Prawda i Dobro
Rodzina, religia, porządek. Za fasadą tradycji kryje się coś innego
08 października 2026

Obiektem szczególnego zainteresowania komunistycznej policji bezpieczeństwa były środowiska dziennikarskie, artystyczne, naukowe. Wśród nich znaleźli się też ludzie filmu – aktorzy, reżyserzy, operatorzy, krytycy filmowi. Jednych próbowano werbować, innych śledzono, a jeszcze inni sami dostarczali bezpiece informacji o kolegach. Nie bez powodu Włodzimierz Lenin nazwał film „najważniejszą ze sztuk”.
Zaskoczenie wywoływały swego czasu informacje, że nieliczne, mniej lub bardziej znane, mniej lub bardziej lubiane gwiazdy ekranu (także małego, telewizyjnego) złamały się. Szantażowano odebraniem prawa jazdy po tym, jak Milicja Obywatelska złapała aktora w stanie mniejszej lub większej nietrzeźwości. To zresztą przytrafiało się artystom nierzadko.
Wśród nich znalazł się Piotr Fronczewski, w latach osiemdziesiątych znajdujący się u szczytu popularności. Zatrzymany w styczniu 1983 r. przez drogówkę dmuchnął, wynik wyszedł nieciekawy, prawo jazdy zostało zabrane.
Z ust porucznika Służby Bezpieczeństwa, z którym aktor zgodził się spotkać w kawiarni, musiały paść słowa: „No wie pan, ja mógłbym to prawo jazdy odzyskać, ale muszę coś położyć mojemu szefowi na biurko”, po czym dodał: „Będzie pan nam pomagał”.
Na to Fronczewski, według jego relacji: „Jak pan ma na imię?” – „Zbyszek”. – „Zbyszek, ni ch…!”. Co więcej, aktor szeroko rozpowiadał znajomym o tej rozmowie. Skonsternowany esbek pisał w notatce służbowej, że Fronczewski „próbę pozyskania go do współpracy przedstawia w sposób nieprawdziwy i humorystyczny”.
Aktor tym samym sam zagrał na nosie SB. W dokumencie bezpieki odnotowano: „Arogancja i agresywność Fronczewskiego, kolportowanie nieprawdziwych informacji na temat rozmów prowadzonych z porucznikiem Grabowskim nie rokuje pomyślności dalszych rozmów operacyjnych w interesującym nas obszarze działania”.
Lata osiemdziesiąte były jednak już inne niż tuż powojenne. Dziennikarz i historyk dr Filip Gańczak w swej arcyciekawej i świetnie napisanej książce Filmowcy w matni bezpieki opisuje drobiazgowo przypadek wybitnego operatora filmowego Jerzego Lipmana, czołowej postaci polskiej szkoły operatorskiej.
Aresztowany przez UB w 1945 r. 23-letni porucznik „ludowego” Wojska Polskiego został skazany na karę śmierci za dezercję i napad z bronią w ręku, lecz wyrok został na drodze łaski zamieniony na 10 lat więzienia. Trzy lata później wyszedł z więzienia, ale za cenę podpisania „paktu z diabłem”, jak pisze Gańczak.
Jako tajny informator bezpieki Lipman odtąd przez pewien czas skrupulatnie składał doniesienia na znajomych, wytykając im „reakcyjne” poglądy i wrogość do władzy „ludowej”, ale też nie szczędził wiadomości na tematy obyczajowe. Po kilku latach zaczął jednak unikać kontaktów i w 1955 r. został wykreślony z czynnej sieci agenturalnej.

Autor zdjęć do takich arcydzieł jak Zezowate szczęście Andrzeja Munka czy Nóż w wodzie Romana Polańskiego wkrótce sam stał się obiektem zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Donosił na niego m.in. informator o pseudonimie „Stefania”, za którym krył się reżyser Tadeusz Chmielewski, twórca m.in. głośnej komedii Jak rozpętałem II wojnę światową.
Sam Lipman w 1963 r. ponownie zgodził się zostać tajnym współpracownikiem bezpieki, lecz wkrótce zaczął unikać spotkań z oficerami SB. W 1969 r. nie wrócił do Polski z zagranicznego wyjazdu, co miało związek z antysemicką kampanią rozpętaną w latach 1967–1968 w PRL. Zmarł w Londynie w 1983 r.
SB dysponowała dość gęstą siecią donosicieli w środowisku filmowym. Świadczy o tym obfita dokumentacja dotycząca małżeńskich spraw reżysera Janusza Morgensterna i jego żony Krystyny. Jeszcze obszerniejszy jest materiał wytworzony przez agenturę na temat gwiazdy polskiego kina lat sześćdziesiątych – Elżbiety Czyżewskiej.
Policja polityczna skwapliwie odnotowywała wszystkie informacje o charakterze obyczajowym, w tym plotkarskie. Książka Filipa Gańczaka roi się od pseudonimów występujących w obszernej (kilkaset stron) dokumentacji SB poświęconej aktorce.
Wśród nich jest „Literat”, czyli chyba najbardziej znany krytyk filmowy w PRL i długo po jej pochowaniu do grobu – Zygmunt Kałużyński, autor dość zjadliwych raportów na temat Elżbiety Czyżewskiej, która skądinąd była jego bliską znajomą. Bezpiekę interesował zwłaszcza związek Czyżewskiej z korespondentem New York Timesa w Warszawie, Davidem Halberstamem, zakończony ślubem w 1965 r.
Wkrótce dziennikarzowi cofnięto akredytację z powodu jego krytycznych wobec władz polskich artykułów. Po jakimś czasie wyjechała i Czyżewska. Do Polski wróciła jeszcze, by u Andrzeja Wajdy zagrać jedną z głównych ról w filmie Wszystko na sprzedaż (1969). Później przyjechała w okresie solidarnościowego zrywu, zagrała wtedy w kilku polskich filmach. Zmarła w Nowym Jorku w 2010 r.

Lata siedemdziesiąte, czyli „dekada edwardiańska”, były okresem względnego rozluźnienia penetracji środowiska filmowego przez Służbę Bezpieczeństwa. Materiały jednak nadal zbierano, także z podsłuchu, m.in. w pokojach hotelowych – na przykład o tym, że bardzo znany aktor i jego przygodna partnerka imieniem Małgosia w bydgoskim hotelu „położyli się do łóżka i odbyli stosunek płciowy”.
Szczególną uwagę SB zwracała na związki filmowców z rodzącą się w połowie lat siedemdziesiątych opozycją demokratyczną. W zasięgu operacyjnym bezpieki byli aktorzy wspierający mniej lub bardziej aktywnie Komitet Obrony Robotników (KOR, powstały po buncie robotników w Radomiu i Ursusie w czerwcu 1976 r.).
Obserwacją objęto m.in. aktora Andrzeja Seweryna, wspierającego KOR. Największą cenę poniosła chyba Halina Mikołajska, aktorka, która we wrześniu 1976 r. została członkiem KOR, ryzykując całą swoją zawodową karierę. Znana z teatru, także telewizyjnego, a także z ról w filmach m.in. Krzysztofa Zanussiego (Życie rodzinne, Bilans kwartalny, Barwy ochronne), nagle zniknęła z małego i dużego ekranu.
Była nie tylko inwigilowana, lecz także poddawana akcji zastraszania, za czym musiała stać SB. Jej mąż, literat Marian Brandys, notował w swym dzienniku: „Halinie zepsuto wszystkie cztery zamki w samochodzie”. „Podpiłowali kable w aparacie zapłonowym samochodu”. „Podrzucono do samochodu butelkę z czymś tak potwornie cuchnącym, że mało się wszyscy nie udusili”. „Wszystkie zamki w drzwiach pozatykane jakimiś świństwami, że nie można wsadzić klucza”.
Aktorkę nękano też telefonami i listami, w których była znieważana. Pewnego dnia dokonano najścia na mieszkanie Mikołajskiej i Brandysa przez rzekomych robotników z Ursusa, w rzeczywistości osobników nasłanych przez SB.
Mikołajska podjęła po tym próbę samobójczą. „Następnego dnia, kiedy udało nam się ją wreszcie docucić, broniła się rozpaczliwie przed powrotem do życia. Krzyczała, że musiała to zrobić, bo nie może dłużej żyć w tym wszechogarniającym kłamstwie. Była w stanie ostrego szoku” – pisał Marian Brandys. Aktorka była internowana w stanie wojennym, zmarła niedługo po wyborach 4 czerwca 1989 r.
Na koniec element groteskowy. Otóż Służba Bezpieczeństwa dorobiła się własnego Zespołu Filmowego. Trzeba tu przypomnieć, że w PRL produkcja filmowa była realizowana w państwowych grupach twórczo-produkcyjnych, kierowanych przez uznanych twórców: „Iluzjon”, „Kadr”, „Rytm”, „Tor”, „X”, „Pryzmat”, „Profil”, „Zodiak”.
Otóż także w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych postanowiono powołać własny, resortowy Zespół Filmowy „Sektor”. Nazwę przyjęto w 1974 r. Powstałe tam filmy „popularyzatorskie” czy „szkoleniowe” były adresowane do pracowników MSW czy słuchaczy szkół milicyjnych w Legionowie i Szczytnie.
Powstały tam takie dzieła, jak Szyki i ugrupowania MO – ćwiczenia ZOMO (1979), Imieniem Feliksa Dzierżyńskiego (1981), Wysoko trzymajcie sztandar (1983), ale też Obsługa codzienna samochodu Fiat 125p (1975).
Co ciekawe, jednym z reżyserów tego studia był twórca znakomitego filmu telewizyjnego Ostatnie takie trio (1976, ze Zbigniewem Zapasiewiczem), Jerzy Obłamski, asystent reżysera przy Ziemi obiecanej Andrzeja Wajdy, okazjonalnie też aktor. Swą twórczością zanurzył się jednak w tematyce „resortowej”, a jednym z ostatnich zrealizowanych w MSW filmów był jego pean na cześć szpiega PRL Mariana Zacharskiego Poznałem go w Los Angeles (1989).
Kilka lat wcześniej, w 1986 r., Telewizja Polska wyemitowała serial Obłamskiego Kryptonim Turyści z Tomaszem Zaliwskim w roli głównej, będący nieoglądalnym, wyjątkowym gniotem, mającym ilustrować zwycięstwo SB likwidującej siatkę amerykańskiego wywiadu.
Piszą o tym szczegółowo autorzy cennej pracy zbiorowej Filmowcy w rzeczywistości politycznej Polski Ludowej, która niedawno ukazała się – pod redakcją Filipa Gańczaka i Sebastiana Ligarskiego – nakładem Instytutu Pamięci Narodowej.
Przeczytaj również: Nie Bond, nie Kojak. 50 lat temu Polska usłyszała „07 zgłoś się”
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:
Prawda i Dobro
08 października 2026


Humanizm
08 października 2026

Zmień tryb na ciemny