Nauka
Wystarczy drobna zmiana na twarzy. Tak szybko oceniamy innych
17 października 2026

**Polityczny układ, który przez lata wydawał się w Europie niemal nienaruszalny, zaczyna się chwiać.** Gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się dziś, dotychczasowy centrowy układ mógłby stracić większość. Brzmi jak początek politycznego trzęsienia ziemi? Niekoniecznie. Dariusz Lipiński, były wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, tłumaczy, dlaczego nawet mocna zmiana w PE nie musi od razu zmienić samej Unii i dlaczego znacznie ważniejszy może okazać się dopiero rok 2027.
W sierpniu pewną sensację wzbudziły opublikowane przez portal Euronews.com prognozy platformy analityczno-medialnej Europe Elects dotyczące przyszłego składu Parlamentu Europejskiego. Według nich gdyby wybory do tego gremium odbyły się dzisiaj, rządzące Europą od czasu II wojny światowej partie unijnego establishmentu po raz pierwszy w historii utraciłyby większość. Niewątpliwie jest to silny sygnał potwierdzający wzrost antyestablishmentowych nastrojów w europejskich społeczeństwach. Ale czy oznacza coś więcej?
Na razie tylko potencjalnie. Nawet gdyby naprawdę do niej doszło, zmiana większości w Parlamencie Europejskim na antyestablishmentową, choć psychologicznie rewolucyjna, sama w sobie nie zmieniłaby władzy w Unii, ponieważ Parlament ma ograniczone kompetencje, mniejsze niż parlamenty narodowe państw członkowskich.
Na przykład nie posiada prawa inicjatywy ustawodawczej, jego uprawnienia kontrolne są skromniejsze, a co najważniejsze, nie ma uprawnień do obalenia władzy wykonawczej. Głównie dlatego, że nie jest ona jednoznacznie zlokalizowana. Z grubsza rzecz ujmując, w państwach członkowskich władzę wykonawczą sprawuje rząd pod przewodnictwem premiera i – obrazowo mówiąc – w razie potrzeby wiadomo, co, kogo i przy użyciu jakiej procedury obalać.
W Unii Europejskiej Monteskiuszowy trójpodział władz nie istnieje. Nie ma w tym nic niezwykłego, dopóki Unia Europejska działa jako to, do czego została powołana, czyli jako organizacja międzynarodowa funkcjonująca w określonych traktatowo granicach. Problemy z trójpodziałem Monteskiusza pojawiają się wtedy, gdy Unia próbuje przypisywać sobie atrybuty samodzielnego i suwerennego państwa.
System władzy Unii składa się z dwóch rodzajów mechanizmów: ponadnarodowych i międzyrządowych. Instytucjami ponadnarodowymi są: Komisja Europejska, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i właśnie Parlament. Członkowie tych gremiów, przynajmniej formalnie, nie reprezentują swoich krajów, lecz Unię jako całość.
Obywatele są bezpośrednio reprezentowani na poziomie Unii w Parlamencie Europejskim (art. 10 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE)). Komisja jest całkowicie niezależna w wykonywaniu swoich zadań. Bez uszczerbku dla artykułu 18 ustęp 2, członkowie Komisji nie zwracają się o instrukcje ani ich nie przyjmują od żadnego rządu, instytucji, organu lub jednostki organizacyjnej (art. 17 ust. 3 TUE).
Sędziowie TSUE są wybierani spośród osób o niekwestionowanej niezależności (art. 253 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE)); zajmujemy się tu zapisami traktatowymi, więc liczne kontrprzykłady domniemanej niezależności sędziów TSUE możemy w tym miejscu pominąć.
Mechanizmy międzyrządowe znajdują się w gestii państw członkowskich. Państwa członkowskie są reprezentowane przez swoich prezydentów i/lub premierów w Radzie Europejskiej i przez rządy (odpowiednich ministrów) w Radzie Unii Europejskiej, czyli, w skrócie, Radzie. Większość spraw może być rozstrzygana kwalifikowaną większością głosów, niektóre jednak – polityka zagraniczna, obronność, podatki, przyjmowanie nowych państw członkowskich – wymagają jednomyślności.
W głosowaniu obowiązuje zasada podwójnej większości: „za” musi zagłosować 55 proc. państw członkowskich (czyli obecnie 15) reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności Unii. Oba te warunki muszą być spełnione jednocześnie. Ten drugi faworyzuje oczywiście państwa większe: łączna liczba ludności samych tylko Niemiec i Francji stanowi około 34 proc. populacji Unii, czyli ponad połowę liczby wymaganej do uzyskania kwalifikowanej większości w jej części demograficznej.
Instytucje ponadnarodowe Unii, zwłaszcza Komisja i TSUE, wykazują bardzo silną skłonność do competence creep, zjawiska polegającego na stopniowym, nieformalnym, pozatraktatowym przejmowaniu uprawnień, władzy lub zakresu działania na obszary, w których formalnie kompetencji nie posiadają.
Komisja posiada cechy administracji publicznej i władzy wykonawczej, ale ma też niemal wyłączne prawo inicjatywy legislacyjnej, a także prawo wymierzania kar; jest więc hybrydą wykonawczo-ustawodawczą z elementami władzy sądowniczej. Rada Unii Europejskiej, na odwrót, jest hybrydą ustawodawczo-wykonawczą: posiada (najczęściej wspólnie z Parlamentem) uprawnienia legislacyjne, a w niektórych dziedzinach decyzyjne.
Parlament – jak już wspomniano – nie jest legislatywą w takim stopniu jak ustawodawcy w demokratycznych państwach: projekty aktów prawnych przedstawia Komisja, a Parlament przyjmuje je nawet nie samodzielnie, tylko wspólnie z Radą.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest nie tylko władzą sądowniczą, lecz często – pozatraktatowo (competence creep!), ale skutecznie, poprzez swoje interpretacje zmieniające treść traktatów – także ustawodawczą. Wpływ Parlamentu na skład TSUE jest minimalny i pośredni: wskazuje on jednego z siedmiu członków tzw. Komitetu 255 opiniującego kandydatów do tego trybunału, ma także wpływ na przepisy regulujące jego funkcjonowanie. Natomiast kandydatów do TSUE zgłaszają i wspólnie wybierają rządy państw członkowskich; z formalnego punktu widzenia opinia Komitetu 255 nie musi być pozytywna. Można więc powiedzieć, że wpływ Parlamentu Europejskiego na wybór sędziów TSUE jest właściwie żaden.
Trochę większy jest przy wyborze Komisji Europejskiej. Kandydata na przewodniczącego Komisji zgłasza Rada Europejska i musi on uzyskać poparcie bezwzględnej większości europosłów (liczba głosów „za” musi być większa od połowy całkowitej liczby posłów). Wybrany w ten sposób przewodniczący wspólnie z Radą kompletuje listę komisarzy i wyznacza zakres ich obowiązków, z kandydatów zgłaszanych przez rządy państw członkowskich w myśl zasady „jedno państwo, jeden komisarz”.
Po ich przesłuchaniach przez właściwe komisje Parlament głosuje cały skład Komisji; nie może zakwestionować pojedynczych kandydatur. W odróżnieniu na przykład od polskiego Sejmu, który ma prawo uchwalić wotum nieufności dla konkretnego ministra, Parlament Europejski nie ma takiego prawa w stosunku do konkretnego komisarza. Zatem wpływ Parlamentu na kształt Komisji jest ograniczony i w zasadzie jedynie bierny.
Jeśli wpływ Parlamentu na unijne instytucje ponadnarodowe jest niewielki, to na międzyrządowe jest żaden. Składy Rady Europejskiej i Rady odzwierciedlają mapy polityczne w państwach członkowskich i nie mają najmniejszego związku ze składem Parlamentu Europejskiego. To nie on wybiera władzę wykonawczą, a więc międzyrządową część władz Unii Europejskiej, w państwach członkowskich.
Aby zatem przewietrzenie zasiedziałego unijnego establishmentu było możliwe, wyniki takie jak prognozowane przez Europe Elects musiałyby się zdarzyć w wyborach krajowych w państwach członkowskich, zwłaszcza tych największych, bo to te wybory decydują o kształcie Rady Europejskiej i Rady oraz o tym, jacy kandydaci są zgłaszani przez swoje kraje do Komisji Europejskiej i TSUE.
Czy do tego przewietrzenia dojdzie, przekonamy się już w nadchodzącym roku 2027. Odbędą się wówczas wybory prezydenckie we Francji oraz parlamentarne w ośmiu innych państwach członkowskich, w tym w trzech spośród pięciu największych: Polsce, Hiszpanii i we Włoszech.
W związku ze sporą niestabilnością polityczną w Niemczech nie można też całkowicie wykluczyć przyspieszonych wyborów parlamentarnych w tym kraju. Gdyby tak się stało, rok 2027 byłby czasem możliwych poważnych zmian politycznych w pięciu największych państwach członkowskich Unii i w pięciu innych.
Dopiero wtedy mogłaby pojawić się możliwość głębszych zmian politycznych w strukturze władz Unii Europejskiej. I to tylko możliwość, bo oprócz wspólnego wszystkim partiom antyestablishmentowym krytycznego stosunku do obecnego funkcjonowania Unii istnieje też między nimi sporo różnic.
Droga do rewizji dotychczasowego kursu politycznego, gospodarczego i ideologicznego Unii Europejskiej jest wciąż daleka.
Polecamy również: Między złotym a euro. Czy Polska musi przyjąć wspólną walutę?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: