza kontekstem wojskowym – w ambulansach, szpitalach, strefach katastrof i codziennych sytuacjach zagrożenia życia.
Jednym z najnowszych przykładów jest proszek AGCL opracowany przez naukowców z Koreańskiego Zaawansowanego Instytutu Nauki i Technologii. Po rozpyleniu na ranę substancja w ciągu około jednej sekundy tworzy żelową barierę, która pomaga zatrzymać krwawienie.
Proszek wchłania ponad siedmiokrotność własnej masy, przylega z siłą przekraczającą 40 kilopaskali i zachowuje skuteczność nawet po dwóch latach przechowywania w wilgoci oraz zmiennej temperaturze. W testach laboratoryjnych ograniczał utratę krwi skuteczniej niż dostępne na rynku środki hemostatyczne.
Proszek powstał z myślą o masywnych krwotokach na polu walki – wciąż jednej z głównych przyczyn zgonów w starciach zbrojnych. Jednocześnie jego twórcy wskazują na zastosowania w katastrofach, rejonach o ograniczonej infrastrukturze medycznej i podczas zabiegów chirurgicznych.
Rozpocząłem te badania z poczuciem misji, by uratować choć jednego żołnierza więcej. Mam nadzieję, że ta technologia będzie wykorzystywana jako technologia ratująca życie zarówno w obronie narodowej, jak i w cywilnej medycynie
– podkreśla major Kyusoon Park, który brał udział w badaniach.
Nowy numer już jest!
Niemal identyczną ewolucję przeszedł QuikClot. Już w latach 80. XX wieku amerykański inżynier Frank Hursey odkrył hemostatyczne właściwości zeolitu, ale dopiero wojskowe testy na początku XXI wieku sprawiły, że preparat trafił na pola walki w Iraku i Afganistanie. Dziś QuikClot kojarzy się przede wszystkim z wersjami Combat Gauze i EMS opartymi na kaolinie – opatrunkami stosowanymi przez wojsko oraz cywilnych ratowników do tamowania masywnych krwotoków.
Podobną drogę przeszła opaska izraelska, czyli Emergency Bandage. Jej twórca, Bernard Bar-Natan, podczas służby w izraelskich siłach zbrojnych zauważył, że klasyczne opatrunki do tamowania krwawień wyglądają niemal tak samo jak modele sprzed kilkudziesięciu lat. Zaprojektował więc elastyczny bandaż z wbudowanym aplikatorem nacisku, który można założyć jedną ręką. Najpierw rozwiązanie przyjęły armie kilku krajów, a później stało się stałym elementem cywilnych zestawów urazowych.
Jeszcze wyraźniej widać tę zmianę w historii stazy taktycznej. Przez lata opaski uciskowe budziły w medycynie cywilnej duży opór, bo kojarzono je z ryzykiem utraty kończyny. Dopiero dane z Iraku i Afganistanu pokazały, że prawidłowo założona staza potrafi uratować życie przy masywnym krwotoku z ręki lub nogi. Z czasem nowoczesne modele trafiły do służb ratowniczych i do kampanii edukacyjnych uczących tamowania krwotoków.
Ten sam transfer dotyczy nie tylko materiałów, ale też całych procedur. System taktycznej pomocy rannym na polu walki (Tactical Combat Casualty Care) stał się jednym z najważniejszych wojskowych modeli postępowania w urazach. Jego logika – najpierw zatrzymać krwotok, potem zabezpieczyć oddech i dopiero później zająć się dalszym leczeniem – wpłynęła także na cywilne myślenie o triażu i działaniach ratunkowych w skrajnych warunkach.
Wspólnym mianownikiem tych rozwiązań jest presja warunków bojowych. Muszą działać szybko, prosto, w wilgoci, kurzu i przy ograniczonej liczbie rąk. Badania finansowane lub testowane przez wojsko dostarczają danych z ekstremalnych scenariuszy, których cywilna medycyna zwykle nie generuje na taką skalę. Gdy produkt sprawdza się w tych warunkach, droga do ambulansów, szpitali i zestawów pierwszej pomocy staje się otwarta.
W tym sensie wojskowa medycyna pozostaje jednym z głównych źródeł technologii ratujących życie. Narzędzia opracowane dla żołnierzy są najpierw sprawdzane w najtrudniejszym możliwym środowisku, a dopiero później trafiają do ratownictwa cywilnego, gdzie służą już wyłącznie ratowaniu pacjentów.
Przeczytaj również: Przemysław Wójtowicz, snajper: „Kiedy zostałem ranny, poczułem ulgę”
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: