Cavatina - Tworzymy miejsca przyjazne do pracy

Dorośli nazywają to klapsem. Dzieci dorastają, skutki nie znikają

Dziecko siedzące skulone pod ścianą, na której widać cień dorosłej osoby z paskiem – symbol przemocy wobec dzieci.

Klaps trwa chwilę. Ślad po nim może zostać na znacznie dłużej niż pieczenie skóry. Wieloletnie badania pokazują, że przemoc wobec dzieci potrafi wracać po latach tam, gdzie rodzic najmniej się jej spodziewa: w szkolnej ławce, w relacjach z innymi, w sposobie przeżywania emocji i reagowania na świat.

Gdyby w 2026 roku naukowcy opublikowali wieloletnie badanie dowodzące, że pracownicy osiągają gorsze wyniki i częściej popełniają błędy, gdy przełożony uderza ich w twarz za spóźnienie, wszyscy popatrzyliby na siebie z konsternacją. Żaden pracodawca w cywilizowanym kraju nie próbowałby przekonywać, że spoliczkowanie podwładnego to po prostu tradycyjna metoda dyscyplinująca albo wyraz troski o efektywność zespołu.

Tymczasem w relacjach rodziców z dziećmi nadal musimy angażować czołowe światowe uniwersytety, przeznaczać na badania miliony ze środków publicznych i śledzić losy kilkunastu tysięcy ludzi przez siedemnaście lat, żeby udowodnić dokładnie to samo.

19 tysięcy dzieci i 17 lat badań

Analiza UCL nie jest kolejną pobieżną ankietą przeprowadzoną na kilkuset osobach. Dr Anja Heilmann z Wydziału Epidemiologii i Zdrowia Publicznego sięgnęła po dane Millennium Cohort Study, projektu, który przez blisko dwie dekady śledził losy prawie 19 tysięcy dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii na przełomie wieków. Badacze towarzyszyli im od trzeciego roku życia aż po egzaminy GCSE pisane na koniec edukacji w szkole średniej w wieku szesnastu lat.

Klaps wrócił na egzaminie

Liczby mówią same za siebie. Dzieci, które w wieku trzech, pięciu i siedmiu lat regularnie dostawały od rodziców lanie, o 5,7 punktu procentowego częściej oblewały pięć kluczowych egzaminów GCSE z angielskiego i matematyki. W tej grupie oblał je niemal co drugi uczeń: 48 procent wobec 42,3 procent w grupie, której rodzice nie sięgali po klapsy.

Jako czternastolatkowie ci sami uczniowie o 33 procent częściej podejmowali ryzykowne zachowania: od eksperymentowania z substancjami odurzającymi po znęcanie się nad rówieśnikami. Zamiast budować relacje, odtwarzali wzorzec: silniejszy wymusza posłuszeństwo siłą.

W całym zbiorze danych nie znaleziono ani jednego wskaźnika sugerującego jakąkolwiek korzyść wychowawczą z bicia. Wszystkie zaobserwowane efekty, jak podkreślała dr Heilmann cytowana przez BBC, wskazywały na szkodliwe skutki.

Autorzy uczciwie zastrzegają, że badanie ma charakter obserwacyjny, pokazuje wyraźną zależność między karami fizycznymi a późniejszymi problemami, ale nie przesądza o prostej przyczynowości. Mimo to brytyjski Departament Edukacji podtrzymał stanowisko, że rząd nie ma planów zmiany prawa.

Co klaps robi z mózgiem dziecka

Raport UCL pokazuje konsekwencje, ale nie wyjaśnia, co może się za nimi kryć. Tego mechanizmu szukali inni badacze, obserwując reakcje mózgu dzieci i nastolatków.

Kreshnik Burani i Greg Hajcak z Florida State University przez dwa lata obserwowali, co dzieje się w mózgu 149 nastolatków, gdy popełniają błąd albo dostają nagrodę. Elektrody EEG rejestrowały aktywność ich mózgów. U tych, którzy w dzieciństwie dostawali lanie, mózg reagował na własne pomyłki znacznie silniej, a na nagrody – wyraźnie słabiej. Pierwsza z tych cech pcha w stronę stanów lękowych, druga sprzyja depresji.

Mózg zamiast nauki szuka zagrożenia

Jorge Cuartas z Harvard Graduate School of Education dorzucił do tej układanki kolejny element. Kara fizyczna zmienia pracę grzbietowej kory zakrętu obręczy, rejonu mózgu, który bez przerwy monitoruje otoczenie pod kątem zagrożenia. Dziecko, które w domu nigdy nie wie, kiedy przyjdzie klaps, uczy się żyć w gotowości. 

Kiedy siada w szkolnej ławce, układ nerwowy robi to samo co w domu: skanuje otoczenie, czuwa, szuka sygnałów alarmowych. Mózgu nie da się przestawić z trybu przetrwania na tryb nauki jednym przyciskiem. Dziecko pozostające w gotowości nie ma wolnych zasobów na geometrię.

Do tego dochodzi fizjologia stresu: regularny klaps wyzwala wyrzut kortyzolu, którego długotrwale podwyższony poziom niszczy rozwijający się mózg. Upośledza hipokamp, bez którego uczenie się i zapamiętywanie nie działają prawidłowo. Osłabia korę przedczołową, od której zależą panowanie nad emocjami i zdolność do planowania. Klaps może więc pozostawić ślad, którego nie widać na skórze, ale który dotyczy rozwijającego się układu nerwowego.

Pas w dłoni dorosłej osoby na pierwszym planie, w tle skulone dziecko – ilustracja przemocy wobec dzieci i kar cielesnych.
Fot. Depositphotos

Przemoc wobec dzieci: bicie wciąż jest legalne

Anglię łatwo wziąć za wyspiarską osobliwość. Wraz z Irlandią Północną to jedne z nielicznych obszarów w Europie Zachodniej, gdzie rodzice mogą przed sądem powołać się na „rozsądną karę”, prawny relikt z 1860 roku, sankcjonujący przemoc. Szkocja wykreśliła go w 2020 roku, Walia w 2022. Londyński parlament projekt zakazu odrzucił. Ale zwalanie wszystkiego na brytyjski tradycjonalizm byłoby wygodnym przekłamaniem.

W Stanach Zjednoczonych bicie dzieci jest legalne we wszystkich pięćdziesięciu stanach. W dziewiętnastu z nich nauczyciel lub dyrektor szkoły publicznej może ucznia uderzyć. Najnowszy General Social Survey z 2024 roku pokazuje, że 56 procent dorosłych Amerykanów wciąż uważa, że od czasu do czasu trzeba dzieciom dać solidnego klapsa. To ponad połowa mieszkańców największego mocarstwa świata.

Globalne dane UNICEF z czerwca 2024 roku są jeszcze bardziej przytłaczające: około 330 milionów dzieci poniżej piątego roku życia regularnie doświadcza w domu przemocy fizycznej. Co czwarta matka lub opiekun na świecie jest przekonana, że bez bicia dziecko nie wyrośnie na porządnego człowieka.

Polska zakazała klapsów. Problem nie zniknął

Polska wprowadziła zakaz stosowania kar cielesnych w 2010 roku jako jedno z pierwszych państw w tej części Europy. Coroczny „Barometr postaw wobec krzywdzenia dzieci” Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pokazuje jednak, jak daleko prawo wyprzedziło kulturę: ponad jedna trzecia Polaków wciąż w jakiejś formie dopuszcza kary fizyczne. 

Badacze odkryli przy tym charakterystyczny mechanizm: kiedy pytają o bicie dzieci, zdecydowana większość mówi nie. Gdy w pytaniu pojawia się słowo „klaps”, opór gwałtownie topnieje. Jedno słowo wystarczyło, żeby przenieść to samo działanie z kategorii przemocy do szufladki z napisem „metoda wychowawcza”. Ta szufladka jest fałszywa, ale trzyma się w naszej kulturze zadziwiająco mocno.

Czy zakazy działają?

Przeciwnicy przepisów powtarzają, że prawo i tak nie wejdzie za zamknięte drzwi. Dane mówią co innego. Badacze z Center for Global Development przeanalizowali kilkadziesiąt krajów i stwierdzili, że tam, gdzie bicie dzieci jest prawnie zakazane, rodzice sięgają po klapsy średnio 1,7 razy rzadziej niż w krajach bez zakazu, nawet po odfiltrowaniu różnic ekonomicznych i kulturowych.

Przepisy kształtują też nowe normy społeczne, jasno dając do zrozumienia, że bicie dzieci jest nieakceptowalne. Nad Wisłą odsetek osób całkowicie sprzeciwiających się karom fizycznym urósł w ciągu dwóch dekad z 35 do 62 procent. Zmiany postępują powoli, ale idą w dobrym kierunku.

Badacze z NYU Steinhardt wzięli pod lupę niemal 200 niezależnych badań z 92 krajów i opublikowali wyniki w „Nature Human Behaviour”. Wniosek jest jednoznaczny: nie znaleziono pozytywnych skutków bicia dzieci. Fatalnie, że w 2026 roku nadal musimy to powtarzać.

Klaps dla dziecka: to nie prywatna sprawa rodziny

Obrońcy „tradycyjnego wychowania” mają jeden ulubiony argument: w naszym domu sami decydujemy, jak wychowujemy dzieci. Tyle że skutki nigdy nie zostają między czterema ścianami.

Dzieci, które przez lata dostawały w domu lanie, częściej nie kończą szkoły i w dorosłym życiu osiągają niższe dochody. Mózg, który przez lata pracował w trybie zagrożenia, łatwiej wpada w zaburzenia lękowe i depresję. Klaps wymierzony trzylatkowi przy kuchennym stole wraca po latach: w kiepskich ocenach na egzaminie, w gabinecie psychoterapeuty i na rynku pracy.

Setki badań. Wniosek ciągle ten sam

Dlatego naukowcy z UCL poświęcili siedemnaście lat na analizę danych dotyczących 19 tysięcy ludzi. Kolejne dowody w sprawie, w której dowodów od dawna nie brakuje. Kolejna publikacja, która przebije się do mediów na tydzień, a potem zniknie. Kolejny raport, który wyląduje w archiwum, podczas gdy nowy zespół badawczy będzie już składał wniosek o grant na kolejne analizy.

Dzieci, których te badania dotyczą, nie czekają na wyniki. Rosną teraz w domach, gdzie decyzja o tym, czy dostaną klapsa, należy wyłącznie do rodziców. W 2026 roku, po setkach badań i dziesiątkach zakazów, nadal tylko do nich.

Przeczytaj również: „Wychowaliśmy cię najlepiej, jak potrafiliśmy”. Rachunek bywa bolesny


Zapraszamy do: ksiegarnia.holistic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Dariusz Jaroń

Autor


Pisze od 20 lat. Z wykształcenia ekonomista, z zamiłowania reporter i tłumacz języka angielskiego, a na co dzień specjalista content marketingu. Autor kilku książek non-fiction, w tym jednej nagrodzonej na Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju. Fanatyk sportu, hard rocka i włoskiej kuchni.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.