Resi Capital - Deweloper miejskiej przyszłości

W internecie słychać krzyk nielicznych. Milczący płacą cenę

Dwie osoby kłócą się ze smartfonami w dłoniach w metrze, a reszta pasażerów w milczeniu czyta komentarze w internecie

Przeglądasz komentarze w internecie pod politycznym wpisem i masz wrażenie, że wszyscy wokół są wściekli i gotowi do kłótni. Tymczasem większość z nich robi to samo co ty: czyta w milczeniu. Kim więc są ci, których słychać najgłośniej, i dlaczego właśnie oni nadają ton całej dyskusji?

Kto zamieszcza komentarze w internecie?

Pod politycznym wpisem w sieci pojawiają się setki ostrych, często obraźliwych komentarzy. Można odnieść wrażenie, że tak myśli większość. Tyle że wiele osób jedynie czyta dyskusję, a głos zabierają nieliczni. Według analizy Pew Research Center z 2019 roku zaledwie 10 proc. dorosłych użytkowników Twittera w USA odpowiadało za 97 proc. tweetów dotyczących polityki krajowej. Skąd więc taka dysproporcja?

Część wyjaśnienia przynosi eksperyment zespołu z Instytutu Rozwoju Człowieka Maxa Plancka w Berlinie, Politechniki Drezdeńskiej i Uniwersytetu Stanforda, opisany w Science Advances. Aby sprawdzić, co skłania ludzi do zabierania głosu, a co sprawia, że tylko czytają wypowiedzi innych, badacze stworzyli na Reddicie zamknięte grupy dyskusyjne. Przez miesiąc ponad 500 Amerykanów rozmawiało w nich o polityce, w tym m.in. o imigracji i dostępie do broni.

Nowy numer już w sprzedaży:

Kluczowe znaczenie ma atmosfera dyskusji

Okazało się, że kluczowe znaczenie miało to, jak uczestnicy oceniali atmosferę rozmowy. Ci, którzy odbierali dyskusję jako toksyczną, pozbawioną szacunku lub silnie spolaryzowaną, częściej milczeli. Jednak wśród aktywnych uczestników dyskusji te same odczucia wiązały się z większą liczbą komentarzy.

Wrogi klimat dyskusji działa w tym przypadku jak sito: zniechęca do udziału w niej osoby wrażliwe na agresję, a pozostawia tych, którym ona nie przeszkadza. Co więcej, mechanizm ten wzmacniają reakcje innych użytkowników. Uczestnicy, których komentarze otrzymywały pozytywne oceny, następnego dnia byli jeszcze bardziej aktywni. Podobną zależność opisali wcześniej badacze z Yale: użytkownicy Twittera nagradzani polubieniami za wpisy pełne moralnego oburzenia z czasem wyrażali go coraz więcej.

Kim są najgłośniejsi?

Sama aktywność nie oznacza jednak agresji. Kto więc nadaje rozmowie wrogi ton? Według popularnego przekonania to internet zmienia zwykłych ludzi w trolle. Politolodzy Alexander Bor i Michael Bang Petersen z Uniwersytetu w Aarhus nie znaleźli jednak mocnych dowodów na takie wyjaśnienie. Z ich badań wynika, że wrogo zachowują się przede wszystkim osoby dążące do zdobycia statusu – zarówno w sieci, jak i poza nią.

Dyskusje w internecie toczą się w dużych, publicznych sieciach, gdzie zachowanie internetowego trolla jest znacznie bardziej widoczne niż zachowanie tej samej osoby poza siecią

– tłumaczy Michael Bang Petersen.

Czytamy komentarze w internecie i sądzimy, że tak myślą wszyscy

Najgłośniejszych łatwo wziąć za większość – i przez ich pryzmat oceniać wszystkich. Badacze z Uniwersytetu Stanforda zapytali ponad tysiąc Amerykanów, jaki odsetek użytkowników Reddita publikuje bardzo toksyczne komentarze w internecie. Ankietowani szacowali, że robi to średnio 43 proc. aktywnych użytkowników, choć w analizowanych danych odsetek ten wynosił około 3 proc. Co istotne, osoby, które przeceniały skalę tego zjawiska, odczuwały więcej negatywnych emocji i częściej uważały, że społeczeństwo przeżywa moralny upadek.

Jeśli podczas przeglądania internetu widzisz mnóstwo toksycznych komentarzy i masz wrażenie, że jest on pełen okropnych ludzi, pamiętaj: to nie większość. To tylko bardzo mała, bardzo głośna mniejszość

– podkreśla autorka badania Angela Lee.

Proste rozwiązania nie wystarczą

Milczących internautów niełatwo jednak zachęcić do zabrania głosu. W eksperymencie na Reddicie część uczestników otrzymywała 2 dolary za każdy dzień, w którym zamieściła rzeczowy komentarz. Wynagrodzenie zachęcało do udziału, ale tylko w niewielkim stopniu ograniczyło dominację najaktywniejszych. Niewiele zmieniły też apele o wzajemny szacunek, za którymi nie szło egzekwowanie zasad.

Nie wystarczy nacisnąć przycisku, by więcej osób włączyło się do dyskusji. Można jednak stworzyć warunki, które ułatwią ludziom zabranie głosu – zwłaszcza tym, którzy dotąd pozostawali w tle

– komentuje główna autorka badania Lisa Oswald.

Głośna mniejszość to nie całe społeczeństwo

Internetowa dyskusja o polityce to w dużej mierze rozmowa nielicznych, tocząca się na oczach milczącej większości. Ten mechanizm napędza się sam: im ostrzejszy ton, tym mniej głosów tych, których agresja odstrasza, i więcej miejsca dla tych, którym nie przeszkadza. To sprawia, że dyskusja jeszcze bardziej się zaostrza, a skutki tego zjawiska wykraczają poza sam internet. Gdy przez pryzmat głośnej mniejszości patrzymy na wszystkich, łatwo uznać, że z ludźmi i całym społeczeństwem jest gorzej, niż w rzeczywistości.

Przeczytaj również: Areszt za brzydkie słowa. Czy tu na pewno chodzi o kulturę?


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.

Zmień tryb na ciemny