Humanizm
Czujesz się rozumiany przez partnera? Stawką jest nie tylko szczęscie
28 lipca 2026

Wojciech Bonowicz napisał biografię ks. Józefa Tischnera i przez dekady był blisko jego myśli i związanych z nim ludzi. W „Dobrym Podcaście Holistic" opowiada, na czym polegała siła filozofa – i z jakiego powodu najbardziej go dziś brakuje.
Na pytanie, po czym rozpoznać dobrego człowieka, Bonowicz odpowiada bez wahania: „My sami przy nim chcemy być lepsi”. W wypadku Tischnera ta prostota, zdaniem jego biografa, miała konkretne źródło.
Tischner nie uczestniczył w żadnej grze o władzę, w żadnym jej wymiarze – może poza jednym: władzą myślenia. Dawało mu to ogromną wolność w pierwszym kontakcie z drugim człowiekiem, bo my zwykle mamy ochotę drugiego trochę rozegrać, zmanipulować, uformować na swoje podobieństwo.
Bonowicz opowiada, że kiedy Tischner się z kimś spierał, unikał zamykania rozmowy siłą własnej racji. Jak wspomina, potrafił też komuś powiedzieć: „Może i masz rację, ale jakie z tego dobro?”.
Tischner nauczył mnie, że człowiek nie powinien przywiązywać się do widoku z jednego okna. Zbyt często stoimy przy jednym oknie – telewizyjnym albo internetowym, przy jednym kanale – i sądzimy, że świat wygląda tak, jak z tego okna widać.
Zapytany o podejście Tischnera do politycznych walk, Bonowicz przypomina, że filozof używał obrazu targowiska, na którym każdy coś wystawia i nawołuje: przyjdź do mnie.
To jest ciągle wolność, ale wolność na targowisku. Prawdziwe pytanie brzmi, czy człowiek potrafi wznieść się ponad przemoc tego targowiska – bo ono krzyczy, namawia, mówi: nie idź tam, tamten jest zły, tamten jest twoim wrogiem. Dzisiaj raczej wszyscy ściągają się w dół, na to targowisko, i są nim zmęczeni.
Ta część filozofii Tischnera nie ułatwiała życia – żądała wysiłku wzniesienia się ponad zgiełk, nie tylko wyboru między opcjami, które ten zgiełk oferuje.
Bonowicz pamięta, że Tischner – inaczej niż większość ówczesnych intelektualistów – nie bał się mediów. Był tak samo naturalny w prywatnych rozmowach, jak przed kamerą, i szybko zrozumiał, że media potrzebują krótkich, prostych zdań. Miał, jak twierdzi biograf, wybitny talent pedagogiczny, by wciągać ludzi w obręb filozofii nawet najtrudniejszych myślicieli – Heideggera, Hegla, Lévinasa. Przybliżał ich dorobek prostymi sformułowaniami, nie spłycając przy tym samej myśli.
Tę samą praktykę stosował wobec górali, o których pisał i z którymi kręcił filmy. Tischner jako autor Historii filozofii po góralsku miał specyficzne i paradoksalne podejście do tej grupy swoich krajanów:
Ja ich krytykuję przez chwalenie – to znaczy przede wszystkim pokazuję, jaki ideał w nich tkwi, zamiast wypominać, że go nie spełniają. Mówię im, jacy chcieliby być, bo to w nich już jest
– przypomina słowa filozofa Bonowicz. Podkreśla, że Tischner mawiał o sobie:
Najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, i księdzem.
Bycie duchownym nie oznaczało dla niego rezygnacji z bycia człowiekiem – a do kapłaństwa, jak wyjaśnia Bonowicz, potrzebna mu była właśnie filozofia, bo to ona pokazała mu, jak wielką wartością jest człowiek.
Ta filozofia – bez gry o władzę – obowiązywała go też w rozmowach o wierze: nigdy nie nawracał na siłę. Bonowicz przywołuje jego zapewne najbardziej dziś znany i powtarzany cytat.
Nie spotkałem nigdy człowieka, który by stracił wiarę po czytaniu Marksa czy Engelsa, ale spotkałem wielu takich, którzy stracili tę wiarę po rozmowie z własnym proboszczem.
Filozof umiał też w specyficzny sposób dopasować się do rozmówcy, zamiast go pouczać. Bonowicz przywołuje słowa Tischnera:
My mamy na tyle poczucia humoru, żeby z cynikiem być jeszcze bardziej cynicznymi, a ze sceptykiem jeszcze bardziej sceptycznymi.
Gdy Bonowicz przygotowywał nowe wydanie biografii Tischnera, zastanawiał się, czego dziś najbardziej mu brakuje po śmierci filozofa w 2000 r. – i doszedł do jednego stwierdzenia: chęci życia. Bo według niego przy Tischnerze chciało się żyć, niezależnie od wykształcenia czy pozycji.
Tę siłę do życia czerpali od niego ludzie, którzy prowadzili kiosk z warzywami, matka niepełnosprawnego dziecka, taksówkarze. To są przykłady konkretnych ludzi, których poznałem.
Zdolność budzenia w ludziach chęci życia – niezależnie od ich tożsamości i bagażu doświadczeń – jest dla Bonowicza najlepszym streszczeniem filozofii Tischnera. Biograf, który poświęcił mu dekady pracy, nie ma wątpliwości, że tej postawy – pozbawionej gry o władzę, odznaczającej się wolnością ponad zgiełkiem „targowiska” i wiarą bez przymusu – dziś najbardziej po Tischnerze brakuje.
Warto przeczytać: Największe wyzwanie współczesności. Zapomnieliśmy o tym, jak rozmawiać
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: